Każdego dnia
Trudno mi to powiedzieć
Mógłbym być jedynie Twój
Któregoś dnia zobaczysz
Przez cały ten czas
Byłem przy tobie
[Skillet - Yours To Hold]
Jump City o północy przedstawiało ciekawy widok - z jednej strony osiedla, gdzieniegdzie rozświetlone pojedyncze okna, a z drugiej kolorowe neony, reklamy, huk, muzyka i silniki aut w dzielnicach pełnych dyskotek, pubów i sklepów. Miasto, które nigdy nie śpi.
Corvus zmęczonym krokiem wracał do domu. Cały dzień planowania kolejnego sabotażu był wyczerpujący, dodatkowo podczas misji stracili kontakt z Phoenixem. Poszukiwania nic nie dały. Darkwing obstawiała, że słudzy Kevamorse'a zabili go. Thunderbird wolała się trzymać niezbyt pocieszającej opcji wyprania mózgu chłopaka.
A co na to Corv? Martwił się o ognistowłosego, zdążył już się z nim zaprzyjaźnić. Miał wielką nadzieję, że Feniksowi nic się nie stało.
A co na to Corv? Martwił się o ognistowłosego, zdążył już się z nim zaprzyjaźnić. Miał wielką nadzieję, że Feniksowi nic się nie stało.
Gdy przechodził jakąś ciemną uliczką, usłyszał czyiś jęk. Odruchowo zamienił się w astralnego kruka, który miał ostrzejsze zmysły i ruszył w kierunku, z którego dobiegł go dźwięk.
Wzbił się w powietrze i zaczął patrolować teren z góry. Serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi, gdy pośród sterty śmieci dostrzegł męską sylwetkę i płonącego żywym ogniem irokeza.
Wzbił się w powietrze i zaczął patrolować teren z góry. Serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi, gdy pośród sterty śmieci dostrzegł męską sylwetkę i płonącego żywym ogniem irokeza.
Felix żył.
Czarnowłosy wylądował obok niego i zamienił się w człowieka. Natychmiast padł na kolana, chwycił twarz chłopaka w swoje dłonie.
- Jesteś cały? Wszystko w porządku? Boli cię coś? - zasypał go pytaniami, próbując dojrzeć na ciele przyjaciela ewentualne rany. Włosy i oczy Phoenixa zgasły, a on sam uśmiechnął się słabo.
- Cześć, Corvus - mruknął.- Miło, ze mnie w końcu znaleźliście.
- Cześć, Corvus - mruknął.- Miło, ze mnie w końcu znaleźliście.
- Nie kpij, szukaliśmy cię pół dnia - odparł Lucas. Zarzucił sobie ręce przyjaciela na kark i pomógł mu wstać. Znaleziony syczał i jęczał, ale jego podparcie nie pozwoliło mu upaść.
- Zabieram cię do siebie - oświadczył telepata i nim pokiereszowany zdążył zaprotestować, otoczyły go czarnoszare smugi energii. Po chwili stali w kuchni, w mieszkaniu Krukowatego.
Phoenixa może i zachwyciłby prosty i elegancki wystrój wnętrza, gdyby nie uporczywy ból w łydce, czaszce i paru innych miejscach. Chłopak ledwo trzymał się na nogach i gdyby nie Corvus, już dawno by upadł.
- Mamo! - krzyknął ten, ciągnąc gdzieś poszkodowanego. Matka czarnowłosego natychmiast zjawiła się w pomieszczeniu i wydała z siebie zduszony jęk.
- Lonanie Lucasie Roth, coście znowu wyprawiali?! - zawołała przerażona.
- Cicho, godzina policyjna już dawno minęła - syknął w odpowiedzi syn.- Pomóż mi dotargać go do mojego pokoju, tam go opatrzymy - polecił. Rachel zarzuciła drugie ramię prawie zemdlonego Phoenixa na swoje barki i razem z Corvusem dotaszczyli chłopaka do pokoju. Tam ostrożnie ułożyli go na łóżku. Kobieta natychmiast wróciła się po bandaże, a Lucas rozebrał przyjaciela, zostawiając na nim tylko bokserki, by móc opatrzyć rany. Jego lecznicze moce bardzo się przydały.
- Gdzie jeszcze cię boli? - spytał, gdy zatamował już krwotoki i większe rany pozamykały się. Phoenix delikatnie się poruszył.
- Łydka, obojczyk i mostek - jęknął. Uzdrawiające dłonie Corvusa natychmiast zaczęły uleczać wskazane miejsca.
- Masz na imię Lucas? - spytał słabo Felix. Zapytany uśmiechnął się.
- Właściwie to nazywam Lonan - odparł. Do pokoju weszła Rachel z bandażami, gazą i nożyczkami.- Ale wszyscy wolą mi mówić Lucas - wyjaśnił.
- A ja mam na imię Felix - oświadczył rudowłosy. Corvus uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Miło poznać.
- Zatamowałeś już krwotoki? - spytała kobieta.
- Tak, wszystko jest już pod kontrolą - odparł syn.
- Zrób coś do jedzenia, chłopak jest wycieńczony - rozkazała, odkładając bandaże na szafkę nocną. Lucas opuścił pomieszczenie, po którym teraz ciekawsko rozglądał się Felix. Thunder zakazywała odwiedzania członków Justice Ravenous w cywilu, by potem nie wydać żadnych adresów na wypadek dostania się w łapy dyktatora.
Ściany pokoju pomalowane były na jasnoszary kolor. Wyposażenie było zwyczajne - biurko, łóżko, szafa, plakaty zespołów rockowych na ścianach, tablica korkowa, spora biblioteczka... Niby taki zwyczajny pokój, a jednak dało się wyczuć w nim pewną przyjemną, swojską atmosferę. Może to przez te papiery porozrzucane na biurku, papierowe modele Daleków, zabazgrany kalendarz i mnóstwo różnych bibelotów, porozmieszczanych w przeróżnych miejscach?
Chłopak spojrzał na siedzącą przy nim kobietę.
- Pani jest Raven? - wydusił. Ciągle był osłabiony.
- Owszem, Phoenixie - odparła sucho.- Wiesz, co się stanie, gdy ta informacja ujrzy światło dzienne, prawda?
- Mam pewne podejrzenia.- Uśmiechnął się. Rachel przykryła go pościelą.
- Odpoczywaj. Zostaniesz u nas kilka dni, zanim nie nabierzesz sił - poleciła i podniosła się z łóżka.
- Pani Raven...- zaczął chłopak, ale przerwała mu ruchem ręki.
- Jeśli już koniecznie musisz się do mnie zwracać per "pani", to albo Rachel, albo Roth. Już od dawna nie jestem Krukiem - pouczyła.
- Dobrze... W takim razie... Pani Roth, dlaczego pani nie podjęła walki z Kevamorse'em? - zapytał poszkodowany. Rachel trochę posmutniała.
- Walczyłam na początku. Potem ważniejszy stał się dla mnie Lucas, z resztą Ziemi już nic nie mogło uratować. Poszłam na ugodę - ja wyrzekam się bohaterstwa, oni zostawiają nas w spokoju - powiedziała cicho, łapiąc za klamkę drzwi.
- Przecież tak nie można! Powinno się walczyć do samego końca! - zaoponował Felix.
- A ty co byś zrobił na moim miejscu?! - W oczach matki Lonana stanęły łzy.- Co ty byś zrobił, gdybyś został sam na sam z dzieckiem, zdany tylko na łaskę innych, bo dla jego ojca ważniejsze były wartości niż my?! - syknęła. Papierowy robocik wybuchł, rozerwany przez czarną moc. Raven głęboko odetchnęła.
- Ja... przepraszam...- wydukał cicho Phoenix.- Nie wiedziałem...
- Trudno nad tym panować bez czakry - mruknęła spokojniejszym tonem kobieta, zbierając szczątki modelu z podłogi. Odłożyła je na zawalone rzeczami biurko i przez chwilę w ciszy wpatrywała się w zepsutego Daleka z papieru.- Mój syn jest dla mnie jedyną ważną osobą i dla niego zrobiłam to wszystko. Część z was rozumie. Część z was zwyzywała mnie od zdrajców. Troszczę się i martwię o niego. Za nic w świecie nie dam go sobie odebrać.- Spojrzała załzawionymi oczami na nastolatka i opuściła pokój.
Felix przez dłuższą chwilę leżał bez ruchu, wsłuchując się w ciszę. Przetrawiał informacje.
Lucas nie ma ojca. Prawdopodobnie mógł go nawet nie poznać. Jezu słodki...
Chłopak, by uwolnić się od mało pozytywnych myśli, zamknął oczy i po piętnastu minutach odpłynął do krainy Morfeusza. Kilka minut później do pokoju wszedł Lonan z kubkiem gorącej herbaty ziołowej i talerzem kanapek. Uśmiechnął się na widok śpiącego przyjaciela. Odłożył przedmioty w miarę niezagraconym miejscu i poprawił kołdrę, która zsunęła się trochę z nastolatka, ukazując dosyć muskularne ramiona i dobrze umięśnioną klatkę piersiową.
Corvus zasiadł na jedynym w miarę czystym miejscu, to jest na parapecie i w zamyśleniu spoglądał na Felixa.
- Kto cię tak urządził, co? - mruknął cicho, nieświadomie popijając herbatę. Recz jasna, śpiący nie odpowiedział, za to młody mężczyzna z takim dziwnym jakby... rozczuleniem zauważył, że dosyć często jego wzrok błądzi po ustach i szyi przyjaciela. Wściekły na siebie, spojrzał na zegarek noszony na ręce.
Było wpół do drugiej.
* * *
Felix otworzył oczy i w pierwszej chwili chciał się podpalić, by uchronić się przed czymś niespodziewanym. Nieznane miejsca działały tak na chłopaka.
Dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie, gdzie się znajduje. Właściwie widok Lucasa w mokrym podkoszulku i z ręcznikiem na głowie trochę otrzeźwił jego umysł.
- Witamy śpiącą królewnę - rzucił Corvus, wycierając mokre włosy.
- Eee... Cześć - wydusił Phoenix.- Startujesz w konkursie na miss mokrego podkoszulka czy po prostu do twoich przyzwyczajeń należy branie kąpieli w ubraniu? - zapytał, zbity z tropu. Starszy obdarzył go zniewalającym uśmiechem, po czym zrzucił ręcznik na podłogę. To samo zrobił z podkoszulkiem.
- Prysznic się zepsuł i ja pierwszy padłem jego ofiarą - wyjaśnił, podchodząc do szafy. Otworzył ją i zaczął szperać w środku, szukając czegoś do narzucenia na grzbiet.- Na całe szczęście jest jeszcze wanna. Napuściłem już wody, możesz spokojnie iść się myć - zakomunikował, prostując się. Wcisnął się w koszulkę z logo Disciple. Feliks przez cały czas obserwował przyjaciela - mięśnie, napinające się pod wilgotną skórą, jego czarne, lśniące od kropel wody włosy i sprawne ruchy.
Lonan może i nie był kulturystą, mimo wszystko mięśnie miał całkiem wykształcone. Był szczupły i wysoki, a do tego posiadał urok osobisty i te niesamowite oczy - coś pomiędzy fioletem, granatem a błękitem. Żaden konkretny kolor, po prostu mieszanka, która zwalała z nóg w połączeniu z jego potarganą fryzurą.
Lonan może i nie był kulturystą, mimo wszystko mięśnie miał całkiem wykształcone. Był szczupły i wysoki, a do tego posiadał urok osobisty i te niesamowite oczy - coś pomiędzy fioletem, granatem a błękitem. Żaden konkretny kolor, po prostu mieszanka, która zwalała z nóg w połączeniu z jego potarganą fryzurą.
Po chwili Lucas stał przed łóżkiem z zaplecionymi na piersiach rękami.
- Zamierzasz cały dzień tak się wylegiwać? - spytał ironicznie.
- A, racja. Sorry, zamyśliłem się - mruknął zażenowany rudowłosy, modląc się w duchu, by starszy nie zauważył, jak mu się przyglądał. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej. Powoli przekręcił całe ciało na lewy bok - stopy swobodnie zsunęły się z łóżka. Felix niepewnie stanął na nogach. Odczuł tylko ból mięśni - oznakę zakwasów. Powoli i przy lekkiej asekuracji przyjaciela doszedł do łazienki.
- Przyniosę ci coś do ubrania. Lubisz bluzy dresowe? - spytał starszy mężczyzna.
- Cokolwiek masz, Corvus - odparł z uśmiechem Phoenix, przeciągając się.- Zadowolę się wszystkim.
- Czyli jeansy i bluza - skwitował Lonan.- I jeszcze jedno - w tym domu nie istnieje Corvus, tylko Lucas - rzucił z uśmiechem i opuścił pomieszczenie.
Felix zdjął bieliznę i skrzywił się na widok paru mniejszych ran na podbrzuszu i lewym udzie.
"Lucas musiał je pewnie wczoraj przeoczyć" - pomyślał i zanurzył się w ciepłej wodzie. Tego mu właśnie było trzeba. Relaksu i odpoczynku.
Kilka minut później drzwi uchyliły się i czarnowłosy mag wszedł do środka.
Kilka minut później drzwi uchyliły się i czarnowłosy mag wszedł do środka.
- Ubrania i bielizna - oznajmił, odkładając stosik na brzeg umywalki.
- Dzięki za wszystko, stary - powiedział Felix. Lucas uśmiechnął się.
- Dzięki za wszystko, stary - powiedział Felix. Lucas uśmiechnął się.
- Uważam cię za kumpla, a kumple sobie pomagają, nie? - rzucił, wzruszając ramionami.
- Mimo wszystko mogłeś mnie odstawić do Thunder - zauważył rudzielec.
- Jestem pewny, że zaczęłaby nad tobą wyczyniać jakieś indiańskie rytuały - powiedział Corv, siląc się na powagę. Phoenix roześmiał się.
- A, jeszcze coś - przypomniał sobie.- Wczoraj przeoczyłeś parę ran. Nie są chyba groźne, ale mógłbyś je sprawdzić? - poprosił. W odpowiedzi magik dał mu znak ręką, by wstał. Phoenix wykonał polecenie i teraz stał przed nim tak, jak Pan Bóg go stworzył. Nie próbował się nawet zakrywać, gdyż podejrzewał, że przyjaciel mógłby wyśmiać jego zawstydzenie.
Lucas bez słowa przyłożył dłoń do rany na podbrzuszu, a ta po około pół minucie zamknęła się. Gdy przenosił dłoń na udo Felixa, przypadkowo musnął intymną strefę chłopaka.
Spojrzenia obu panów natychmiast się spotkały. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy bez słów. Phoenix ze zdziwieniem zauważył dziwny blask w tęczówkach mężczyzny.
Spojrzenia obu panów natychmiast się spotkały. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy bez słów. Phoenix ze zdziwieniem zauważył dziwny blask w tęczówkach mężczyzny.
- Boisz się mnie? - wychrypiał cicho ten.
- Lucas...
- Boisz się mnie? - powtórzył pytanie mag. Ciągle utrzymywali kontakt wzrokowy.
- Nie boję - odparł po dłuższej chwili. Sam nie wiedział, dlaczego nie odepchnął ręki Corvusa i nie wrócił do wody, tylko tak stał - goły jak święty turecki, z ręką przyjaciela na swoich narządach rozrodczych.
- Felix... - zaczął cicho Lucas.- Teraz zrobię coś, co zapewne zniszczy naszą przyjaźń, ale nie będę tego żałował - ostrzegł, po czym wpił się ustami w wargi młodszego mężczyzny. Rudowłosy stał jak sparaliżowany. Po chwili zdecydował się podnieść dłoń i wpleść je w te kuszące włosy przyjaciela.
Przerażało go własne zafascynowanie całą sytuacją. Penetrujący delikatnie językiem jego podniebienie Lucas nie ułatwiał mu sprawy. Czuł, że nie może, ba! że nie chce odsuwać się od niego i stracić możliwość smakowania tych słodkich ust. To niesamowite, że wargi drugiego mężczyzny mogą być tak miękkie i przypominać w smaku czekoladę. Może Lucas specjalnie zjadł coś słodkiego, zanim tam wszedł?
W końcu Roth odsunął się od warg chłopaka. Żaden z nich nic nie powiedział - po prostu wpatrywali się sobie w oczy. Blask w tęczówkach Lucasa powoli przygasał. W końcu mężczyzna odsunął się od przyjaciela i wypadł z pomieszczenia. Zaskoczony zaistniałą sytuacją Felix przez kilka minut nadal stał w jednym miejscu. W końcu zdecydował się szybko dokończyć kąpiel. Spłukał z siebie pianę i szampon, wyskoczył z wanny, wytarł się dokładnie, ubrał w ciuchy przyjaciela i wyszedł, zapominając nawet spuścić wodę.
Znalazł Lonana w kuchni. Miał już otworzyć usta, ale Corvus go ubiegł - wszedł mu do głowy.
"Nie teraz, moja mama jest w domu. Porozmawiamy, gdy wyjdzie." - Powrócił do szukania patelni i wyjmowania jajek z lodówki.
"Nie teraz, moja mama jest w domu. Porozmawiamy, gdy wyjdzie." - Powrócił do szukania patelni i wyjmowania jajek z lodówki.
"Czyli kiedy?" - spytał telepatycznie Felix, siadając przy stole. Oboje byli przyzwyczajeni do takich rozmów na tyle, by z powodzeniem udawać, że wykonują normalne czynności.
"Za jakąś godzinę powinniśmy zostać sami" - odparł Lucas, wyjmując jakiś pojemnik z lodówki. "Swoją drogą, podobało ci się?"
Felix posłał mu niepewny uśmiech. Wiedział, że mag już pewnie przeszukał jego pamięć z ostatnich kilkunastu minut i usłyszał każdą myśl na jego temat.
"Szczerze powiedziawszy to nie sprzeciwiałbym się, gdybyś to powtórzył" - wyznał. Lonan uśmiechnął się promiennie.
"Chętnie, Ognisty Chłopcze, ale nie mogę. Nie teraz."- W tym momencie do pomieszczenia weszła pani Roth. Phoenix przywitał się grzecznie.
- No, to kto życzy sobie jajka i bekon? - spytał Corvus z uśmiechem, umiarkowanie wymachując patelnią.
* * *
15 maj 2014, Strefa 51:
Rzuciła trupem trzeciego żołnierza o podłogę i rozejrzała się dookoła. Przerażeni kadeci kulili się pod ścianami. Elektryczne drzwi były zarządzane przez cały podzespół, który dostał rozkaz trzymania bestii w środku, nawet za cenę życia żołnierzy.
Jej tęczówki przybrały nienaturalny odcień złoto-niebieskiego koloru. Szukała kolejnych dowódców i wyższych rangą. Znalazła podchorążego. Gdy ruszyła w jego stronę, pole elektryczne dookoła drzwi zwolniło się i pomieszczenie zapełniło się oddziałami specjalnymi. Od razu ruszyli na nią z sieciami, splecionymi ze stalowych lin i bronią. Trzech żołnierzy zajęło się wyprowadzaniem kolegów z zagrożonego terenu. Potwór szarpał się, gryzł i próbował atakować, lecz oddział specjalny był przystosowany do łapania takich jak ona. Po kilkunastu minutach nie pozostało jej nic innego, jak tylko się poddać.
Po około półgodzinie "opętana" uderzyła głucho o ziemię w pokoju bez klamek. Była związana. Nie widziała drzwi czy okien, mebli również nie było. Jej oczy miały już swoją normalną, błękitną barwę.
- Świetnie - jęknęła. Za dobrze znała to pomieszczenie. Nigdy nie wiedziała, skąd się tam brała za każdym razem. Tylko od Nich dowiadywała się o kolejnym ataku.
Część ściany wysunęła się do góry i do pomieszczenia weszła trójka ludzi. Byli uzbrojeni po zęby - paralizatory w rękach, pistolety, noże myśliwskie, granaty za pasem, ciężkie buty obite metalowymi blachami na czubach, opancerzone ubrania.
Oni. Oprawcy.
Drzwi zamknęły się za trójką postaci.
- Widzę, że nasza ostatnia sesja nie wniosła wiele do twojego rozumowania, żołnierzu Jonesberg. Znowu dałaś się ponieść. - zauważyła kobiecym głosem głównodowodząca. Dwójka jej towarzyszy rozstawiła się po kątach.
- Ja nic nie pamiętam - odparła cicho, wbijając wzrok w podłogę. Zawsze tak samo. Jedna mówi, że sytuacja się powtórzyła, druga twierdzi, że nic nie pamięta. I tak jest w rzeczywistości.
- Łżesz! - Ktoś szarpie ją za włosy, zmuszając dziewczynę, by uklękła. Dowódca patrzy jej w oczy i wymierza solidny policzek. Gdyby nie mocny uchwyt, pewnie by się przewróciła.- za każdym razem tak mówisz! Może zacznij się w końcu kontrolować, co?!
Brunetka nic nie odpowiada, bo i po co? Oni i tak wiedzą lepiej.
- Może się jakoś wytłumaczysz, co? Znajdziesz chociaż raz inną wymówkę? - zasugerowała jadowitym tonem dowodząca.
- Nic nie pamiętam - powtórzyła Jonesberg. Kobieta przed nią machnęła dłonią i drugi oprawca podszedł do klęczącej. Obdarował ja silnym kopniakiem w żebra. Z płuc Calmy uleciało powietrze.
- W takim razie przywrócimy ci pamięć. I kontrolę. - Starsza poprawiła rękawice na swoich dłoniach, by potem wykręcić ręce dziewczyny mocno do tyłu. Torturowana jęknęła.- Zapamiętaj sobie - za każdym razem, gdy nastąpi atak, przytargamy cię tu. Będziemy cię tłukli aż do skutku, aż się nauczysz nad tym panować. Zrozumiane? - wysyczała w jej twarz. Z oczu Calmy pociekły łzy.
- Tak - wydusiła.
- Świetnie - skwitowała starsza i odsunęła się, puszczając jej nadgarstki.- Róbcie to, co zawsze, a na koniec przelećcie ją jak pierwszą lepszą dziwkę. Nie miała litości przy zabijaniu waszych kompanów, więc nie miejcie litości i dla niej - rozkazała i opuściła pomieszczenie.
Jonesberg zagryzła wargi i zacisnęła powieki, gdy poczuła kolejne kopnięcie, tym razem wymierzone w jej głowę.
* * *
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje naaaaaam~! Rozdział w całości jest dedykowany Mejuszczowi z okazji urodzin. Mój ty wariocie mały, wszystkiego najlepszego, dużo fajnych klat do rysowania, ładnych oczu do oglądania, przyjemnych ust do całowania i Daleków do jarania się nimi :7! Matta z resztą też ci życzę. Jak spotkamy się w realnym realu to cię zabiorę do kina na jakiś film z nim ^.^ Nie wiem, czy uda mi się dzisiaj wstawić zdjęcie prezentu, który ci obiecałam, ale się postaram.
I tak. Felek i Lucie są tą "parą-niespodzianką", którą tak dręczyłam twoje nerwy :P
Ostatnia scena drastyczna, ale o to chodziło. Jeszcze chyba będzie jedno nawiązanie do Calmy. Wiecie, tak żeby wyjaśnić, dlaczego taka zimna suka się z niej po tym przymuszonym szkoleniu zrobiła, pomijając to dzisiejsze.
Ostatnia scena drastyczna, ale o to chodziło. Jeszcze chyba będzie jedno nawiązanie do Calmy. Wiecie, tak żeby wyjaśnić, dlaczego taka zimna suka się z niej po tym przymuszonym szkoleniu zrobiła, pomijając to dzisiejsze.
Woooooow. Po prostu wow. Nie no, Felix i Lucas są nawet fajni razem. Bidna Calma, taką sztraszną przeszłość ma. Awww.
OdpowiedzUsuńNo i...dzięki. Dzięki za życzenia, za resztę niespodzianek (których jeszcze nie żobaczyłam, ale jestem pewna, że będą boskie, skoro ty je przygotowywałaś : D), za...no, wszystko. Za to, że jesteś. (Tag, myśl własna.)
Daaaaleeeeeeeeeekiiiiiiiiiiiiiiii...MAAAATT...Ano, na film to bym się wybrała. xD
Gallifrey stands! (Odtąd będę tak kończyła każdą moją dłuższą wypowiedź. Hjehjehje.)