wtorek, 15 kwietnia 2014

Cień 1. — Całkiem normalny dzień w całkiem normalnym mieście.

Kawiarenka przy parku była nawet przytulnym miejscem. Umiejscowiona w zabytkowym budynku, w starej części New Madison, przyciągała klientów zapachem świeżej kawy i wypieków. W środku czekały na gości wygodne kanapy, regały pełne ciekawych książek oraz smakołyki, przygotowywane przez właścicielkę lokalu. Gdy robiło się ciepło, przed kawiarnię wystawiano stoliki, krzesła i ogromne, kolorowe parasole.
Pod jednym z takich parasoli wypoczywały właśnie dwie młode dziewczyny. Jedna z nich wystukiwała palcami rytm zasłyszanej ostatnio melodii, druga paliła papierosa. Nie odzywały się do siebie przez dłuższy czas. 
Tamtego dnia ruch był niewielki. Ginger twierdziła, że to z powodu przedpołudniowej pory. Lucky wolała sądzić, że to przez nią ludzie unikali tamtego lokalu. W końcu gotki większości społeczeństwa kojarzą się z czarnymi mszami i paleniem kotów.
— Wyjaśnij mi jedną rzecz. — Przyjaciółka wyjęła papierosa z ust i strzepnęła popiół do popielniczki. — Dlaczego to zawsze ja muszę cię odbierać z paki?
Kelner pojawił się, przyjął zamówienie i zniknął. Chyba się wystraszył całej masy czarnych koronek i gotyckiego makijażu, jaki miała na sobie różowowłosa dziewczyna.
— Bo Melanie by mnie chyba zabiła. Zwłaszcza, że nie mam dobrego alibi. — Ginger wzruszyła ramionami. Związała rude włosy w kucyka. 
— Powinnaś jej raczej powiedzieć, że jesteś seryjną morderczynią. — Dziewczyna wzięła do ręki szklankę z lemoniadą i zaczęła powoli sączyć napój przez słomkę.
— Najpierw Thalia, teraz ty — westchnęła zrezygnowana rozmówczyni. — Ja nie zabijam ludzi dla zabawy czy z nudów. Miałam powody. — Dziewczyna naciągnęła rękawy jeansowej kurtki, aby zakryć tatuaż na ręce.
— Ta? To z jakiego niezwykle ważnego powodu uśmierciłaś tego naukowca z Doliny Krzemowej? Wynalazł spray, który zabija pająki i kleszcze? — zakpiła towarzyszka.
— Czy mogłabyś, proszę, się trochę uciszyć? Nie wszyscy muszą wiedzieć, czym się zajmuję w wolnym czasie — syknęła Ginger, mierząc przyjaciółkę ostrzegawczym spojrzeniem bursztynowych oczu. Lucky wyszczerzyła się. Jej uśmiech był trochę nieprzyjemny dla oczu. Nie chodzi o to, że miała próchnicę czy inne defekty – jej uzębienie było równe, czyste i bez skaz niczym z reklamy pasty do zębów. Problemem były zaostrzone na kształt kłów końcówki pierwszych kilku par zębów. Efekt głupoty właścicielki i kilku zabiegów dentystycznych.
— Dobra, dobra, już się nie spinaj. Gadaj, co ten facet ci zrobił. — Różowowłosa podniosła się z siedzenia i wyjęła z czarnej portmonetki kilka dolarów. Rzuciła je na stolik.
Ginger podniosła leżący obok jej krzesła plecak. Zapłaciła za siebie i ruszyła razem z Lucky przez park w stronę swojego mieszkania.
— Trevor McCoy był toksykologiem. Na pół roku przed śmiercią przenieśli go w pobliże Arkham Asylum, bo przyłączyli go do badań. Wayne Foundation sfinansowało badania nad lekami na ADHD, do którego podobno dodawano Venomu*, taka jest przynajmniej oficjalna wersja. Mniej oficjalnie łapano popleczników Poison Ivy, by przeprowadzać na nich badania. Wiesz, Bluszcz zaczęła rozprowadzać serum, żeby powiększyć swój oddział zbzikowanych ekologów. — Ruda wywróciła oczami, a Lucky prychnęła, rozbawiona.
— Dobra, a co w tym złego? Chcieli przecież dobrze, nie? — spytała gotka. Ginger popatrzyła na nią z politowaniem.
— Oj, Lucy, Lucy — westchnęła z politowaniem. Wiedziała, że przyjaciółka nie znosi tego zdrobnienia. — Jak myślisz, co może zrobić samotny jak palec naukowiec w pobliżu Arkham, będący wystawionym na działanie babki, która kontroluje feromony? — spytała retorycznie.
— Zwariować?
— Nie do końca. — Gin przeczesała długie, rude włosy palcami, po czym z uśmiechem pomachała sprzedawcy bułek po drugiej stronie ulicy. — Okręciła go sobie wokół palca, a on połączył Venom z serum i podrzucił Bluszczowi. Nazwali to coś Verum.
— Ou. To nie wygląda najlepiej. Zgaduję, że teraz rozprowadzają to na tony? — spytała Lucy. Niespodziewanie gumka do włosów pękła i różowo-czarne pasma posypały się na plecy dziewczyny. Lucy westchnęła i wyjęła z torebki kolejną frotkę. Ponownie zawiązała kucyka.
— Batman niedawno się dowiedział i razem z Bat-Familią próbują ograniczyć sprzedaż tego świństwa w Gotham. Jeśli się im nie uda, Verum rozleje się po całych Stanach — wyjaśniła Ginger, przystając na żwirowanej ścieżce. Przez chwilę zdawało jej się, że widzi coś w koronach drzew. Kiedy minęło kilka minut i nic się nie wydarzyło, dziewczyna powróciła do słuchania przyjaciółki. Spojrzała na Lucy. W tym samym momencie ktoś na nią wpadł. Obie osoby zatoczyły się do tyłu.
— Gigiiiii! — zapiszczała czarnowłosa nastolatka, oplatając ręce wokół talii Rudej, by ją podtrzymać. Ginger odzyskała równowagę, uśmiechnęła się szeroko, po czym chwyciła twarz dziewczyny w obie dłonie.
— Mellsie, nie wolno tak straszyć ludzi — uświadomiła ją, po czym pocałowała swoją dziewczynę. Ignorowana przez wszystkich Lucky wywróciła oczami.
— Tylko mi nie mów, że tego nie lubisz — wysapała Melanie, gdy już się odsunęła. Ginger uśmiechnęła się czule na widok zarumienionych policzków swojej dziewczyny. Odgarnęła z twarzy jedno pasemko, które wypadło z jej fryzury.
— Serio, przystopujcie trochę. To na mój widok mają uciekać, nie wasz — rzuciła gotka, rozglądając się dookoła. Większość spacerujących w pobliżu ludzi na widok dwóch homoseksualistek odwracała wzrok i starała się jak najszybciej opuścić park.
— To nie jest nasz problem. — Ginger wzruszyła ramionami i cmoknęła Mel w czoło.



— A co to? — Mężczyzna delikatnie wyciągnął z jej dłoni teczkę pełną wycinków z gazet. Blondynka mruknęła coś do siebie i odebrała mu własność. — Steven Peterson? Znałem go, strasznie porządny facet. Po co ci informacje o nim?
— Potrzebne — odparła Thalia, rozkładając się wygodniej na fotelu. Pociągnęła spory łyk wody ze szklanki, po czym odłożyła ją na stojący obok stolik. Zgarnęła blond włosy na plecy i powróciła do lektury. Przeszedł ją dreszcz, gdy brunet złożył pocałunek na jej karku.
— A do czego? — wymruczał cicho, delikatnie masując jej barki. Kobieta przygryzła lekko wargę.
— Nie mogę powiedzieć — wydusiła z trudem.
— Nawet mi? — Ciepły oddech musnął skórę za jej uchem. Policjantka poczuła, że się rumieni.
— Zwłaszcza tobie — udało jej się wyszeptać, podczas gdy silne dłonie już rozpinały guziki jej koszuli. Nie była w stanie powstrzymać mruczenia. Mężczyzna uśmiechnął się zadziornie.
— Nawet taką małą odrobinkę? — spytał. Obszedł fotel dookoła i usiadł na jego oparciu, by mieć lepszy dostęp do dekoltu Thalii. Kobieta pokręciła przecząco głową i odchyliła ją do tyłu, pozwalając kochankowi całować swoją szyję. — Skoro nie chcesz mówić, to zaraz znajdę sposób, żeby cię zmiękczyć. — Nachylił się bardziej nad nią, by móc wyszeptać do jej ucha: — Moja ulubiona niewolnico.
Policjantka była czerwona aż po czubki uszu. Oddychała coraz bardziej nierówno.
— Po prostu... krążą pogłoski, że ten facet mógł zostać zabity za całkiem duże wykroczenia i przestępstwa, a ja muszę to sprawdzić.
— Tak już lepiej — wymruczał brunet. — Ciekawe, ile z ciebie wyciągnę... — dodał kuszącym tonem, chwytając partnerkę w pasie. Miał zamiar zanieść ją do sypialni.
Papiery, wycinki i dokumenty upadły na podłogę. Żadne z dwójki kochanków nie zauważyło, jak z podłogi powoli wyrosła ledwo widoczna macka zrobiona z czegoś, co przypominało czarną mgłę; ostrożnie oplotła dokumenty i wniknęła ponownie w podłogę, zabierając wszystkie zapiski ze sobą.
*   *   *
*Venom — inaczej Jad; steryd zwiększający masę mięśniową, przez jakiś czas zażywał go Batman; związany głównie z postacią Bane'a, na którym był on testowany przy "produkcji" superżołnierza. Po moim uniwersum krążą plotki, że wchodzi w skład Temses [więcej w tej notce -> klik].
Serum  — płyn, który przywrócił moce Poison Ivy i ją zabił. Prawdopodobnie również jeden z wielu składników Temses. Więcej tutaj:[klik]
Tak, wiem, do niczego. Tak, zero akcji. Tak, publikuję to w tak marnym stanie. Tak, śmiem nazywać to moją niespodzianką na drugą miesięcznicę mojego związku. Bo mogę.
Wszystkiego najlepszego, mój Ninjo. Mam nadzieję, że się nie obrazisz za taki chłam, ale nie potrafiłam wymyślić nic sensowniejszego. Już chyba różowy Dalek byłby lepszy.
Jak zwykle dedykacja dla Mejuchny :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz