niedziela, 25 stycznia 2015

Smuga 6. — Dylematy starszego pokolenia

Lucas przechadzał się spokojnie ulicami miasta, trzymając w ręku pusty kubek ze Starbucksa. W sumie sam nie wiedział, do czego był mu on potrzebny, ale skoro w pobliżu nie było żadnego śmietnika, to równie dobrze mógł temu samotnemu przedmiotowi pokazywać świat.
"Ciekawe, jak wielkie zamieszanie w piekle wywołałem." — Stanął przed przejściem dla pieszych, czekając wraz z tłumem na zmianę światła. Ze znudzeniem wpatrywał się w przejeżdżające samochody. 
"Oby tylko ciotka dała sobie radę." — Podniósł kubek do ust, zapominając, że w środku już nic nie ma. Spojrzał na przedmiot zawiedzionym wzrokiem, po czym podniósł wzrok, by móc go uparcie wbijać w światła uliczne.
Po przeciwnej stronie drogi ktoś wywołał małe zamieszanie. Po chwili na jezdnię wypadł wielki pies, przypominający wyglądem wilka.
— Nie! 
Rozległ się pisk hamujących samochodów. Na drogę wbiegła również dziewczynka.
— LISA! — wrzasnął ktoś za nią.
Gdyby Lucas miał później opisać, co się stało, nie byłby w stanie tego dokładnie zrobić. Pamiętał tylko, że rzucił się na pomoc małolacie. Gdy oprzytomniał, stał już na środku jezdni, trzymając dziewczynkę w ramionach. Mała płakała. Pies stał niedaleko, warcząc na nastolatka.
Dookoła nich wznosiła się czarno-granatowa łuna, która oddzielała ich od całej masy zgniecionych aut.
— Wielka Azar, dzięki ci — westchnął z ulgą, odwołując barierę stworzoną z mocy. — Czyś ty zgłupiała? — mruknął we włosy Lisy, głaszcząc ją po włosach i próbując uspokoić. — Przecież mogłaś zginąć!
— Ale... Wilk... — wydusiła szatynka, ocierając łzy z policzków.
— Serio, czy ten pies jest ważniejszy od ciebie? Już chyba lepiej, żeby on wpadł pod koła, nie? — spytał retorycznie młodzieniec, odstawiając dziewczynkę na ziemię. Dziewięciolatka kopnęła go w nogę.
— Nie! Wilk nie może umrzeć! — wrzasnęła, po czym podbiegła do zwierzęcia i wtuliła się w jego futro. Mag zgłupiał.
— Nie zrozumiem Ziemian. — Wzniósł oczy do nieba, po czym po prostu rozpłynął się w powietrzu. Przez ścianę aut zaczęli w końcu przedzierać się ludzie, którzy ruszyli małej na pomoc.



Tajna baza, założona kiedyś przez Cyborga, była zagracona i brudna. Oprócz tony nierozpakowanych kartonów i kurzu znajdowały się tam jeszcze nieuprzątnięte drabiny, puste opakowania po żarówkach, folia malarska...
Na jednym z pudeł znalazł pokrytego pajęczyną i kurzem pada. W kuchni, gdy wyjmował szklankę z szafki, potrącił czarny kubek z trupią czaszką. Na kanapie w salonie leżał brudny, wypłowiały, różowy kocyk Jedwabka. Obok monitora głównego komputera leżały porzucone narzędzia.
Mimo wszystko Richard nie mógł się nie uśmiechnąć. Świadomość, że chociaż to miejsce się nie zmieniło, dodała mu otuchy. Przerzucił sobie kocyk przez ramię i pogwizdując, ruszył w stronę łazienki. Kayla miała przyjechać dopiero za kilka godzin, więc mentor postanowił jakoś wykorzystać pozostały mu wolny czas. Kąpiel wydała mu się dobrym pomysłem.
Mężczyzna wszedł właśnie do swojego starego pokoju, wycierając mokre włosy w ręcznik. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Proste łóżko, obok szafka nocna, dalej tablica korkowa, zajmująca pół ściany. Biurko, komputer, mnóstwo zdjęć i wycinków z gazet... Nightwing nabrał głęboko powietrza do płuc, po czym kichnął. Tu zdecydowanie trzeba będzie posprzątać.
Niespodziewanie rozdzwonił się jego komunikator, leżący na szafce nocnej. Mężczyzna podszedł do niego, ściągając ręcznik z głowy, po czym spojrzał na wyświetlacz i uśmiechnął się pod nosem. Usiadł na skraju łóżka i odebrał połączenie.
— Mogłaś się wcześniej odezwać. Już się bałem, że Kevamorse też cię zgarnął. — Powrócił do wycierania włosów, przyglądając się swojej rozmówczyni. Ta uśmiechnęła się lekko, odgarniając rude kosmyki z twarzy.
— Ciebie również miło widzieć. — Puściła do niego oko. — Miałeś do mnie numer przez cały ten czas, sam mogłeś zadzwonić.
Oj, dawno bardzo dawno się nie widzieli. Goth zaraz po wybuchu wojny awansowała z lidera Tytanów Północy na dowódcę silnej grupy ruchu oporu w Meksyku, która dzielnie i długo broniła się przed armią Kevamorse'a. Kiedy wybito ich prawie w pień, uciekła razem z garstką pozostałych na Florydę, a słuch o niej zaginął. Dopiero pół roku temu okazało się, że zeszła do podziemi i stamtąd prowadziła akcje dywersyjne, obejmujące całą Florydę, Alabamę, część Missisipi, Georgię i Południową Karolinę.
— Doskonale wiem, że jesteś zbyt zajętą kobietą, żeby znaleźć dla mnie pięć minut.
— Jakoś teraz mam czas. — Ginger pokazała mu język. Mężczyzna roześmiał się i przez chwilę oboje mieli wrażenie, że znów są tylko liderami różnych grupek nastolatków, bawiącymi się w ratowanie świata, któremu tak naprawdę nic złego nie zagraża. Niestety, po kilku sekundach brutalna rzeczywistość powróciła ze zdwojoną siłą.
— Doniesiono mi już o kompletnym zdemolowaniu wieży. Aż tak źle było, że musieliście wiać?
Richard westchnął.
— Tydzień w tydzień ktoś nas atakował. Poczekaj, przejdę na komputer i sama zobaczysz.
Podszedł do urządzenia i odpalił je, jednocześnie podłączając komunikator za pomocą kabla USB. Pomieszczenie rozświetlił blask ekranu. Po chwili mężczyzna wpatrywał się w zdziwioną minę przyjaciółki, rozkładając szeroko ramiona.
— Jezu, Night. Musimy znaleźć ci lekarza — stwierdziła stanowczo, oglądając jego zmasakrowany przez rany i oparzenia tors. Mężczyzna westchnął.
— Goth, panikujesz.
— A ty bagatelizujesz sprawę. Wybacz, Kayla może i jest dobra w medycynę, ale te rany musi zobaczyć ktoś, kto się lepiej na tym zna. — Przeczesał włosy palcami. — Gdybym tam była, to trzasnęłabym cię w łeb. Właśnie, jesteście w schronie, nie?
— Ta. — Uśmiechnął się lekko. — Zaraz pewnie wpadniesz mi na chatę, prawda?
— Nie, ale wysłałam do ciebie Melanie razem z zaufanym medykiem, a Death powinien niedługo podrzucić Seth. — Na wspomnienie byłego faceta kobieta pomarkotniała. Nightwing zrzucił z głowy ręcznik i usiadł na obrotowym krześle.
— Ciągle ze sobą nie rozmawiacie? — zapytał, opierając podbródek o dłoń.
— Nie widziałam go od ponad roku. Tak jest lepiej. — Goth rzuciła swojemu rozmówcy wrogie spojrzenie. — Nie mówmy o nim.
— Daj spokój, Gothie, o mnie nie chcesz rozmawiać? Przecież wszyscy doskonale wiemy, że cię kręcę. — Nightwing gwałtownie się odwrócił. W drzwiach stał wysoki, chudy mężczyzna, poprawiając skórzaną kurtkę. Podszedł bliżej, by kobieta mogła go zobaczyć w całej swej okazałości — podbite oko, rozcięty policzek, biała koszulka ubrudzona krwią i ziemią.
— Co się stało? Czy Seth jest bezpieczna? — Pomimo zmartwienia Goth przybrała idealnie obojętną minę. Dla wzmocnienia efektu lekko ziewnęła. Ojciec jej dzieci uśmiechnął się (co wyglądało makabrycznie przez blizny, zdobiące jego twarz), wbijając dłonie w kieszenie jeansów. 
Nightwing sam nie wiedział, dlaczego ten uśmiech skojarzył mu się z kotem z Cheshire.
— Nasza córka jest cała i zdrowa, Gigi. — Przeczesał czarne włosy palcami. — A... co u ciebie? — zapytał, a ton jego głosu stracił odrobinę poprzedniej nonszalancji i pewności siebie.
— Wypatrujcie Mels. Medyk jest moim zaufanym współpracownikiem, zajmie się wami. — Kobieta sięgnęła po maskę, leżącą obok niej, i założyła ją na twarz. — Do usłyszenia.
— Goth, czekaj — westchnął Richard, podirytowany zachowaniem przyjaciółki. Ta już zdążyła się rozłączyć.
— Czyżby mnie unikała? — spytał głupkowatym tonem Death, jednak po chwili pomarkotniał. — Night, mógłbym mieć do ciebie prośbę?
— Nie zamierzam w niczym pomagać kryminaliście — uciął krótko rozmówca, podnosząc ręcznik z podłogi. Zawiesił materiał na oparciu krzesła, po czym wstał i zwrócił się w stronę mężczyzny. — Słuchaj, dzięki, że przywiozłeś tu Seth, ale możesz już iść.
— Chciałem tylko prosić o numer Goth. — Zakochany buntownik nie odpuszczał. Został zmierzony nieufnym spojrzeniem.
— Po co? Żeby ją namierzyć i wydać Kevamorse'owi?
Trzy sekundy później Nightwing już żałował swoich słów. Chwilę wcześniej rozmówca stał przed nim, bawiąc się łańcuchem doczepionym do swoich spodni, a teraz dusił Dicka, dociskając go do ściany.
— Posłuchaj mnie, skurwielu — wycharczał. Przypominał bardziej zwierzę niż człowieka. — Nigdy, ale to nigdy nie zarzucaj mi, że miałbym zdradzić matkę moich dzieci, jasne? — Patrzył mu prosto w oczy. Richard zacisnął szczęki, więc Death potrząsnął nim. — Jasne?!
Jedyne, co pozostało naszemu drogiemu Nightwingowi, to wymierzyć solidny cios z kolana między nogi przeciwnika. Ten wypuścił ze świstem powietrze, puszczając Graysona i zginając się wpół. Na dokładkę oberwał z łokcia w plecy i upadł na ziemię.
Nightwing rozprostował palce dłoni.
— Jasne — mruknął, po czym opuścił pokój.



Goth Girl tymczasem odłożyła maskę na blat biurka, wzdychając, po czym przetarła twarz dłońmi. Znowu spanikowała. Chyba było jeszcze trochę za wcześnie, by mogła bez przeszkód porozmawiać ze swoim byłym.
— Ginger? — rozległo się ciche w głębi pokoju. Ruda wstała, starając się przywołać na twarzy uśmiech, zarezerwowany tylko i wyłącznie dla najbliższej jej sercu osoby.
— Już idę, już — odparła, kierując się w stronę łóżka. Po drodze zdjęła szlafrok i rzuciła go na podłogę. Uśmiechnęła się na widok miny swojej dziewczyny, leżącej w wielkim łożu małżeńskim. Naga, wsunęła się pod kołdrę. Po chwili otoczyły ją drobne ramiona jej dziewczyny.
— Wszystko dobrze? Z kim rozmawiałaś? — spytała Hollywood, głaszcząc Rudą po włosach. Ta wymamrotała coś niezrozumiale, zachowując się niczym kot.
— Z Nightem. Chciałam się dowiedzieć, czy dziewczyny już bezpiecznie dotarły do bazy — wyjaśniła, wtulając nos w szyję niebieskowłosej. Roześmiała się cicho z powodu łaskotek, jakie wywołała jej dziewczyna.
— I co? — Kosmitka cmoknęła ją w czoło.
— Seth jest cała, a Mels podróżuje z Fallem, na bank nic jej się nie stanie. — Gin przeciągnęła się, eksponując to i owo. Końcówki włosów Holly zmieniły kolor z niebieskiego na czerwony, co było jej odpowiednikiem zarumienienia się.
— W takim razie możesz w końcu chwilę odpocząć, hm? — zaproponowała Hollywood. Otrzymała całusa w policzek.
— Mhm — wymruczała Ginger, wciągając głęboko do płuc zapach swojej towarzyszki. Po chwili, wymęczona kolejnym dniem dowodzenia sporą grupą osób, zasnęła. Holly przez cały czas delikatnie głaskała ją po włosach.



***

Tak, to miał być rozdział o Felku. Znowu nie wyszło, kurka rurka. I nie ma Calmy :C.

2 komentarze:

  1. Następnym razem daj więcej Felełka. Ale Corv też może być. ^^ Był Death, były emocje. xD Podobało mi się i to bardzo, co ci już zresztą powiedziałam na GG. Teraz czekać na następny rozdział. *siada i czeka*

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucas został moim ulubieńcem <3 Napisz coś z nim, Rachel i Nightem, to by było ciekawe ^^
    Tak właściwie, to niewiele się stało, oprócz tej akcji na ulicy, na początku. Przyjemnie mi się czytało i w ogóle, ale jednak czuję niedosyt. Akcji mi brakuje, jakiś spisków, czy czegoś w tym stylu. Tak, czepiam się ciebie, a sama piszę ostatnio takie nudne rzeczy... >.<
    Wyskoczę z taką sugestią. Wymyśliłaś tak dużo postaci, że ja zaczęłam się w nich gubić, pamiętam tylko te kilka ważniejszych. Tutaj nagle pojawił się jakiś Seth, że on niby ojcem dzieci Goth. Ja się zaczęłam zastanawiać, gdzie to wcześniej było, skąd on się w ogóle wytrzasnął. Goth znam, kojarzę. No ale tego uroczego pana z bliznami to już nie.
    Mogłabyś jakoś spisać tych bohaterów, dodać kilka słów o nich (kim byli, z kim się hajtnęli/zrobili dzieci czy coś w ten deseń), to by pomogło w zrozumieniu akcji ;) Chyba że tylko ja nie pamiętam kto jest kim...

    OdpowiedzUsuń