sobota, 27 czerwca 2015

Nie zbaczaj ze ścieżki [można rzec, że miniaturka + trochę więcej]

(czyli co sądzę o The Path)

— Tak... zaraz którąś wyślę... mhm. Tak, załatwię to... W koszyku? Okej. Też cię kocham, do zobaczenia. — Odłożyłam słuchawkę, masując obolały kark. Nie zdążyłam jeszcze osiągnąć dwudziestu lat, a czułam się tak, jakbym miała zaraz przejść na emeryturę. Życie zdecydowanie za bardzo mnie wymęczyło.
— Kto dzwonił? — Ruby nawet nie podniosła wzroku znad przeglądanej gazety. Jej głos był tak bardzo... wyprany ze wszelkich uczuć. Tak samo jak wymalowana na biało twarz. Miała już strasznie jasną karnację, po co jej jeszcze puder w takim kolorze? Nigdy nie zrozumiem piętnastolatek. Jak dla mnie to robienie z życia większej kuwety niż jest nią w rzeczywistości. Odkąd tylko rozwaliła nogę i zaczęła chodzić na rehabilitację, zrobiła się strasznie nieznośną marudą.
— Mama. Mówiła, że babcia się rozchorowała. Trzeba zanieść jej wino i chleb, bo nie może iść do sklepu. — Zmierzyłam wszystkie obecne wzrokiem. Ech, te moje siostry. — To kto idzie z koszykiem?
— Ja mogę! — Dziewięcioletnia Robin bawiła się samochodzikiem.
Była jeszcze dzieckiem. Czekało ją tyle wspaniałych, a jednocześnie strasznych rzeczy w życiu. Jej niewinne i dziecięce spojrzenie na świat było urocze... mimo wszystko bałam się, że kiedyś to ją zgubi. W końcu nigdy nie wiadomo, co takiemu dziecku strzeli do głowy.
— Ja też! — Starsza od niej o dwa lata Rose głaskała białego królika. Ach, ta Rose. Słodka, urocza, kochająca świat... To niesamowite, jak bardzo dzieci potrafią być wrażliwe. Szkoda tylko, że razem z tą ich wrażliwością w domu pojawia się coraz więcej zwierząt, a w ogródku przybywa coraz więcej "grobów" z ciałami już zdechłych, futrzanych przyjaciół. Królik pewnie jeszcze tego wieczora zostanie przez nią wypuszczony, by mógł żyć na wolności. Gdyby mama o tym wiedziała, to wpadłaby w szał.
— Ech. Jak trzeba, to pójdę. — Ginger, o dziwo, siedziała w miejscu i przesuwała kawałek kredy za pomocą patyka. To było trochę niepokojące, że przez pięć minut ani nic nie zniszczyła, ani nie zmieniła miejsca. Zazwyczaj jej ADHD i chęć łamania zasad (jak choćby przefarbowanie czarnych włosów na wściekle czerwony) nie pozwalały jej na nudzenie się. Może była chora?
— Mam ważniejsze rzeczy do roboty, niż łażenie po lasach. Wyślij Ruby. — Carmen mizdrzyła się do swojego własnego lustrzanego odbicia, przymierzając kapelusz na sto różnych sposobów. Snobka. Jak zwykle jej wygląd jest o wiele ważniejszy od najdroższej babci. I ona śmie się nazywać dorosłą? Wypomnę jej to szczeniackie zachowanie, jak tylko będzie próbowała wyjść na imprezę bez zgody mamy.
— Tak, bo z zepsutą nogą pójdę ci w las. Masz tam jeszcze jakieś śladowe ilości zdrowego myślenia? — mruknęła zrezygnowana gotka.
— Spacer na świeżym powietrzu dobrze by ci zrobił — odgryzła się starsza siostra, pokazując jej język i odkładając kapelusz na swój ulubiony, biały fotel.
— Jesteście wszystkie niemożliwe — westchnęłam, zmierzając w stronę kuchni. Ktoś w końcu musi być odpowiedzialny i zanieść babci jedzenie.


Little girls, this seems to say
Never stop upon your way
Never trust a stranger friend
No-one knows how it will end!
[...] Now, as then, it's simple truth
Sweetest tongue has sharpest tooth!

[Dziewczęta, zdaje się, że mówiono
Nigdy nie zatrzymuj się na swojej drodze
Nigdy nie ufaj obcym przyjaciołom
Nikt nie wie, jak to się skończy!
Teraz, jak i wtedy, istnieje prosta prawda
Najsłodszy język ma najostrzejsze zęby!]

Trudno nazwać to dzieło grą. Teoretycznie chodzi tylko o zawędrowanie do domku babci. Jeśli jednak będziemy trzymać się jednej zasady, jaką jest niezbaczanie ze ścieżki, przegramy. W praktyce naszym celem jest odkrywanie lasu i odnalezienie wilka, przypisanego do naszej postaci.
 To czysta sztuka, naszpikowana symbolami i alegoriami, bawiąca się znaną wszystkim baśnią o Czerwonym Kapturku i ukazująca życie i dorastanie oczami szóstki dziewczyn. Każda z nich jest inna, łączą je jedynie imiona (każde nawiązuje do czerwieni) i kolory strojów. Od najmłodszej, dziewięcioletniej Robin, aż po najstarszą Scarlet każda z nich ma odkryć swojego wilka, który skrywa się pod bardzo różnymi postaciami - od wilkołaka, przez chłopaka-mordercę,  aż po jezioro okryte mgłą. Zakończenia są różne, przedmioty do odnalezienia również, tak samo jak charaktery naszych bohaterek.
Nasze piękne panie bohaterki.
To bardziej dramat psychologiczny, niż horror, chociaż można się nieźle przestraszyć. Najbardziej niepokojąca jest biała dziewczynka, która jest naszym sprzymierzeńcem i potrafi zaprowadzić nas z powrotem na dobrą drogę. Dla niektórych jest ona uosobieniem sumienia naszych pań. Dla innych — po prostu miłym, zbzikowanym dzieckiem.
Dziwna dziewczyna w bieli bez imienia i Ginger powracają na ścieżkę.
Warto w to zagrać, serio. A jak się wam nie chce, to spokojnie, nagram z tym Let's Play.
Teraz pytanie do czytelników, nawiązując do naskrobanej wcześniej przez mnie miniaturki — mam wystartować z serią opowiadań o tych dziewczynach? Rozdziałów byłoby około 6-7 i pisałabym je w przerwach na brak weny, jeśli chodzi o Thunder. Co wy na to?

4 komentarze:

  1. Piisz. <3 Bardzo chętnie poczytam. I let's playa też fajnie by było w twoim wykonaniu obejrzeć. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie było, to fangirlujesz każdemu mojemu pomysłowi, więc nie wiem, czy się liczy :P.

      Usuń
    2. Fangirluję, bo są fajne. :D Jakby nie były fajne, to bym nie fangirlowała.

      Usuń