Rok, drogie dzieci. Tyle czasu tu nikogo nie było, matko moja. No, ale w końcu udało mi się coś naskrobać i muszę wam powiedzieć, że całkiem przyjemnie było znów siąść do pisania. Miejmy nadzieję, że wena będzie mnie nawiedzać częściej niż raz na rok i wrócę jeszcze nie raz. Tymczasem zostawiam was z rudą dwójką, byście mogli lepiej poznać nasze ulubione kuzynostwo. Za wszystkie błędy przepraszam i serdecznie żałuję oraz proszę o ich wytykanie. Bawcie się dobrze!
— Hej, Ginger, jesteś w domu? — Rudy jak marchewka mężczyzna cichcem wsunął się do mieszkania i przystanął ze zdziwienia, widząc porozrzucane po całej kuchni ubrania i przedmioty osobistego użytku. — Ginger! — Ruszył w stronę sypialni kuzynki, starając się omijać potłuczone szkło i większe plamy krwi. — Ruda, gdzie jesteś?!
— Hej, Ginger, jesteś w domu? — Rudy jak marchewka mężczyzna cichcem wsunął się do mieszkania i przystanął ze zdziwienia, widząc porozrzucane po całej kuchni ubrania i przedmioty osobistego użytku. — Ginger! — Ruszył w stronę sypialni kuzynki, starając się omijać potłuczone szkło i większe plamy krwi. — Ruda, gdzie jesteś?!
Pokój przedstawiał jeszcze gorszy widok: rozszarpana pościel leżała pod szafą, zakrwawione i pobrudzone spermą prześcieradło smętnie zwisało z łóżka, kształtem przypominając potworną strzałę, wskazującą kierunek. Przeróżnej maści kajdanki, pasy i baty były porozrzucane po całym pomieszczeniu. Połamane lub porozrywane zabawki erotyczne wskazywały na to, że ofiara nie za bardzo miała ochotę na BDSM i mocno się broniła.
— Ginger? — rzucił jeszcze raz mężczyzna, zaglądając pod łóżko. Skrzywił się na widok porozrywanej bielizny. Zajrzał również do łazienki i pod prysznic, a gdy nie znalazł Rudej, wrócił ponownie do sypialni. Gorączkowo zastanawiał się, kto i gdzie mógł wywlec jego kuzynkę.
Na całe szczęście postanowił sprawdzić jeszcze szafę. Zajrzał do środka... i zamarł.
Nehero stała, przywiązana łańcuchami do drągu, z którego pospadało kilka pustych wieszaków. Bardzo skąpa i miejscami podarta bielizna oraz wielka kokarda, zawiązana na szyi dziewczyny, w żaden sposób nie zakrywały jeszcze świeżych, krwawiących ran, rozległych siniaków i otarć. Najgorzej za to prezentowały się dłonie — zdążyły już posinieć od długiego trwania w jednej pozycji oraz mocno zaciśniętego na jej nadgarstkach metalu, odcinającego dopływ krwi.
— Jezu, Ruda — wydusił kuzyn, próbując rozplątać łańcuchy. Dziewczyna podniosła lekko głowę i z trudem uchyliła opuchnięte oczy.
— Wally? — wymamrotała, po czym jęknęła cicho.
— Tak, to ja. Spokojnie, zaraz cię stąd zabiorę. Wszystko będzie okej. — Starał się zachować spokojny ton głosu, gdy nerwowo szarpał kajdany. — Powiedz mi tylko, że trzymasz tu przez przypadek jakiś sekator, albo coś do cięcia metalu.
— Łap i przyklej do metalu. — Przed chłopakiem zmaterializowały się dwa małe pojemniki w kształcie pająków. Wally wykonał polecenie, a tworzywo zaczęło po chwili syczeć i topić się. Po dwóch minutach Ginger była już wolna. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, więc ofiara runęła w ramiona kuzyna.
— Spokojnie, Ruda. Zabieram cię do szpitala — rzucił, kierując się biegiem w stronę drzwi wejściowych. O mało nie potknął się na potłuczonym szkle.
— N-nie — zaprotestowała słabo. — Zabierz m-mnie... do wujka.
— Gin, wujostwo nie będzie w stanie ci pomóc, potrzebujesz fachowej opieki — usłyszała w odpowiedzi. — Poczekaj chwilę, postaram się ci to jakoś przemyć. — Kuzyn pomógł jej usiąść na fotelu, po czym zabrał się za przetrząsanie mebli w poszukiwaniu kawałka gazy i wody utlenionej. Ginger opadła bezsilnie na oparcie.
— W łazience, szafka pod umywalką — wydusiła, podnosząc dłoń do ust. Przejechała palcem wskazującym po rozciętej wardze i skrzywiła się lekko. Wally natychmiastowo pomknął do pomieszczenia obok, przeklinając pod nosem, gdy o mało co nie wywrócił się na potłuczonym szkle. Dziewczyna ogarnęła wzrokiem pokój i westchnęła ciężko. Po chwili poczuła silny ból w okolicy podbrzusza i na tyle, na ile mogła, zwinęła się w kulkę, starając się nie popłakać. Zebrało jej się na wymioty, gdy zobaczyła białawą plamę, która się pod nią utworzyła.
"Zamorduję, jak tylko dorwę." — pomyślała, po czym jęknęła z powodu nasilającego się bólu. Nim Wally zdążył powrócić, straciła przytomność.
— Już idę!
Iris wytarła pośpiesznie dłonie w szmatkę, którą niedbale rzuciła później na blat. Przykazała dzieciom nie ruszać piekarnika pod jej nieobecność, po czym pobiegła w kierunku drzwi. Otworzyła je na oścież, a wesoły uśmiech na jej twarzy zamarł.
— Uparła się, że nie pójdzie do szpitala, więc wolałem ją przynieść tutaj. — Wally ledwo stał w pionie z powodu ciążącej mu na ramieniu omdlałej kuzynki, którą podpierał, by się nie wywróciła.
— Co się stało? — spytała, pomagając synowi wprowadzić dziewczynę do środka.
— Podejrzewam, że została zgwałcona, na dodatek w jej własnym mieszkaniu. Znalazłem ją związaną w szafie. Ktoś tam zrobił kompletny rozpieprz, powybijali nawet szyby w oknach. — Oboje odeskortowali ledwo żywą Rudą na kanapę. — Kiedy ją znalazłem, była jeszcze w miarę przytomna, ale ma tak zdarte gardło, że prawie nic nie była w stanie z siebie wydusić. Podejrzewam, że siedziała tam co najmniej kilka godzin.
Dawn i Don wyjrzeli z kuchni, zainteresowani nagłym rumorem. Przerażeni stanem kuzynki, uciekli z krzykiem. Iris westchnęła, ruszając za dziećmi, by zabrać je jak najdalej od tego strasznego widoku.
— Zawołaj wujka, ja jej nie mogę za bardzo pomóc. Wy dwoje macie więcej doświadczenia w zszywaniu rannych.
— Kto przyszedł? — Na schodach rozległ się stukot ciężkich butów i po chwili w drzwiach salonu stanął Barry Allen. Kiedy zobaczył rozgrywającą się scenę, natychmiast sięgnął po telefon. — O Chryste. Co się stało?
Wally streścił mu całe wydarzenie, uwijając się przy omdlałej kuzynce. Wujek natychmiast dołączył do niego, wyciągając z szafki apteczkę.
Ginger powoli dochodziła do siebie, chociaż stan jej zdrowia pozostawiał wiele do życzenia. Przez pierwszy tydzień nie była w stanie prawie nic zjeść, a tym bardziej nie miała siły z nikim rozmawiać. Na szczęście pomysł Iris, by ściągnąć z Atlanty Melanie, okazał się udany. Córka tak pochłonęła myśli Rudej, że ta, skupiona tylko na dwulatce, zaczęła częściej podnosić się z łóżka i rozmawiać z ciotką, która chętnie pomagała jej w opiece nad jedynaczką. Ciągle jednak na propozycje zgłoszenia gwałtu na policji kręciła przecząco głową - taką samą odpowiedzią kończyły się próby nakłonienia jej, by udała się do szpitala. Wujek chciał powiadomić przynajmniej jej rodziców o całym zajściu, jednak po namyśle postanowiono pozostawić ostateczną decyzję Ginger.
Za jej prośbą przeniesiono ją również na studia zaoczne, a Lucky przekonała szefa w kawiarni, by zatrudnił na jakiś czas pomoc, która przejęła zmiany Rudej.
Gin siedziała w pokoju gościnnym, gdzie tymczasowo ją ulokowano, i pilnowała śpiącej dziewczynki. Melanie oddychała miarowo, z rączkami zaciśniętymi w pięści dociśniętymi do ciała. Rozległo się pukanie do drzwi.
— Mogę? — Wally wsunął głowę do pokoju, przyglądając się niepewnie kuzynce.
— Właź. — Mina Ginger wyrażała coś pomiędzy zamyśleniem a rozmarzeniem. Matka ani na chwilę nie odrywała wzroku od twarzy córki. Kuzyn tymczasem wsunął się do pomieszczenia, zamknął za sobą dokładnie drzwi i zajął miejsce na przeciwległym końcu łóżka.
— Przekazałem informacje twojej dziewczynie. Wyglądała na mało zadowoloną, ale nic nie powiedziała. — Ginger na tą wiadomość wzruszyła lekko ramionami. — Wiem, że ciotka i wujek już próbowali cię o to wypytywać i się im nie udało, ale pomyślałem, że może swojemu ulubionemu kuzynowi uchylisz rąbka tajemnicy? — Puścił do niej oko, próbując rozluźnić między nimi atmosferę. Ku jego uciesze, na twarzy Gin zagościł lekki uśmiech. Niestety, po chwili zniknął.
— Jest podobna do niego. — Wskazała podbródkiem na Melanie. Wally przez chwilę przetrawiał informację, którą właśnie usłyszał.
— Czekaj, co? O kim teraz mówimy? — zapytał, zaskoczony.
— O tym samym facecie.
Na kilka długich minut zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza.
— Chcesz mi powiedzieć, że ten koleś, który cię zgwałcił, jest ojcem Melanie?
— Mhm. A to wcale nie jest największy cliffhanger tej historii. — Przeciągnęła się lekko, po czym uważając, by nie obudzić małej, podniosła się do pozycji siedzącej. Naciągnęła mocniej rękawy za dużej bluzy, by ukryć siniaki na nadgarstkach.
— Teraz to już się nie wywiniesz, musisz mi wszystko opowiedzieć. — Kuzyn rozłożył się w poprzek na łóżku, podłożył sobie ozdobną poduszkę w kształcie sowy pod głowę, po czym wbił pytające spojrzenie w kuzynkę.
— Tylko nie mów o tym Iris i Barry'emu, ok? — poprosiła, podciągając kolana pod podbródek i otulając się własnymi ramionami.
— Masz to jak w banku, a teraz gadaj.
Dwa lata temu było ze mną krucho. Po tym, jak rodzice zostawili mnie samą sobie, twierdząc, że jestem już dużą dziewczynką i przenieśli się do Europy, zachłysnęłam się wolnością. Imprezy, narkotyki, wiesz, o co mi chodzi. Wtedy, po jednej z takich całonocnych zabaw, obudziłam się nie tylko z kacem, ale i z tatuażem na pół ramienia. Od tamtej pory, nie wiem nawet jak, zdobyłam swoje moce i stałam się Goth Girl. Nie do końca pojmowałam wtedy działanie prawa i często naginałam je tak, jak mi się podobało, byleby tylko zwalczać przestępców. Popadłam w konflikt nie tylko z policją, ale i z kilkoma okolicznymi gangami. Jedyną osobą, która była wtedy po mojej stronie był mój dawny kumpel z liceum, Daniel. Przygarnął mnie do siebie, gdy straciłam mieszkanie rodziców, opatrywał po każdej nieudanej walce, pomagał wyjść z narkomanii i wiedział o mojej działalności. Miałam też wtedy o wiele starszą od siebie kochankę, która miała dziecko i męża. Zginęła w wypadku samochodowym, a Daniel pomagał mi wtedy pozbierać się po tej traumie. Co mogę więcej powiedzieć? Oboje błyskawicznie się w sobie zakochaliśmy. Dosyć niefortunnie zaszłam z nim w ciążę zaraz po tym, jak pierwszy raz poszliśmy ze sobą do łóżka. Byłam wtedy młoda i tak zadurzona, że wyobrażałam sobie typowe dla takiej sytuacji rzeczy — dom, dwójka dzieci, kot, pies, chomik, wspólne wakacje i ogółem utopię dla naszej dwójki. Nie przewidziałam tylko, że mój wybranek był ważną szychą w jednym z gangów i pewnego dnia po prostu zostawił mi kartkę z informacją, że odchodzi ze względu na bezpieczeństwo moje i naszego jeszcze nienarodzonego dziecka. Okazało się, że wcale nie przepadał za mną tak, jak ja za nim i tłuczenie kasy z narkotyków i czarnego rynku było ważniejsze ode mnie i młodej. Mieszkanie przepisał na mnie i zostawił mi sporo pieniędzy, więc łudziłam się jeszcze, że wróci. Na tyle, na ile pozwalała mi ciąża, zaczęłam go szukać i pilnie obserwować. Ciągle dostawałam tylko jakieś urywki informacji i nie mogłam dotrzeć prosto do niego, by go przekonać do powrotu. Wtedy wpadła mi też w oko Melanie i młoda otrzymała imię właśnie po niej. Po narodzinach nawiązałam kontakt z ciotką i poprosiłam, by się nią zajęła. Chciałam poukładać sobie życie na nowo po odejściu Daniela, planowałam powrót na studia, związałam się z Melanie, podjęłam pracę. Iris ulokowała młodą u znajomej w Atlancie, która ma syna* w podobnym wieku co mała, ale o tym wiesz. Wszystko powoli znowu zaczęło wracać na prostą, zaczęłam nawet zapominać o tym, co się stało. Wtedy znów się pojawił na horyzoncie, resztę już znasz.
Minęło kilka chwil, nim Wally przyswoił opowieść, którą poczęstowała go kuzynka. W końcu odezwał się.
— Gin... dlaczego ty nie chcesz tego zgłosić na policję? Ten szmaciarz nie dość, że cię zostawił, to teraz jeszcze cię zgwałcił! Należy mu się nauczka!
Ginger tylko spuściła wzrok i uśmiechnęła się smutno, kręcąc przecząco głową.
— Nie wiem, serio. Chcę, ale coś wewnątrz mnie nie pozwala mi tego zrobić. Może ciągle coś do niego czuję? Może ciągle wierzę, że wróci, przeprosi i będzie jak dawniej? To była moja pierwsza wielka miłość, z której nie mogę się ciągle wyleczyć. — Zerknęła na córkę. — A młoda mi w tym nie bardzo pomaga, bo ma oczy, podbródek i nos po nim. Wydaje mi się, że po prostu musi minąć jeszcze trochę czasu, nim będę mogła wystąpić przeciwko niemu.
— Nie wiem, czy to najmądrzejszy pomysł. Pamiętaj, że twoje rany są dowodem przeciwko niemu. Z każdym dniem będą się goić i coraz bardziej znikać, aż w końcu nie zostanie ci nic oprócz zdemolowanego mieszkania. — Kuzyn podniósł się z zamiarem opuszczenia pokoju. Stojąc w drzwiach, rzucił jeszcze jedno spojrzenie Gin. — Przemyśl to i proszę, postaraj się przemóc i pójść na policję. Nie możemy cię zmusić do złożenia zeznań przeciwko niemu, ale... pamiętaj o tym, co ci zrobił i o tym, że teraz, dzięki tobie, może za to wszystko zapłacić.
Drzwi cicho zamknęły się za nim, a Gigi przeniosła wzrok na stojące nad kominkiem bibeloty.
— Po co mam się zdawać na policję, skoro mogę go dopaść sama? — mruknęła do siebie, przygarniając śpiącą córkę do siebie.
* ta postać już się tu przewijała kilka razy. Kto zgadnie, o kogo chodzi, dostanie ciastko. Albo pieczonego ziemniaka, bo mam akurat jednego.
Minęło kilka chwil, nim Wally przyswoił opowieść, którą poczęstowała go kuzynka. W końcu odezwał się.
— Gin... dlaczego ty nie chcesz tego zgłosić na policję? Ten szmaciarz nie dość, że cię zostawił, to teraz jeszcze cię zgwałcił! Należy mu się nauczka!
Ginger tylko spuściła wzrok i uśmiechnęła się smutno, kręcąc przecząco głową.
— Nie wiem, serio. Chcę, ale coś wewnątrz mnie nie pozwala mi tego zrobić. Może ciągle coś do niego czuję? Może ciągle wierzę, że wróci, przeprosi i będzie jak dawniej? To była moja pierwsza wielka miłość, z której nie mogę się ciągle wyleczyć. — Zerknęła na córkę. — A młoda mi w tym nie bardzo pomaga, bo ma oczy, podbródek i nos po nim. Wydaje mi się, że po prostu musi minąć jeszcze trochę czasu, nim będę mogła wystąpić przeciwko niemu.
— Nie wiem, czy to najmądrzejszy pomysł. Pamiętaj, że twoje rany są dowodem przeciwko niemu. Z każdym dniem będą się goić i coraz bardziej znikać, aż w końcu nie zostanie ci nic oprócz zdemolowanego mieszkania. — Kuzyn podniósł się z zamiarem opuszczenia pokoju. Stojąc w drzwiach, rzucił jeszcze jedno spojrzenie Gin. — Przemyśl to i proszę, postaraj się przemóc i pójść na policję. Nie możemy cię zmusić do złożenia zeznań przeciwko niemu, ale... pamiętaj o tym, co ci zrobił i o tym, że teraz, dzięki tobie, może za to wszystko zapłacić.
Drzwi cicho zamknęły się za nim, a Gigi przeniosła wzrok na stojące nad kominkiem bibeloty.
— Po co mam się zdawać na policję, skoro mogę go dopaść sama? — mruknęła do siebie, przygarniając śpiącą córkę do siebie.
* ta postać już się tu przewijała kilka razy. Kto zgadnie, o kogo chodzi, dostanie ciastko. Albo pieczonego ziemniaka, bo mam akurat jednego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz