Część pierwsza znajduje się tutaj.
Raven jako jedyna nie podeszła do kanapy. Zatrzymała się kilka kroków przed nią, tuż za miejscem, w którym posadzono Aris. Przez całą drogę do salonu pobieżnie lustrowała emocje przybyszki, próbując dotrzeć do jej umysłu. Cóż, ciężko pozbyć się starych nawyków. Kiedy ostatnio pozwoliła sobie na zignorowanie intuicji, wieża została prawie zrównana z ziemią przez Slade’a. A tym razem przeczucie mówiło jej, że ta niepozorna wizyta przyniesie same kłopoty.
— Dobrze, to teraz opowiedz nam wszystko od początku. — Robin splótł ręce na piersi. Oparł się plecami o krzesło stojące przy komputerze.
— Cóż… — Aris przez chwilę wędrowała rozkojarzonym wzrokiem po twarzach zebranych. — Trochę trudno będzie znaleźć początek. Może zacznę od tego, że opiekuję się czymś bardzo ważnym i… no, trochę mi ta opieka nie wyszła… no i ogółem ludzie jako gatunek mogą mieć przez to przewalone. — Wzruszyła ramionami z niewinnym uśmiechem.
— Nic z tego nie rozumiem — wyznał z rozbrajającą szczerością Bestia.
— Ja też nie. — Robin zmarszczył brwi. — Jaśniej, jeśli można.
Pomimo usilnych prób, Raven nie była w stanie przeniknąć do umysłu Aris. Jakby odpychała ją jakaś niewidzialna bariera. Musiała przejść odpowiedni trening mentalny. To nigdy nie zwiastowało niczego dobrego.
— Może spróbuję inaczej. — Aris odwróciła się i wbiła badawcze spojrzenie w stojącą za nią Raven. — Pamiętasz, co się działo, kiedy ostatnio podróżowałaś na Azarath?
— Trygon próbował mnie powstrzymać i nawiązała się walka. — Zaskoczona Tytanka zmarszczyła brwi. — To było lata temu. Skąd…
— Mam kumpelę w wydziale komunikacji międzywymiarowej. W każdym razie wygląda to tak, że podczas tej walki cząstka Trygona odprysnęła poza tunel i trafiła do naszej biblioteki i zainfekowała nam niektóre zwoje i ogółem sytuacja wygląda kiepsko.
W salonie zapadła cisza.
— Czekaj… co? — jako pierwszy myśli całego zespołu wyartykułował Bestia.
— A no tak, bo wy nie wiecie. — Dziewczyna westchnęła ciężko, po czym wyrzuciła z siebie potok słów: — Jestem bibliotekarką i opiekunką rzadkich zwojów w Wielkiej Bibliotece Wszechświata w wymiarze Dentraxa II, w której trzymamy, cóż, całą wiedzę wszechświata, no i kilka z tych rzadkich zwojów uległo zniszczeniu i potrzebuję pomocy w ich jak najszybszej naprawie, bo inaczej cholera wie, co się może wydarzyć, przepraszam za brzydkie słowo.
Raven zamrugała kilka razy, próbując przetrawić nawał informacji. Czytała kiedyś o Dentraxa II, ale te nieliczne źródła, do których udało jej się dotrzeć utrzymywały, że jakiekolwiek przejścia do tego wymiaru zostały zamknięte lub zniszczone.
— Stąd ten kruk na niebie, prawda? — rzuciła w przestrzeń. Zignorowała pytające spojrzenia reszty drużyny. Obeszła kanapę i stanęła obok lidera. — Otworzyłaś nowe przejście między wymiarami.
Aris kiwnęła głową.
— Wiedziałam, że coś takiego przyciągnie waszą uwagę. Trochę to zajęło, przyznaję, ale najważniejsze, że się udało.
— Jakie przejścia? Jakie kruki? — wybuchnął Bestia. — Rany, o co tutaj chodzi?!
Robin uciszył go ruchem dłoni.
— Bardziej interesuje mnie inna kwestia. Wspomniałaś o tym, że grozi nam niebezpieczeństwo. I że stoi za tym Trygon.
— Tak, no właśnie. Najprościej to wyjaśnić w ten sposób, że Wielka Biblioteka jest trochę jak taki bardzo, bardzo duży komputer. Jeśli dane ulegną uszkodzeniu lub zniszczeniu…
— Zostaną wymazane z pamięci systemu, jak gdyby nigdy ich tam nie było — przerwał Cyborg, pocierając w zamyśleniu podbródek. — Ale czy w takim razie nie macie kopii zapasowej?
— Jakieś tam mamy, ale dzięki uprzejmości mojego poprzednika lwia część z nich nie była aktualizowana od wieków. Ich przywrócenie oznaczałoby dla niektórych gatunków powrócenie do czasów z początku istnienia ich cywilizacji. — Aris poprawiła broszkę w kształcie egzotycznego kwiatu, przypiętą na jej piersi. — Z tego, co udało mi się sprawdzić, ludzi cofnęłoby do wczesnego średniowiecza. I to w najlepszym wypadku.
— Jeśli dobrze rozumiem… — zaczęła niepewnie Gwiazdka. — Cała wiedza o wszystkim, co stało się we wszechświecie zgromadzona jest w bibliotece?
— Yup.
— Ale… nawet jeśli wymazanie danych cofnie czas, to przecież nie wymaże to wiedzy z głów istot ludzkich, prawda? — dodała.
— Nigdy wcześniej coś takiego się nie wydarzyło, więc nie mogę tutaj rzucać prawdami objawionymi. Założenie jest takie, że przepadną wtedy wszystkie dane, bez względu na ich formę. Przepadnie wiedza zgromadzona w rękopisach, które nigdy nie zostaną napisane, przepadną ludowe wierzenia, które przekazuje się ustnie z pokolenia na pokolenie, bieg historii zostanie cofnięty, a przez to zmieniony. Wyobraź sobie, że w jednej chwili cała wiedza, którą posiadasz o dzisiejszym świecie, że nagle trzy czwarte tej wiedzy po prostu znika.
Raven wymieniła spojrzenie z Robinem. Wyjaśnienie brzmiało na szyte grubymi nićmi, jednak dziewczyna nie wyczuwała fałszu w słowach Aris. A jeśli ta cała paplanina była prawdą i Trygon przetrwał, a przy tym jeszcze mieszał w historii wszechświata…
Lider skinął lekko głową i zwrócił się w stronę przybyszki.
— Pomożemy. Czego konkretnie potrzebujesz?
— Pożyczyć Raven na chwilkę.
***
Miało być odrobinę dłużej, ale ktoś musiał w tym domu obiad zrobić i padło na mnie. Możliwe, że pojawią się byki, bo niepoprawiane. Enjoy :D.
Jedyne, co wyłapałam to "nawiązała się walka" - obstawiam, że lepiej brzmiałoby "wywiązała". Ogólnie to... Troszeczke mi to zajeżdża absurdem. Pierwsze, co przychodzi na myśl to takie "really, biblioteka z wszelka wiedzą wszechświata?" ale domyślam się, że a) to tylko przykrywka b) to jest faktycznie tylko i aż tyle i zrobisz wszystkich w jajo, bo myślą, że to jakaś grubsza intryga. No a Aris jest rozbrajająca xD Podoba mi się. To, co wymyślasz, zawsze jest jakieś takie... Inne. W dobrym tego słowa znaczeniu ;)
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że użyłam złego słowa xD gdzieś mi krążyło z tyłu głowy, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć za cholerę, jak dokładnie brzmiało xD.
UsuńI mean, absurd to moja specjalizacja :D jeszcze nie wiem, co z tego wyjdzie, może coś w tym tekście jeszcze pozmieniam.
Dziękuję za komentarz <3!