Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyżycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyżycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 stycznia 2022

[Międzyżyciowe szorty] Chrząszcz i mandragora

No witam.


Od roku mnie tu nie było. Na usprawiedliwienie mam tyle, że się od cholery działo (sprzedaż domku nad jeziorem, kupno domu, przeprowadzka, pies, długo by wymieniać). W ramach rekompensaty miałam dla was zaplanowane na dziś dwie niespodzianki, ale niestety wyszło jak wyszło. Międzyżycie cały czas się planuje (myślałby kto, że po roku już fazę planowania będę miała za sobą), dlatego tekstu głównego opowiadania nie mogę wam jeszcze przedstawić. Mam za to przygotowany short z uniwersum Międzyżycia, który nie jest powiązany w żaden sposób z główną fabułą, ale ma za zadanie pogłębić trochę życie i zwyczaje zamieszkujących to uniwersum istot. Miłej lektury, a ja kicam prześwietlać psa :).

PS. Jestem ciekawa, czy jest tu ktoś, kto kojarzy bohaterów dzisiejszego tekstu.





— Od razu ostrzegam, że moi znajomi mogą być trochę... ekscentryczni. Jakby co to potakuj i niczemu się nie dziw. — Matthew odchrząknął i spojrzał gdzieś w bok. Sam nie wiedział, dlaczego tak się stresował. Rea była jego najlepszą kumpelą od dzieciństwa. Wyjście na imprezę nie powinno stanowić żadnego problemu. Mimo to czuł, że pocą mu się dłonie. Ukradkiem wytarł je w spodnie.

— Postaram się nie uciec z krzykiem. — Puściła do niego oko. Wbiła ręce w kieszenie bluzy.

Uśmiechnął się do niej. No tak, to w końcu Rea. Nie miał się zupełnie czego obawiać.

Odgarnął włosy z czoła i wyciągnął dłoń przed siebie. Natychmiast ukazał się przed nimi czarny wir energii. Razem wkroczyli w portal.

Wylądowali niedaleko miejsca imprezy. Pożegnanie lata odbywało się na polanie. Wokół ogniska zdążyła się już zgromadzić spora grupa osób. Dotarły do nich śmiechy i wesołe okrzyki powitalne, gdy wkroczyli w krąg światła rzucany przez wesoło trzaskający ogień.

— Matt! — Natychmiast obok pary pojawiła się niska, piegowata dziewczyna. Chwyciła chłopaka pod ramię i wzbiła się w powietrze, by być na jego wysokości. Za jej plecami trzepotały cienkie niczym u kolibra skrzydła. — Już myśleliśmy, że się zgubiłeś! — Przeniosła spojrzenie czarnych, głębokich oczu na Reę. — A to kto?

— To Rea. — Matt niezgrabnie wskazał na przyjaciółkę, próbując wyplątać się z objęć. — Rea, poznaj Trixie.

— To ta sławna Rea? — Trixie przechyliła głowę i skupiła całą uwagę na nowej koleżance. — Ta sama, o której gęba ci się nigdy nie zamyka?

— Miło poznać. — Rea ze śmiechem wyciągnęła przed siebie rękę. Dziewczyny wymieniły uścisk dłoni.

— Mnie również, jak najbardziej! — Pixie zachichotała. Puściła ramię chłopaka i odleciała w stronę ogniska. — Hej, halo, towarzystwo! Matt przyszedł! I przyprowadził słynną Reę!

Rea rzuciła Mattowi na wpół rozbawione, a na wpół pytające spojrzenie spod grzywki. Blask ogniska rzucał na jej blond włosy pomarańczowe smugi. Wyglądała wręcz nieziemsko.

— Mówiłem, że są ekscentryczni — mruknął chłopak pod nosem, odwracając głowę. Nie chciał, by zauważyła, że się w nią wgapia. Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął do reszty towarzystwa.

Kiedy już przedstawił kumpelę dosłownie wszystkim, usiedli na kłodzie niedaleko ogniska. Po drugiej stronie Rei ulokowała się oczywiście Trixie, która nie mogła przestać się w nią wgapiać jak w obrazek.

— To prawda, że jesteś wilkołakiem? — wypaliła w końcu.

W odpowiedzi Rea uniosła prawą dłoń. Paznokcie na kilka sekund zostały zastąpione przez pazury. Tyle jednak wystarczyło, by Trixie wydała z siebie okrzyk zachwytu.

— O rety! Pierwszy raz widzę na oczy prawdziwego wilkołaka! — pisnęła podekscytowana. — Gdzieś ty ją tyle przed nami chował? — zwróciła się z wyrzutem w stronę Matta.

— W lesie. — Wzruszył ramionami z uśmiechem. Co jakiś czas ukradkiem zerkał na Reę. Tak tylko, żeby się upewnić, że wszystko jest ok. W końcu sam ją tam przyprowadził, więc musiał dbać o komfort gościa, prawda?

— Nie jesteś z naszej klasy, nie? — zapytał ktoś inny. Rea pokręciła głową.

— Nie, chodzę do innej szkoły. Ale rocznik ten sam. — Wyglądała na zrelaksowaną.

— To jak poznaliście się z Mattem? — Trixie uwiesiła się na jej ramieniu. Pojęcie przestrzeni osobistej było dla niej obcym konceptem.

— Nasi rodzice znają się od lat. Praktycznie wychowywaliśmy się razem.

Matt odetchnął z ulgą w duchu. Rea nie była najbardziej socjalnym stworzeniem na Ziemi. Trochę się martwił, że taka ilość ciekawskich spojrzeń może ją onieśmielać. Tymczasem dziewczyna sprawiała wrażenie, że dobrze się bawiła.

Kiedy już w końcu każdy wypytał Reę, o co tylko dusza zapragnie, a towarzystwo powoli straciło początkowe zainteresowanie, Pixie wyciągnęła z kieszeni niebieski woreczek. Na jego widok zebrani ponownie się ożywili.

— No, to zaczynajmy tą imprezę! Lato samo się nie powita! — Pixie poderwała się do lotu i zaczęła obdarowywać każdego małą dawką skrzącego, zielonego proszku.

— Co to takiego? — Rea nachyliła się w stronę Matta. Zmarszczyła brwi.

— Specjalna mieszanka wyciągu z chrząszcza burzowego i korzenia mandragory. Pomaga się wyluzować i czasem widzieć aury — wyjaśnił posłusznie. Posłał jej uspokajający uśmiech. — Jak nie chcesz, to nie musisz. Nikt nie będzie cię oceniał.

— Nigdy jeszcze nie próbowałam halucynogenów. — Przekrzywiła głowę. — Ba, nawet trawki jeszcze nie paliłam.

— Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? — Puścił do niej oko. — Nie martw się. Muszę być trzeźwy przy otwieraniu portali, będę cię pilnował.

— Jesteś pewien? — Mina dziewczyny nie wskazywała na zdecydowanie.

— Jak najbardziej. W końcu po to tu przyszliśmy, prawda? Chciałaś się w końcu wyluzować "tak jak reszta". — Chciał chwycić jej dłoń dla dodania otuchy. W końcu jednak zdecydował się na ramię. — Będę tu cały czas.

Przez chwilę w milczeniu wpatrywała się w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Jej zielone oczy błyszczały w blasku ogniska. W końcu powoli kiwnęła głową.

— Niech będzie.

Na te słowa Matthew wyszczerzył się od ucha do ucha i wyciągnął dłoń przed siebie. Po chwili już podsuwał dziewczynie niewielką kupkę proszku pod nos.

— I co ja mam z tym zrobić? — spytała, uważnie przyglądając się skrzącym drobinkom. Odgarnęła zaplątany kosmyk włosów za ucho.

— To. — Matt dmuchnął jej proszkiem prosto w oczy.

— Ej! — Dziewczyna odchyliła się do tyłu, kaszląc. — Tak bez ostrzeżenia?!

— Jeszcze byś się rozmyśliła. — Wzruszył ramionami z rozbrajającym uśmiechem. — A teraz rozluźnij się i pozwól aurom tańczyć.


***


Kiedy Matt mówił o tańczących autach, zdecydowanie nie żartował. Na działanie proszku nie musiała długo czekać – najpierw poczuła odurzającą woń dymu i sosnowego drewna. Wokół imprezowiczów stopniowo pojawiały się kolorowe pasma energii, które z każdą chwilą wyostrzały się i nabierały wyraźnych kształtów. Aury przybierały przeróżne postacie, od zwierzęcych po abstrakcyjne plamy. Wirowały wśród zebranych, jak gdyby bawiły się w ganianego.

Rea wyciągnęła dłoń przed siebie. Chciała ich wszystkich dotknąć. Chciała tańczyć z nimi. Kolory zawirowały przed jej oczami. Do jej uszu dotarły dźwięki skocznej muzyki. Zastrzygła uszami, próbując zlokalizować źródło dźwięku. Aury zatańczyły wokół niej i oplotły jej porośniętą srebrnym podszerstkiem dłoń. Dziewczyna zachichotała. Zwróciła się w stronę Matta, by pokazać mu te cudowne istoty.

Jej wzrok na zmianę wyostrzał się i rozmywał. Twarz chłopaka, spokojna i zrelaksowana, raz była tylko głębią fioletowych oczu, a raz zadziornym uśmiechem. Rea uśmiechnęła się do przyjaciela.

Ten wyciągnął ku niej dłoń. Przyjęła ją, a aury przeskoczyły na jego rękę.

Coś połaskotało ją po karku. Znów zachichotała. Spojrzała na wirującą nad ogniskiem Trixie. Skrzydła wróżki odbijały blask ogniska niczym kula dyskotekowa. Gumka do włosów pękła, a na plecy dziewczyny posypały się kręcone, wściekle różowe włosy. Wyglądały jak guma balonowa. Rea chętnie pożułaby gumę balonową. Albo popuszczała bańki mydlane.

Oparła się plecami o Matta i przymknęła oczy. Czuła ciepło jego ciała. Pod jej powiekami tańczyły wesołe chochliki.

Ten wieczór mógłby nigdy się nie kończyć.


***


— Ale pamiętaj. Pamiętaj, bo to ważne jest. Nie pomyl czasem Thomasa z jego bratem Theodorem. Uwierz mi, naprawdę, no nie chcesz tego robić. Thomas cudnie się całuje. Theo za to dostał po mamie moce syreny, więc wiesz. No trochę zdarza mu się zalatywać rybą, no nie czarujmy się. — Trixie, uczepiona ramienia Rei, udzielała jej ostatnich wskazówek w świetle dogasającego ogniska. Pozostali imprezowicze udali się już dawno na spoczynek lub wrócili do domów. Dziewczyny żegnały się od pół godziny i wciąż nie mogły się rozstać.

— Będę pamiętać. — Rozchichotana Rea machała ręką przed sobą, jakby chciała odgonić się od muchy.

— Dobra, starczy tego dobrego. Jeszcze zdążycie się w życiu nagadać. — Matt westchnął poirytowany i otworzył portal. Nie znosił odprowadzać imprezowiczów do domu. Na serio, gdyby nie to, że musiał zająć się Reą, już od dawna nie byłby trzeźwy. — Pora do spania.

— A, no i koniecznie, koniecznie do mnie zadzwoń! Dałam Ci swój numer! Dałam, prawda? — Trixie nie przejęła się, kiedy Matt oderwał ją od Rei i wręcz wrzucił wróżkę w wir portalu. Zdążyła tylko pomachać nowej znajomej na do widzenia.

— No, w końcu — mruknął, zamykając przejście. Zwrócił się w stronę Rei i uśmiechnął się. W końcu zostali sami. — Rozumiem, że wieczór zaliczamy do udanych?

— Można tak powiedzieć. — Wilkołaczyca zasłoniła roześmiane usta dłonią. — Ta twoja Trixie to niezłe zioło jest. I gaduła. — Zachichotała. Jej wilcze uszy zdążyły zniknąć pod burzą złotych włosów.

– Czasem się tak uruchamia. — Matt znów uniósł dłoń. — Gotowa na powrót do domu?

— Rodzice raczej nie będą zadowoleni, kiedy zobaczą mnie w takim stanie. — Jej zielone oczy błyszczały wesoło.

— Cóż, nie wiem, czego się spodziewali, pozwalając ci wybrać się gdziekolwiek ze mną. — Puścił do niej oko. — Ale hej, dziś wracasz bez przypalonego futra, nie jest tak źle!

Otworzył portal. Po chwili para stała już na słabo oświetlonej ulicy niedaleko domu Rei. Dziewczyna mieszkała na samym końcu, tak że z ogrodu mogła wyjść prosto do lasu. W końcu wilkołaki i te sprawy.

Matt odetchnął głęboko. Lubił to miasto. Lubił jego zapach i atmosferę. A przede wszystkim związane z nim wspomniane.

— Dzięki za dzisiaj. Było fajnie. — Dziewczyna uśmiechnęła się w przestrzeń.

— Cała przyjemność po mojej stronie. Jakbyś znowu chciała się zjarać, polecam się na przyszłość. — Ujął ją pod ramię, tak dla bezpieczeństwa, i poprowadził w górę ulicy.

— Ale wtedy palisz ze mną. — Znów zachichotała. Kilka blond kosmyków opadło na jej twarz. — Ciekawych masz tych znajomych — dodała.

— Cieszę się, że cię nie przestraszyli. Wiem, że potrafią być trochę zbyt... entuzjastyczni. Zwłaszcza Trixie. — Zerknął na wilkołaczycę. Miał ochotę odgarnąć włosy z jej twarzy, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.

— Chyba żartujesz. Trixie jest wspaniała! No i jest chodzącym podręcznikiem podrywu. Znam już cały ranking osób, które dobrze się całują. — Rea zachichotała w rękaw bluzy.

Matthew uśmiechnął się. Dobrze było widzieć Reę w końcu wyluzowaną. Należała jej się chwila odpoczynku po całym roku zbierania dobrych ocen.

— Co dziwne, nie wspomniała nawet słowem o tobie. — Rzuciła mu zaciekawione spojrzenie. Jej źrenice zaczęły już wracać do normalnych rozmiarów.

— Cóż, może to przez to, że nigdy się z nią nie całowałem. – Wzruszył ramionami. Posłał Rei nonszalancki uśmiech. Tak już jakoś przy niej miał, że nie potrafił przestać się szczerzyć.

— A czy kiedykolwiek się całowałeś? — wypaliła. Przez cały czas nie spuszczała z niego wzorku.

— Raz czy dwa się pewnie zdarzyło. — odparł wymijająco i uniósł brew. — Czemu pytasz?

Stanęli przed domem dziewczyny. Padało na nich światło jednej z nielicznych lamp ulicznych. Wokół panowała cisza.

— Nauczyłbyś mnie? — spytała cicho. Spuściła wzrok na swoje zabrudzone błotem trampki.

Matt otworzył i zamknął usta. Chwilę mu zajęło przetrawienie pytania. Czy ona właśnie...?

— Jesteś pewna? — wydusił w końcu. — Znaczy wiesz, ja nie mam nic przeciwko... tylko no, nie wiem, czy ty chcesz i w ogóle... — Zmarszczył brwi. — Nie całowałaś się jeszcze? W sensie, w ogóle?

Pokręciła głową.

— Ale chciałabym spróbować. — Zaczęła wyłamywać sobie palce. Wciąż uparcie wpatrywała się w swoje buty. — I się nauczyć. Wiesz, żeby umieć na przyszłość — dodała szybko.

— I... jesteś pewna, że chcesz, żebym to ja...? — Głos ugrzązł w gardle. Matt odchrząknął. Musiał grać tego wyluzowanego. W końcu Rea prosiła go o nie byle co. Nie mógł dać poznać po sobie, że też się stresuje. Modlił się, by nie zdradziło go drżenie rąk.

— Tak — powiedziała z mocą. Podniosła głowę. Światło lampy tańczyło w jej zielonych tęczówkach. Zarumieniła się. — To znaczy, jeśli nie chcesz, to... — wycofała się szybko.

— Co? Nie! Nie o to chodzi. — Złapał ją za rękę. — Po prostu... zaskoczyłaś mnie.

— Wybacz. Ja... nie mam kogo o to poprosić, i pomyślałam...

— Nie szkodzi.

Niepewnie przysunął się bliżej. Serce zabiło mu mocniej w piersi. Przymknął na chwilę oczy. "Cholera, Matt, ogarnij się." - skarcił się w myślach.

To tylko Rea. Rea-kumpela. To tylko kumpelska przysługa. Tak. Nie ma sobie co więcej dopowiadać. Czysto przyjacielski pocałunek.

Palcem uniósł podbródek dziewczyny.

— Jesteś pewna?

Przez dłuższą chwilę obserwował ją uważnie. Chłonął każdy szczegół jej twarzy. W rześkim nocnym powietrzu, w sztucznym świetle lampy wyglądała wręcz nie jak ona. Albo raczej: nie wyglądała jak kumpela, którą znał od dzieciństwa. Bardziej jak dziewczyna, z którą świetnie spędzał czas. I która zawsze wiedziała, jak wywołać jego uśmiech. I z którą jakoś tak zawsze ciężko było mu się żegnać.

I na spotkanie której za każdym razem nie mógł się doczekać.

Kiwnęła głową.

Nachylił się nad nią. Spojrzał w jej oczy i przepadł na amen.

Serce tłukło się jak oszalałe, kiedy ich wargi się zetknęły. Usta Rei były miękkie i słodkie. Chciał pogłębić pocałunek, ale powstrzymał się. Nie chciał jej przestraszyć. Zamiast tego delikatnie ujął jej twarz. Chyba zapomniał o oddychaniu. Uśmiechnął się lekko, kiedy poczuł jej ręce na swoich dłoniach.

Choć chciał, by ta chwila trwała wiecznie, nie protestował, kiedy dziewczyna się odsunęła. Wziął głęboki oddech i niepewnie pogłaskał zarumieniony policzek dziewczyny. Czuł się tak, jakby przebiegł maraton.

I zdobył pierwsze miejsce.

Przez chwilę przyglądali się sobie uważnie, badając reakcję tego drugiego.

— I jak? — wyszeptał w końcu.

Wciąż nie puściła jego dłoni.

— To... był bardzo dobry pierwszy pocałunek — wydusiła. Uśmiechnęła się niepewnie.

Ciepły oddech owionął jego twarz. Ciężar spadł z ramion chłopaka. Wyszczerzył się od ucha do ucha. Gdyby tylko mógł, poszybowałby aż pod sam księżyc.

— Cóż mogę powiedzieć, trafiłaś na świetnego nauczyciela. 

Nie musiał się chwalić, że to również był jego pierwszy raz.