Nie pamiętał, kiedy ostatni raz miał koszmar. Ba, nawet jeśli coś mu się śniło, to zazwyczaj po obudzeniu nie pamiętał treści. Tym bardziej nie podobało mu się, że od dłuższego czasu nie przespał spokojnie ani jednej nocy.
Pierwszy sen go zaskoczył, ale mężczyzna nie przypisał majakom żadnego większego znaczenia. Pamiętał tylko kolor czerwony i dziwne mamrotania. Zrzucił ten kreatywny wybryk własnego mózgu na przemęczenie. Slade coraz bardziej ścigał go z terminowością, zwiększając przy tym wymagania. Dni zamieniły się w rutynę – wstać, zjeść, wykradać kolejne technologie, położyć się spać wraz z pierwszymi promieniami słońca i tak w kółko.
Sen się powtórzył. A potem jeszcze raz. I jeszcze jeden. Za każdym razem bardziej wyraźny, bardziej szczegółowy.
Zaczynało się zawsze od dziwnych szeptów, których treści nie był w stanie zrozumieć. Później pojawiał się ogień, mnóstwo ognia. Wśród płomieni czasem dostrzegał ruiny. Gdy próbował do nich podejść, pochłaniała go ciemność. Zazwyczaj w tym momencie budził się zlany potem.
Tym razem zamiast ciemności zobaczył wśród pożogi białą smugę. Falowała i zmieniała kształt, przeskakując co chwilę pomiędzy bezkształtną kałużą, falującym na wietrze kwiatem a czymś, co od biedy można było uznać za człowieka. W tej ostatniej postaci wyciągnęła dłoń w jego stronę. Chwycił ją.
– Nie ułatwiasz mi tego. – Usłyszał tylko, nim rozwiała się wśród dymu.
Chciał za nią krzyknąć, ale z jego gardła wydobył się dźwięk, który przypominał bardziej krakanie. Gdzieś w oddali odpowiedziały mu podobne głosy.
Od tamtej nocy sen się zmienił. Scenariusze stały się bardziej prawdopodobne – a to wychodził akurat na akcję, a to wykradał jakąś zamówioną przez pracodawcę technologię. Prędzej czy później otoczenie zalewał ogień i niezrozumiałe szepty. Zjawa już więcej się nie pojawiła. I w sumie nawet nie był pewny, czy chciał, by wróciła.
Okolice mieszkania obserwował w wolnych chwilach jeszcze przez dwa tygodnie. Może się łudził, że Raven wróci. Albo raczej upewniał się, że dotrzyma swojej części umowy. Trochę byłby przypał, gdyby wparowała z oddziałem policji temu, kto akurat skorzystał z oferty apartamentu na wynajem. No i co gorsza, straciłby jedną z kryjówek.
Niedzielny chłodny wieczór spędził przy bramie wejściowej do budynku. Wypalał papierosa za papierosem, ze znudzeniem obserwując przechodniów. Choć bardzo się starał, jego myśli wciąż powracały do koszmarów. O co w tym wszystkim do diabła chodziło? Przez kilka pierwszych dni próbował zignorować majaki, ale powtarzalność i intensywność snów go zaniepokoiła. Dlaczego nagle teraz zaczął śnić, i to jeszcze o takich głupotach? I w jaki sposób “nie ułatwia czegoś” tej cholernej zjawie?
Teoretycznie powinien był w tym czasie brać się za robotę. Slade był świetny, jeśli chodziło o wysokość wypłaty i dostawy xenotium, ale pod każdym innym względem był przysłowiowym wrzodem na dupie. Prędzej czy później X będzie musiał się wyplątać z tego układu. Już dawno odłożył tyle kasy, by móc spokojnie ustawić się na całe życie. Szkoda tylko, że od początku nie chodziło o pieniądze, a adrenalinę. Może powinien przenieść się do innego miasta? Slade miał za dużą obsesję na punkcie Tytanów, by go ścigać.
Zgasił niedopałek butem i rozejrzał się wokoło. Zaczęło kropić, więc już i tak rzadko uczęszczana ulica zupełnie się wyludniła. Rozległ się szum skrzydeł.
Nad migoczącą lampą uliczną przysiadł kruk. Przez chwilę przyglądali się sobie wzajemnie, po czym zwierzę zakrakało i przeleciało na pobliski dach. Mężczyzna jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą widział czarne, szkliste oczy.
Poczuł się tak, jakby ktoś otworzył mu tamę w głowie, wypuszczając strumień myśli. Nagle wszystko nabrało sensu. Nie mogła odstawić go na komisariat, bo by się wygadał, więc mściła się w inny sposób. Zdradziła się krakaniem. Czy to też czasem nie ona coś mu kiedyś mówiła, o tym że jej czegoś nie ułatwia? Nie pamiętał już kontekstu, ale puzzle wskoczyły na swoje miejsce.
To Raven nasłała na niego te chore wizje. To wszystko jej wina.
Potarł dwudniowy zarost i prychnął cichym śmiechem. Odbił się od zimnego muru i pomaszerował w dół ulicy. W jego głowie zaczął kiełkować już plan. Skoro tak chce się bawić, to proszę bardzo.
Już on jej pokaże, z kim zadarła.
Pierwszy sen go zaskoczył, ale mężczyzna nie przypisał majakom żadnego większego znaczenia. Pamiętał tylko kolor czerwony i dziwne mamrotania. Zrzucił ten kreatywny wybryk własnego mózgu na przemęczenie. Slade coraz bardziej ścigał go z terminowością, zwiększając przy tym wymagania. Dni zamieniły się w rutynę – wstać, zjeść, wykradać kolejne technologie, położyć się spać wraz z pierwszymi promieniami słońca i tak w kółko.
Sen się powtórzył. A potem jeszcze raz. I jeszcze jeden. Za każdym razem bardziej wyraźny, bardziej szczegółowy.
Zaczynało się zawsze od dziwnych szeptów, których treści nie był w stanie zrozumieć. Później pojawiał się ogień, mnóstwo ognia. Wśród płomieni czasem dostrzegał ruiny. Gdy próbował do nich podejść, pochłaniała go ciemność. Zazwyczaj w tym momencie budził się zlany potem.
Tym razem zamiast ciemności zobaczył wśród pożogi białą smugę. Falowała i zmieniała kształt, przeskakując co chwilę pomiędzy bezkształtną kałużą, falującym na wietrze kwiatem a czymś, co od biedy można było uznać za człowieka. W tej ostatniej postaci wyciągnęła dłoń w jego stronę. Chwycił ją.
– Nie ułatwiasz mi tego. – Usłyszał tylko, nim rozwiała się wśród dymu.
Chciał za nią krzyknąć, ale z jego gardła wydobył się dźwięk, który przypominał bardziej krakanie. Gdzieś w oddali odpowiedziały mu podobne głosy.
Od tamtej nocy sen się zmienił. Scenariusze stały się bardziej prawdopodobne – a to wychodził akurat na akcję, a to wykradał jakąś zamówioną przez pracodawcę technologię. Prędzej czy później otoczenie zalewał ogień i niezrozumiałe szepty. Zjawa już więcej się nie pojawiła. I w sumie nawet nie był pewny, czy chciał, by wróciła.
Okolice mieszkania obserwował w wolnych chwilach jeszcze przez dwa tygodnie. Może się łudził, że Raven wróci. Albo raczej upewniał się, że dotrzyma swojej części umowy. Trochę byłby przypał, gdyby wparowała z oddziałem policji temu, kto akurat skorzystał z oferty apartamentu na wynajem. No i co gorsza, straciłby jedną z kryjówek.
Niedzielny chłodny wieczór spędził przy bramie wejściowej do budynku. Wypalał papierosa za papierosem, ze znudzeniem obserwując przechodniów. Choć bardzo się starał, jego myśli wciąż powracały do koszmarów. O co w tym wszystkim do diabła chodziło? Przez kilka pierwszych dni próbował zignorować majaki, ale powtarzalność i intensywność snów go zaniepokoiła. Dlaczego nagle teraz zaczął śnić, i to jeszcze o takich głupotach? I w jaki sposób “nie ułatwia czegoś” tej cholernej zjawie?
Teoretycznie powinien był w tym czasie brać się za robotę. Slade był świetny, jeśli chodziło o wysokość wypłaty i dostawy xenotium, ale pod każdym innym względem był przysłowiowym wrzodem na dupie. Prędzej czy później X będzie musiał się wyplątać z tego układu. Już dawno odłożył tyle kasy, by móc spokojnie ustawić się na całe życie. Szkoda tylko, że od początku nie chodziło o pieniądze, a adrenalinę. Może powinien przenieść się do innego miasta? Slade miał za dużą obsesję na punkcie Tytanów, by go ścigać.
Zgasił niedopałek butem i rozejrzał się wokoło. Zaczęło kropić, więc już i tak rzadko uczęszczana ulica zupełnie się wyludniła. Rozległ się szum skrzydeł.
Nad migoczącą lampą uliczną przysiadł kruk. Przez chwilę przyglądali się sobie wzajemnie, po czym zwierzę zakrakało i przeleciało na pobliski dach. Mężczyzna jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą widział czarne, szkliste oczy.
Poczuł się tak, jakby ktoś otworzył mu tamę w głowie, wypuszczając strumień myśli. Nagle wszystko nabrało sensu. Nie mogła odstawić go na komisariat, bo by się wygadał, więc mściła się w inny sposób. Zdradziła się krakaniem. Czy to też czasem nie ona coś mu kiedyś mówiła, o tym że jej czegoś nie ułatwia? Nie pamiętał już kontekstu, ale puzzle wskoczyły na swoje miejsce.
To Raven nasłała na niego te chore wizje. To wszystko jej wina.
Potarł dwudniowy zarost i prychnął cichym śmiechem. Odbił się od zimnego muru i pomaszerował w dół ulicy. W jego głowie zaczął kiełkować już plan. Skoro tak chce się bawić, to proszę bardzo.
Już on jej pokaże, z kim zadarła.
***
Tytani odetchnęli z ulgą, kiedy po swoim krótkim wypadzie wróciła cała, zdrowa i wypoczęta. Od tamtej pory na misjach spisywała się doskonale, nie dawała również powodów do zmartwień poza nimi. Zdradzić ją mogły jedynie cienie pod oczami, ale te łatwo było ukryć makijażem i kapturem.
Od czasu pamiętnego wypadu na miasto przespanie bez problemu całej nocy należało do rzadkości. Leżenie i wpatrywanie się przez godziny w sufit było równie męczące, co koszmary, które dopadały ją, gdy zmęczone ciało w końcu zapadało w niespokojny sen. Czasem widziała w nich ogień, innym razem ruiny miasta. Raz zdarzyło się, że wśród pożogi dostrzegła postać, stworzoną z białego dymu. Próbowała do niej dotrzeć, ale ta rozwiała się, gdy tylko jej dotknęła.
Jednak niezrozumiałe senne wizje nie były najgorsze. Do złowrogich, dziwnych snów zdążyła się przyzwyczaić. W końcu towarzyszyły jej od dzieciństwa. Nie, najgorsze były te momenty, kiedy śniła o nim. Budziła się w przepoconej pościeli, a bardzo szczegółowe przebłyski wspomnień ze snu i tej jednej nocy pchały się pod powieki, gdy tylko zamykała oczy. Takie połączenie gwarantowało czuwanie aż do wschodu słońca. Te same obrazy powracały, gdy tylko próbowała medytować.
Była wściekła na siebie, że nie potrafiła przestać o nim myśleć. Zagnieździł się w jej głowie niczym pasożyt, kąsając każdą myśl. Odwracanie uwagi pracą pomagało tylko trochę – gdy tylko wracała z misji, ten przeklęty szczur wracał razem z nią. Czasem ktoś z drużyny na kilka chwil odwracał jej uwagę, a wtedy powrót natrętnych myśli uderzał ją niczym cegła.
Gdy w akcie desperacji zajrzała do własnego umysłu, zastała w nim równie wielki chaos. Emocje kompletnie się rozregulowały, a próba rozmowy z którąkolwiek z kolorowych, mniejszych wersji Raven kończyła się jeszcze większym skołowaniem. Czerwona Złość chciała stłuc delikwenta na kwaśne jabłko, zielona Odwaga miała zamiar wygarnąć mu prosto w oczy, co sobie o nim myśli, a pomarańczowa Złośliwość wspinała się na wyżyny kreatywności, wymyślając coraz to nowsze inwektywy w stronę X’a.
Jedyną kopią, z którą dało się nawiązać jakikolwiek kontakt, była Inteligencja. Otulona żółtym płaszczem, siedziała w pozie kwiatu lotosu, przypatrując się rozgderanemu towarzystwu. Jej podbródek zrobił się czerwony od pocierania go w zamyśleniu.
– Masz pomysł, jak je ogarnąć? – Raven przystanęła obok żółtej towarzyszki. Ta zmierzyła ją nieodgadnionym spojrzeniem.
– Wiesz dobrze, że to, co mam ci do powiedzenia, ci się nie spodoba – odparła powoli, wstając. Wskazała przed siebie dłonią. – Dlatego zanim zacznę, chcę ci coś pokazać.
Ruszyły razem w stronę wysuszonego, poskręcanego drzewa. Głosy za ich plecami powoli cichły.
– Mów. Obiecuję, że postaram się podejść do twoich słów z otwartą głową. – Raven westchnęła na widok leniwego uśmiechu części swojej osobowości.
– Zaczęło się od tego, że Red X cię pocałował – zaczęła Inteligencja, ignorując marsową minę rozmówczyni. – Zaskoczył nas wszystkie. I w sumie to najbardziej nas w nim wyprowadza z równowagi. Cały czas nas zaskakuje. Świat był o wiele prostszy, kiedy był tym złym złodziejem. Złodziei odstawia się policji, a potem idzie na pizzę. A tymczasem on cały czas zachowuje się nie tak, jak powinien.
– Nie musisz mi mówić. – Raven westchnęła, zrzucając kaptur płaszcza z głowy. – Możesz mi za to powiedzieć, co mam zrobić.
– Na dobry początek możesz w końcu zrozumieć, co się z tobą dzieje. Albo raczej przyznać przed samą sobą, co się z tobą dzieje.
Dotarły do drzewa, które z bliska było o wiele większe, niż się mogło początkowo wydawać. Na jednym z jego masywnych korzeni spoczywało uosobienie pasji, namiętności i miłości.
Raven lekko wzbiła się w powietrze i uważnie obejrzała swoją odzianą na fioletowo kopię. Policzki Pasji płonęły, a rozmarzone spojrzenie błądziło po usianym gwiazdami niebie. Nie zwróciła nawet uwagi na właścicielkę. Mamrotała coś niewyraźnie pod nosem.
– Kiedy Red nas po raz pierwszy zaskoczył – Inteligencja zawisła w powietrzu tuż obok Rae. Odgarnęła poklejone kosmyki włosów z czoła Pasji. – Wszystkie byłyśmy dość skonfundowane. Ale odkąd spędziliście razem noc… – Wskazała dłonią na nieobecną duchem emocję. – Dość powiedzieć, że Pasji najmocniej się oberwało.
– Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że czuję do tego gada… – zaczęła Raven, ale Inteligencja pokręciła głową.
– Nie, nie ma tu najmniejszej mowy o miłości. – Wzięła głęboki wdech. – Jeszcze tego by tu brakowało.
– Co się w takim razie stało? Co jej jest?
– Jakby to powiedzieć… – Przez chwilę przyglądała się, jak żółty płaszcz powiewał na wietrze, uważnie dobierając słowa. W końcu podniosła wzrok na Raven. – Nie jest w stanie przestać myśleć o nim, ani o tej jednej wspólnej nocy. Nierozładowane napięcie, jeśli wolisz dosadniej. Tęskni za nim w wymiarze… cóż, fizycznym.
Raven jęknęła i schowała twarz w dłoniach. Owszem, podejrzewała już od dłuższej chwili, co może być źródłem problemu, ale przyznanie tego przed samą sobą było zupełnie inną bajką. Przyznanie, że Red X ją jakkolwiek pociągał…
Pokręciła głową i spojrzała na Inteligencję.
– Co muszę zrobić, żeby jej przeszło?
– Wyjścia masz dwa. – Żółta wzruszyła ramionami. – Albo pójdziesz do niego i powiesz mu, jak sprawa wygląda…
– To żadna opcja – żachnęła się Rae.
– Albo – kontynuowała niezrażona towarzyszka – podejdziesz do sprawy jak dorosły człowiek i zainteresujesz się sposobami na rozładowanie tego typu napięcia. – Prychnęła, gdy Rae uniosła brew do góry. – Och, na litość boską, jesteś stara koza, naprawdę muszę ci tłumaczyć wszystko jak dziecku?
– Jeśli mówisz o tym, o czym myślę, to nie działa. Albo raczej działa, ale za krótko.
Żółta znów wzruszyła ramionami.
– Ludzie to bardzo kreatywny gatunek. Jestem pewna, że na ogromnym rynku samopomocy w takich sytuacjach znajdziesz coś dla siebie. Ewentualnie możesz spróbować poprosić kogoś o pomoc.
– Już wolałabym spłonąć w piekle – mruknęła Raven. Przez dłuższą chwilę obserwowała w ciszy rozgorączkowaną, pojękującą cicho Pasję. W końcu westchnęła. – I to jej pomoże? Przestanie przez to być… taka?
– Powinno. – Inteligencja kiwnęła głową. – A jeśli nie, to będziemy mieć wszystkie, jak to się kolokwialnie mówi, przesrane.
***
Każdy potencjalny tytuł tej części brzmi o wiele lepiej po angielsku.