– Dlaczego w sumie nie założysz jej z powrotem? Twoje mocy mogłyby nam bardzo ułatwić sprawę. – Dick wskazał podbródkiem czakrę, którą kobieta obracała w dłoniach. Siedzieli właśnie w samochodzie mężczyzny, zmierzając w stronę swojej starej bazy. Przed niecałą godziną ktoś napadł na muzeum mieszczące się w wieży T. Policja szybko doszła do wniosku, że pomoc Graysona może okazać się w tej sprawie nieoceniona. W końcu to on zarządzał budową wszystkich tajnych przejść i skrytek w budynku jeszcze za czasów działania drużyny.
– Już dawno nie bawiłam się w magię. Takie nagłe skupienie nagromadzonej mocy mogłoby się dla nas źle skończyć. – Rachel uważnie przyglądała się trzymanemu w dłoniach kamyczkowi, zastanawiając się, czy to właśnie tej nocy znów będzie musiała skorzystać z jego pomocy. Niewielki rubin w kształcie deltoidu wyglądał bardzo niepozornie. To za jego pomocą Rachel przez lata koncentrowała swoją moc, dzięki której potrafiła teleportować się z miejsca na miejsce, latać czy używać telekinezy. Postanowiła z nich zrezygnować po rozpadzie drużyny, by móc w końcu spróbować żyć jak normalny człowiek. Z sentymentu trzymała go zawsze w szczelnie zamkniętym pudełku po pierścionku zaręczynowym, które nosiła przy sobie. – Poza tym wydaje mi się podejrzane, że z wieży pełnej elektronicznych cudeniek zniknęła tylko stara, rozwalona maska. Podejrzewam, że Tara i Slade specjalnie chcieli nas tam ściągnąć. Jeżeli ta pogróżka została rzeczywiście wysłana przez Tarę, to znak, że nas obserwowali i wiedzą, że od dawna nie korzystałam z mocy. W takim wypadku wolę, by do ostatniej chwili uważali mnie za słabą, durną prawniczkę, która nie potrafi się bronić.
Dick uśmiechnął się pod nosem.
– To bardzo pokrętna logika, ale niech ci będzie. – Skręcili na most prowadzący do wieży. – Na pewno oboje musimy być przygotowani na walkę. Mam nadzieję, że coś tam z naszych treningów jeszcze pamiętasz.
– To jak jazda na rowerze. Takich rzeczy się nie zapomina. – Posłała mu lekki uśmiech. – Plus jadę na misję z wyszkolonym policjantem, detektywem i bohaterem. Raczej nie mam się czego obawiać.
– Wiadomo. – Puścił do niej perskie oko. Po kilku minutach dotarli na miejsce. Grayson zaparkował samochód na świeżo wybudowanym parkingu, który kiedyś był polem treningowym z przeszkodami. Zgasił silnik i odetchnął głęboko.
– Trochę dziwnie znowu się tu znaleźć po tylu latach – wyznał, przyglądając się budynkowi przez szybę pojazdu. W ogromnych oknach odbijał się blask wschodzącego księżyca i policyjnych kogutów. – To w pewnym sensie taki symboliczny powrót do domu dla mnie.
Rachel poklepała go po dłoni.
– Chodź, idziemy zaprowadzić porządek w tym naszym domu.
Na te słowa Grayson wyszczerzył zęby i jednym susem wyskoczył z samochodu. Kobieta wywróciła oczami i również opuściła pojazd, wrzucając czakrę do kieszeni. Nigdy w końcu nie wiadomo, kiedy może się przydać, prawda?
Oboje przeszli przez duży parking, wymijając kilka policyjnych samochodów i karetkę, po czym weszli do budynku. Jedyną zmianą w wielkim i przestronnym holu było kilka kas, położonych tuż przy wejściu do windy. Gdyby nie cała ta sytuacja, Rachel może i by się wzruszyła na ten widok. W końcu to tutaj łatała nogę Garfielda, a później zaatakował ich Rój...
Od razu przybiegł do nich jeden z mundurowych, wyraźnie zadowolony z ich przybycia.
– Dobrze, że pan jest, panie Grayson. – Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. – Pani Roth, jak mniemam? – Skłonił głowę w jej stronę. – Proszę za mną, pani kapitan już na was czeka.
– Dziękujemy – rzucił Richard i cała trójka ruszyła w stronę windy. Po drodze policjant zaznajomił ich ze sprawą – muzeum zostało obrabowane około godziny jedenastej, kiedy wszyscy pracownicy opuścili już budynek. Na miejscu był tylko jeden ochroniarz, którego znalezniono nieprzytomnego w holu. Nagrania z kamer zarejestrowaly dwóch włamywaczy.
– Nie wiemy, w jaki sposób dostali się do środka. Musieli zhakować alarmy. Nie wiemy też, w jaki sposób uciekli. Po prostu na obrazie z jednej z kamer kradną, a na kolejnej już ich nie ma. – Winda piknęła, drzwi otworzyły się i policjant wyszedł na korytarz. Rachel i Dick wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenie. Slade i Tara prawdopodobnie wciąż byli w wieży.
W końcu dotarli do pomieszczenia, które kiedyś służyło drużynie za salon, kuchnię i miejsce spotkań. Kobieta z pewnym zdziwieniem zauważyła, że poza kilkoma gablotami z eksponatami upamiętniającymi drużynę niewiele się zmieniło. No, może tylko to, że w końcu zlew nie był zawalony toną brudnych naczyń.
Przy okrągłym stole, ustawionym naprzeciwko wielkiego ekranu, pracowało kilku policjantów. Kobieta w mundurze zdradzającym rangę kapitana na widok gości oderwała się na chwilę od pracy. Rzuciła kilka słów do swoich współpracowników, którzy natychmiast udali się wykonać polecone im zadania.
– Dobrze was znowu widzieć. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach – usłyszeli zamiast powitania. Na te słowa zdziwiony Richard przystanął na chwilę. Rachel, która doskonale wiedziała, kto ostatnio otrzymał stanowisko kapitana, uśmiechnęła się pod nosem na widok zaskoczonego przyjaciela. Policjantka zdjęła z głowy czapkę, zasłaniającą do tej pory twarz, po czym uśmiechnęła się promiennie do przybyszów. Na jej ramiona posypały się czarne, kręcone włosy.
– No cześć, Cudowny Chłopcze. Widzę, że wróciłeś na stare śmieci.
– D...Donna? – wydukał zdziwiony Richard. Kiedy kobieta kiwnęła twierdząco głową, Grayson rzucił się jej w ramiona. Rachel z odpowiedniej odległości obserwowała to wylewne powitanie, pełne przytulania i śmiechu. Ta dwójka tak już po prostu miała.
Po kilku minutach przyjaciele opanowali swoją radość z ponownego spotkania na tyle, by móc w końcu skupić się na tym, po co wszyscy przyjechali.
– Ochroniarz twierdzi, że nic nie widział, usłyszał tylko hałas, poszedł go sprawdzić, dostał w głowę i na tym się skończyło. – Donna przeczesała włosy palcami, siadając na krześle. Wystukała kilka przycisków na klawiaturze i po chwili za jej plecami ukazał się zapis z monitoringu. – Mamy tylko tyle.
Rachel i Dick zajęli miejsca naprzeciwko niej. Ekran został podzielony na cztery części, a na każdej z nich wyświetlał się obraz z innej kamery – trzy umieszczone były w pomieszczeniu z eksponatami, a czwarta nagrywała jedyne drzwi wyjściowe.
Wszyscy skupili się na nagraniu. Przez pierwsze dziesięć sekund nic się nie działo. Później w pomieszczeniu pojawił się dym, który bardzo szybko zasłonił pole widzenia kamery. Na innym ujęciu Dick dostrzegł zarysy dwóch postaci – jedna z nich kombinowała coś przy panelu wejściowym, a druga czekała. Gdy otrzymała znak od tej pierwszej, zbiła szybę w gablocie i ukradła maskę. Postaci znów zanurzyły się w dymie, którego ciągle przybywało. Niespodziewanie w trzecim ujęciu na chwilę mignęła czyjaś twarz. Kamera zdążyła uchwycić tylko szczękę zamaskowanego przestępcy, który specjalnie podwinął materiałową maskę, by pokazać widzom język. Tuż po tym występie kamera została zbita.
– Tara – mruknął Dick.
Donna posłała mu zdziwione spojrzenie.
– Poznałeś ją po języku?
– Drzwi cały czas pozostały zamknięte – zauważyła Rachel, splatając ręce na piersiach.
– Sprawdzaliście rury wentylacyjne? – spytał Richard, choć spodziewał się odpowiedzi.
– Tak, chociaż jedyna kratka wentylacyjna w pokoju była nienaruszona. W środku też nie znaleźliśmy żadnych śladów. – Donna wyłączyła ekran i spojrzała to na jedno, to na drugie. – Podejrzewam, że gdzieś tam jest ukryte wejście, ale moi ludzie nie potrafili go znaleźć. Tylko ty miałeś dostęp do dokładnych planów budynku.
– Spaliłem je lata temu, by ktoś ich nie dopadł – wyjaśnił Grayson, przysuwając sobie pod nos dokumenty zgromadzone przez Donnę.
– Co za paranoik. – Rachel z westchnieniem odchyliła się na oparciu.
– Słuchajcie, sprawa ma się w ten sposób. – Donna splotła palce dłoni. – Jeśli to naprawdę była Tara, a jej towarzyszem Slade, to mamy do czynienia z psychopatką i wyszkolonym najemnikiem. Mam związane ręce, moi ludzie sobie z nimi nie poradzą. Dopóki też nie będziemy mieć absolutnej pewności, że ta dwójka cały czas jest na terenie wieży, nie mogę wezwać sił specjalnych. Możemy to rozwiązać w ten sposób, że zamykam sprawę ze względu na brak poszlak, zabieram swoich, a wy nieoficjalnie zostajecie na miejscu i kontynuujecie poszukiwania.
– Nie wiem, czy to najlepszy pomysł – zaczęła Rachel, odgarniając włosy z twarzy. – Jak znam życie Dick pewnie trenował, ale ja ostatni raz biłam się jakieś siedem, osiem lat temu? Z magii też zrezygnowałam. Gdybym teraz spróbowała jej użyć, to w najlepszym przypadku straciłabym przytomność po użyciu telekinezy na kubku.
– Hej, nie bądź taką pesymistką. Tara może i jest szurnięta, ale pamiętaj, że do tej pory siedziała w jaskini zamieniona w kamień. – Richard poklepał przyjaciółkę po ramieniu. Ta uniosła brew i rzuciła mu wymowne spojrzenie.
– I Slade na pewno nie przeprowadził jej przynajmniej podstawowego treningu przed napadem na strzeżone muzeum. Brzmi logicznie – sakrnęła.
Donna uśmiechnęła się pod nosem.
– Macie po swojej stronie dobrą znajomość terenu. Plus Slade, jakkolwiek dobry by nie był, także się starzeje. Czasy swojej świetności ma już dawno za sobą. – Poprawiła włosy i założyła czapkę. – Inaczej nawet by się nie chował, tylko wparował tutaj z karabinem i pozbył się nas wszystkich.
W tym momencie zgasło światło.
Cała akcja potoczyła się bardzo szybko. Odcięto prąd i awaryjny generator. Ziemia zatrzęsła się, a pokój zapełnił dymem. Rozległy się krzyki policjantów oraz wystrzały. Przyjaciele zbili się w ciasną grupę, kaszląc i krztusząc się. Richard wyciągnął spod skórzanej kurtki składany metalowy kij. Machnął nim na oślep.
– Nie rozdzielać się! – wrzasnęła Donna. – Zostańcie tutaj. Muszę chronić resztę. – Rozwinęła lasso, które nie wiadomo kiedy pojawiło się w jej dłoni.
– Pewnie, khe-khe, tobie samej świetnie pójdzie – sarknęła Rachel. Stała zwrócona plecami do reszty, gotowa na kolejny atak. Była wściekła na samą siebie. Rezygnacja z mocy i z treningów to najgłupsze, co kiedykolwiek zrobiła.
– Nasza głupiutka wiedźma w końcu powiedziała coś mądrego! Gratulacje! – rozległo się gdzieś w oddali.
Donna rzuciła się w tamtą stronę. Rachel i Dick stracili ją z oczu.
– Donna!
W odpowiedzi usłyszeli głuche łupnięcie i jej jęk.
– Slade! Walczysz jak tchórz! Pokaż się, do cholery! – krzyknął w przestrzeń Richard.
Rachel osłaniała jego plecy, krztusząc się. Dym ciągle nie opadał.
Gdzieś w oddali rozległ się szaleńczy śmiech Tary, a zaraz po nim świst. Dick pociągnął Rachel, padając na ziemię. Nad ich głowami przeleciał deszcz cegieł. Kobieta zamknęła oczy. Jeśli udałoby się jej skupić, może mogłaby wyczuć, gdzie znajdują się przeciwnicy.
Grayson zaklął pod nosem. Rachel wyczuła szarpnięcie negatywnej energii tuż obok. Otworzyła oczy i zobaczyła Slade’a skradającego się w ich stronę. Nie zdążyła zareagować – potężne uderzenie głazem zwaliło ją z nóg. Straciła przytomność.
***
Ocknęła się z okropnym bólem głowy. Przez dłuższą chwilę po prostu mrugała, przyzwyczajając wzrok do panujących wokół ciemności. Próbowała się poruszyć. Dopiero wtedy zauważyła, że od pasa w dół została uwięziona w kopcu z litej skały. Jej ręce również zostały zakopane.
Rozejrzała się, próbując ocenić sytuację. Tuż obok niej w takiej samej pułapce tkwił nieprzytomny Grayson. Z jego czoła sączyła się krew. Pod ścianą leżała Donna. Wrzucono ją do metalowej klatki pod napięciem.
Rachel zamknęła oczy. Skupiła swoją moc, próbując telepatycznie porozumieć się z którymkolwiek z przyjaciół, na marne. Albo to oni byli zbyt nieprzytomni, by mogła do nich dotrzeć, albo to ona była za słaba.
Mimowolnie syknęła. Ból się nasilił. Odezwało się również lewa noga. Pewnie złamana.
– No, w końcu wstałaś. – Do pomieszczenia weszła Tara, odpalając papierosa. Uśmiechnięta od ucha do ucha, przytoczyła do swojego pasa lasso, które połyskiwało złotą poświatą. Podeszła do Rachel i chwyciła ją za podbródek, zmuszając do spojrzenia.
– Czego chcecie?
– Nic takiego. Po prostu wytniemy wam nery i opchniemy na czarnym rynku. – Roześmiała się, wydmuchując dym prosto w jej nozdrza. Rachel zakaszlała.
– Nie drażnij ich. – W pokoju zjawił się Slade. Wyciągnął z pasa telefon i wybrał numer. – I najlepiej siedź cicho, to ważne.
Tara chciała się jakoś odgryźć, ale mężczyzna machnął na nią dłonią, pogrążając się w rozmowie. Obrażona, pokazała mu język, ale posłusznie odsunęła się od więźniów. Rozsiadła się na krześle naprzeciwko nich, z lubością zaciągając się papierosem.
Rachel wzięła głęboki oddech dla uspokojenia nerwów. Musiała się jakoś uwolnić, pomóc Graysonowi, wyciągnąć Donnę z klatki i jeszcze złapać przestępców. Do dyspozycji miała własne pięści.
„No to po nas” – przemknęło jej przez głowę. Natychmiast skarciła się za tak pesymistyczne myślenie. Na pewno istnieje jakieś wyjście z tej sytuacji. Trzeba je tylko znaleźć.
Zauważyła, że Richard nieznacznie się poruszył. Pełna nadziei, znów zamknęła oczy i ponownie spróbowała telepatii.
Dick, słyszysz mnie?
Rachel? – Zerknął na nią zaskoczony. – Co się stało? Cholera, nie czuję ręki.
Straciłam przytomność. Pamiętam tylko, że Slade się na ciebie czaił. – Otworzyła oczy.
Tara przyglądała jej się badawczo. By nie wzbudzać podejrzeń, Rachel posłała jej spojrzenie pełne pogardy. Złodziejka na ten widok zachichotała i odchyliła się na oparciu krzesła.
Słyszysz mnie jeszcze? Martwię się o Donnę. Nie daje znaków życia.
Możesz ją jakoś obudzić? – Grayson nie podnosił głowy. Pomieszczenie rozświetlały tylko nikły blask lassa, papieros Tary i niewielki ekran generatora prądu. Pewnie żaden z przestępców nie zauważył jego przebudzenia.
Próbowałam wejść jej do głowy, ale nie dałam rady. Gdybym tylko mogła założyć czakrę…
Mówiłaś, że to niebezpieczne.
Zostaliśmy schwytani przez dwóch psycholi, Donna jest nieprzytomna i nie mamy się jak uwolnić. Zgadnij, co jest dla nas w tym momencie większym zagrożeniem.
– Widzę w tych twoich ślepkach, że coś kombinujesz. Odpuść sobie, nie wyjdziesz stąd żywa. – Tara niespodziewanie wstała i przykucnęła przy pojmanej. – Pojedziecie do laboratorium, w którym przerabiają takich jak wy na mielonkę.
– To dlaczego nas jeszcze nie zabiliście? – mruknęła Rachel, zdmuchując z czoła sklejone włosy. Ze zdziwieniem zauważyła otarcia na szyi Tary. Ktoś ją dusił?
– Uwierz mi, gdyby to zależało ode mnie, już dawno gryzłabyś piach. – Obracała przez chwilę niedopałek w palcach. Nagle przytknęła rozżarzoną końcówkę do policzka Rachel. Ta zacisnęła zęby, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Nie chciała dać tej psychopatce satysfakcji.
– Pff, pięknie się popisujesz. – Tara odrzuciła niedopałek, nie przejmując się nawet dogaszaniem go. Wstała i zaczęła krążyć po pomieszczeniu.
– Co to ma znaczyć? – Slade podniósł głos. – Umawialiśmy się inaczej. Dopóki nie wypełnicie swojej części, nie macie na co liczyć.
– Jakieś problemy? – wyszeptała Tara, uczepiając się jego ramienia. Ten machnął dłonią, jakby chciał odgonić się od uporczywej muchy.
Co robimy? – Rachel zerknęła na Graysona.
Pasowałoby ich czymś zająć. Daj mi pięć minut, coś wymyślę.
– Dobra. Nie zapomnij o zapłacie. – Slade rozłączył się i podrzucił telefon kilka razy. – Przygotuj ich do wyjazdu. Ja załatwię transport.
– Tak jest! – Tara zasalutowała. Wyszczerzyła się od ucha do ucha, gdy Slade pogłaskał ją po policzku.
To może być nasza szansa. Co mam robić?
Rozpieprz.
– Koniec leżakowania, idziemy was wrzucić do wulkanu. – Kobieta podeszła do więźniów, odpinając lasso. – Zobaczmy, jak to cacko działa. – Skinieniem dłoni skruszyła skałę wokół Richarda.
Rzuciła sznur w jego stronę, jednak Grayson był szybszy. Padł na brzuch i przeturlał się na bok. Zanim Tara zdążyła zareagować, cisnął w jej stronę dysk. Wybuchł pod stopami kobiety. Energia odrzuciła ją na ścianę. Richard podbiegł do Rachel. Jego lewa ręka bezwładnie zwisała wzdłuż ciała. Wbił kolejny gadżet w skałę.
– Zakładaj czakrę i pomóż Donnie. Ja biorę Tarę. – Odskoczył w bok, a kolejny wybuch uwolnił Rachel. Gdy tylko znów mogła poruszać rękami, sięgnęła do kieszeni. Na całe szczęście rubin wciąż tam był.
– Zamorduję was! – wrzasnęła Tara, z trudem podnosząc się na nogi.
– To się jeszcze okaże. – Richard natarł na nią. Tym samym kupił Rachel trochę czasu.
– Azarath, Metrion, Zinthos – wymamrotała pod nosem. Przyłożyła czakrę do czoła. Poczuła, jak cała moc, którą nosiła w sobie do tej pory koncentruje się w niewielkim kamieniu. Wzięła głęboki oddech. Teraz mogła ruszać do walki.
Ignorując ból w łydce, dokuśtykała najszybciej jak potrafiła do klatki. Donna w dalszym ciągu nie odzyskała przytomności. Machnęła dłonią, by przeciąć kable od generatora. Nagromadzona moc wysadziła urządzenie w powietrze.
“To było do przewidzenia”. – Przykucnęła przy celi, próbując znaleźć sposób na wydobycie ze środka przyjaciółki. Sztuczka z przecinaniem rzeczy mogłaby zaszkodzić Donnie.
Rozległ się huk. Grayson upadł obok klatki, jęcząc z bólu.
– Chcesz się zamienić? – wydusił, próbując wyplątać nadgarstek z uchwytu lassa.
– Pewnie. – Rachel wstała. Odwróciła się w stronę Tary.
– Jesteście martwi! – wrzasnęła. Richard, nawet z tylko jedną sprawną ręką, mocno ją poturbował. Na bank miała złamany nos i pewnie kilka żeber.
– Odpuść sobie, Tara. – Rachel przywołała moc, formując dwie kule czarnej energii wokół swoich dłoni. Dobrze było znów poczuć ten przypływ mocy. – Mamy przewagę liczebną.
– Chyba kpisz! – Obłąkany śmiech Tary zakończył się charczącym kaszlem. – Jesteście niczym, jak tylko wrzodem na dupie! Już dawno powinnam była was załatwić!
Rachel przyjęła pozycję bojową.
– No to spróbuj.
Tara wydała z siebie dziki ryk, rzucając się na przeciwniczkę z pięściami. Rachel sparowała cios i podcięła Tarze nogi. Ta przeturlała się na bok. Uderzyła pięścią w ziemię, wywołując wstrząs. Rachel wzbiła się w powietrze. Posłała w stronę przestępczyni resztki generatora. Jako rewanż Tara zaczęła miotać w nią kawałkami skały.
Rachel osłoniła się barierą z czarnej mocy. Czuła, jak jej ciało słabnie. Jeszcze trochę i nie będzie w stanie walczyć. Najważniejsze, żeby odciągnąć tą psychopatkę od Dicka i Donny. Reszta się nie liczy.
Deszcz kamieni ustał na chwilę. Posłała swoją dotychczasową osłonę w stronę przeciwniczki. Tara pojawiła się tuż za plecami i uderzyła Rachel w kręgosłup. Jęknęła głucho, upadając na kolana. Skuliła się, przywołując cienką barierę.
Tara rzucała w nią każdym kamieniem, jaki tylko znalazła. Osłona zaczęła pękać pod wpływem uderzeń.
– I kto jest teraz górą?! – Tara z psychopatycznym uśmiechem na ustach przyciągnęła do siebie wielki kawałek skały. Zaczęła rytmicznie uderzać nim o barierę, która po kilku chwilach rozpadła się.
Tara chwyciła Rachel za ubranie i podniosła ledwo przytomną przeciwniczkę do góry. Ukształtowała mocą kamień w cienkie ostrze, które zawisło tuż przy szyi pokonanej.
– Zawsze byłaś nikim. Jesteś wiedźmą, którą powinno się spalić na stosie. Powinnaś gnić w piekle – wycedziła, po czym splunęła krwią w twarz Rachel.
W tym momencie dookoła Tary zabłysło magiczne lasso. Lina błyskawicznie ją oplotła, zmuszając do upuszczenia broni i Rachel. Ta upadła na podłogę z głuchym łoskotem.
***
– I co teraz? – Pociągnęła łyk ciepłego napoju, który dostała od jednego z ratowników. Płuca ciągle jej dokuczały. Lekarz naciskał, by całą trójkę przewieźć jak najszybciej do szpitala. Przyjaciele zgodnie uparli się, że nigdzie nie pojadą, dopóki wszyscy policjanci nie zostaną wyciągnięci spod gruzów. Przez destrukcyjne zapędy Tary w budynku zawaliła się połowa wschodniej ściany.
– Slade wrócił. Trzeba będzie się nim zająć. – Richard skinieniem głowy podziękował ratownikowi, który właśnie skończył zabandażować zranioną rękę.
Cała trójka stała przy karetce. Przyglądali się, jak ratownicy wyprowadzają ostatnich rannych z budynku. Kilku policjantów, którzy w momencie ataku znajdowali się poza wieżą, przejęło od bohaterów Tarę. Pod wpływem lassa trochę spokorniała – na dobry początek przestała ciągle krzyczeć. Wsadzono ją do opancerzonego pojazdu. Postanowiono, że zostanie przesłuchana dopiero na komisariacie.
– Dlaczego zostawił ją samą? Jeśli na serio chciał nas komuś sprzedać, powinien wrócić jak tylko usłyszał, że walczymy. – Donna wpatrywała się w swój plastikowy kubek z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– No i komu zależało na złapaniu nas? Co z nami chcieli zrobić? – Pytanie Rachel zawisło w powietrzu.
– A może… – zaczął niespodziewanie Grayson. – Może Slade’owi o to chodziło? Może chciał się pozbyć Tary?
– To nie miałoby sensu, patrząc na to, że sam ją wyciągał spod kamienia – zauważyła Rachel. – Ale z drugiej strony… widziałam, że miała otarcia na szyi, jakby ktoś ją dusił. Może Slade się nad nią znęcał.
– Jedyne, co możemy teraz zrobić, to poczekać na jej przesłuchanie. Takie gdybanie do niczego nas nie doprowadzi. – Dick wzruszył ramionami. – Masz rację. – Donna zgniotła pusty kubek. – Zbierajmy się stąd.
Jeśli ktoś wątpił w to, że nie potrafię pisać scen walki, oto dowód. DC w sumie ostatnim razem nie poradziło sobie z walką Terra vs. Raven, a niby ja miałam temu podołać? XD
W dalszym ciągu dziękuję za betę Skoi <3. Co prawda widać, w którym momencie zakończyła betowanie (bo ostatnie sceny pisałam na kilka godzin przed wysłaniem tekstu i już zabrakło czasu na poprawki), ale podziękowania należą się jej za to, że wytrzymała moje ciągłe "no heeeeej, zerkniesz mi na taką a taką scenę?".
Życzę miłej lekturki i zachęcam do wyrażania opinii :D.