Ona oglądała świat, jak powoli umykał
Zgubiła wszystkie marzenia w oceanie
Ona dostrzega tą twarz, czuje ten dotyk na dłoni
Pamięta, kiedy miała wszystko
Jednego dnia ona będzie ponownie
Słyszałem dźwięki, widziałem migające światło
I oglądałem, jak dzień zmienia się w noc
[Spoken - Throught it All]
Cane naprawdę nie wiedział, jakim
cudem się tu znalazł. Oczywiście, te jebnięte treningi i w ogóle.
Wysyłają go w jakieś zadupie, żeby przetrwał parę dni, a potem
odsyłają z powrotem. Tym razem chłopak wątpił, żeby mógł
wrócić, ponieważ jego komunikator roztrzaskał się o skały.
Dobra, szybkie zorientowanie się w sytuacji - rudowłosy należał
do drużyny zwanej Nieśmiertelnymi. Tylko, że Cane nie był jeszcze
nieśmiertelny. Ani nie był w drużynie. To skomplikowane.
Okej,
a teraz gdzie on się znajdował? Ciemno tu, jakaś jaskinia może.
Skały pod rękami czuć. I zapach krwi, ale to nie rękami.
Cane rozmasował kark i wstał. Czekał, aż jego zmysł super-wyostrzonego-wzroku za o sobie znać.
Ech, te głupie supernaturalne moce. Gdzie one są, kiedy ich potrzeba?
Cane rozmasował kark i wstał. Czekał, aż jego zmysł super-wyostrzonego-wzroku za o sobie znać.
Ech, te głupie supernaturalne moce. Gdzie one są, kiedy ich potrzeba?
Potrwało
to chwilkę, ale chłopak mógł już normalnie widzieć. I
natychmiast tego pożałował, ponieważ w tej jaskini znajdowało
się mnóstwo szkieletów i martwych ciał.
— Widywało się
gorsze rzeczy — mruknął w końcu do siebie, próbując znaleźć
wyjście.
Nagle zauważył nikłe, fioletowe światło. Powoli
zbliżało się do niego, zrzucając przeróżne ciebie. Po kilku
minutach chłopak stanął twarzą w twarz z mocno zdziwioną
czarnowłosą dziewczyną. Elektryczna latarka, którą trzymała w
ręce, o mało co z niej nie wypadła.
Czarnowłosa przez chwilę nie reagowała, po czym niespodziewanie pacnęła się dłonią w czoło.
— Naprawdę, muszę pogadać z Nightwingiem na temat rozumienia pojęcia "czysty teren" — westchnęła do siebie.
Niebieskooki westchnął ciężko.
— Świetnie. Człowiek — powiedział tylko, wymijając czarnowłosą osóbkę. Jednak jego ciekawość wygrała i zapytał po chwili: — Wiesz może, co to za miejsce?
— Jaskinia — odparła kwaśno dziewczyna, rozglądając się dookoła. — No, to chyba wiem, gdzie kręcili Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną Osiem.
Chłopak nie roześmiał się. W ogóle nawet nie drgnął. Jego kocie oczy zmieniły się na normalne, ponieważ nie potrzebował już tego widzenia w nocy. Latarka dziewczyny wystarczyła.
Rudowłosy przyjrzał się wszystkiemu dokładnie, jak to miał w zwyczaju.
— Może uda się znaleźć wyjście... — mruknął do siebie. Nagle oprzytomniał i spojrzał na nieznajomą. — Ej, ty, jak masz na imię?
— Mów mi Kayla — odparła dziewczyna, wzdrygając się na widok kolejnych zwłok. — A ty to...?
— Cane. — Niebieskooki zdawał się za to być aż zbyt zainteresowany martwymi ciałami. Niepokojąco zainteresowany. — A więc, Kayla, jak się tu znalazłaś? — zapytał, przyglądając się jakiejś czaszce.
— Mój jakże inteligentny mentor mnie tu wysłał w niewiadomym celu, a ty? — odparła pytaniem na pytanie, odsuwając się od kolejnego trupa.
— Coś podobnego. — Niebieskooki wreszcie spojrzał na dziewczynę. Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu.
— Dobra, jeszcze chwila i zwymiotuję — mruknęła czarnowłosa i skierowała się w stronę, z której przyszła. Nagle jedno z martwych ciał się poruszyło. Cane natychmiast rozszerzył oczy.
— Uważaj! — ostrzegł, z nadnaturalną szybkością podbiegając do dziewczyny i zasłaniając ją własnym ciałem. Zombiak został postrzelony w głowę z broni, którą rudowłosy wyjął z czarnego płaszcza.
— O... Dzięki — wydusiła. Kątem oka wyłowiła znikomy ruch gdzieś z boku. Nim chłopak zdążył rozeznać się w sytuacji, Kayla potraktowała Nieumarłego prądem o wysokim natężeniu. Zwłoki upadły, a dziewczyna "złożyła" laskę i schowała ją do paska.
— Łał — skomentował to Cane. Kąciki jego ust uniosły się lekko do góry. — Dobra jesteś.
— Ty też nie jesteś najgorszy. — Uśmiechnęła się szeroko. — A teraz spadajmy stąd, zanim któryś z nich postanowi znowu wstać.
— Racja — przyznał niebieskooki, ciągnąc ją gdzieś za sobą. Co chwila na nią zerkał. Tak jakby nagle z niechcianej nieznajomej urosła w jego oczach na kogoś wartego poznania.
— Poczekaj — zatrzymała się gwałtownie. Przez chwilę nasłuchiwała czegoś, po czym pociągnęła chłopaka za sobą. — O cholera. Lecą tu całą zgrają.
Chłopak nie wydawał się jakoś szczególnie zmartwiony. Wręcz przeciwnie - szczerzył się, bo coś się wreszcie dzieje. Czarnowłosa wyciągnęła z paska coś w rodzaju komunikatora.
— Nightwing, odbierz chociaż raz wtedy, kiedy trzeba — mruczała, wystukując coś na małym ekranie. Nadal zasuwała do przodu.
— Kim, do diabła, jest Nightwing? — miał zamiar zapytać rudowłosy. W ostatniej chwili się powstrzymał. Zamiast tego mruknął tylko coś pod nosem.
Gdyby był w pełni Nieśmiertelnym, mógłby rozwalić wszystkich tych zombiaków jednym ciosem. Ale, niestety, nie był.
Im dłużej biegli, tym odór zgniłego ciała stawał się coraz mniej wyraźny. To całkiem prawdopodobne, że mogli być blisko wyjścia. Zgubili już te trupy.
— Uff... — Cane zwolnił nieco i obejrzał się za siebie. Jego wzrok się wyostrzył. Nie widział nic niebezpiecznego.
— Nareszcie — westchnęła z ulgą czarnowłosa. Obdarzyła chłopaka kolejnym uśmiechem. Niebieskooki nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.
— Mimo wszystko cieszę się, że mnie tu wysłali — powiedział bardziej do siebie, niż do towarzyszki.
— Dobra, to w którą stronę? — zapytała dziewczyna, zatrzymując się. Korytarz rozwidlał się na dwie części. Czarnowłosa pozostawiła myślenie chłopakowi, a sama związała włosy w kucyka. Ten zmrużył oczy. Cholera, jak on się nie może doczekać tej całej nieśmiertelności i lepiej wykształconych mocy.
— Nie jestem pewien... — powiedział powoli. Po chwili wzruszył ramionami i poszedł w lewą stronę. "Raz kozie śmierć" - pomyślał. Szli tak dłuższą chwilę. Kayla chciała zawrócić, gdy nagle znaleźli się we większej jaskini. Prowadziły z niej kolejne rozwidlenia.
— Serio? — jęknęła. Nagle coś za nimi wydało dziwny dźwięk. Z każdej strony zaczęły nadciągać zombie i kościotrupy. Zablokowały drogę ucieczki.
— Kurwa, no, więcej was tu nie było? — Rudowłosy nie wydawał się być przerażony, bardziej zirytowany. Wyjął z kieszeni płaszcza broń. Postrzelił najwyżej trzech zombiaków w głowę, a potem jeden z nich wytrącił mu przedmiot z ręki. Ach, świetnie. Czyli teraz ma zdać się na moce, których nie ma? O, a może walczyć gołymi pięściami z trupami, w nadziei, że nie stanie się jednym z nich?
Stali blisko ściany, powoli się cofając. Nie było jak zwiać. Czarnowłosa szybko oceniła sytuację.
— Dobra, czas na rzeź w starym, dobrym, amerykańskim stylu! — wrzasnęła i posłała coś w stronę Nieumarłych, po czym przygniotła chłopaka do skały. Bomba wybuchła, z sufitu posypało się trochę kamieni.
Cane grzecznie czekał, aż Kayla się od niego odsunie. Dopiero po chwili zorientował się, że jej usta znajdują się na jego ustach. Niebieskooki oddał pocałunek, po czym odwrócił się tak, że teraz on przygniatał dziewczynę do ściany.
Zombiaki wąchały gruz. Przynajmniej to.
— Ke? — wydusiła w jego wargi. Cane odsunął się od dziewczyny i wybuchł śmiechem.
— Ten dzień jest genialny — powiedział, kopiąc czubkiem buta głowę trupa.
— Ironia? — mruknęła, odklejając się od ściany.
— Nie. — Chłopak podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się szeroko. Wbił ręce w kieszenie po czym rozejrzał się dookoła. Krew, flaki, martwe ciała, szkielety. Nic nowego.
— Dobra, to chyba pasowałoby stąd wyjść. — Uśmiechnęła się do niego i przeskoczyła nad jakimiś zwłokami. Rudowłosy zwinnie przeszedł dzielącą ich odległość, uważając żeby się nie potknąć. Podał dziewczynie ramię i skierował się tam, skąd przyszli.
— Jakich to można sobie dżentelmenów znaleźć w jaskiniach pełnych zombie... — mruknęła rozbawiona.
— Cóż mogę powiedzieć. — Niebieskooki puścił do niej oko.
— Tak właściwie, to skąd jesteś? — spytała w pewnym momencie dziewczyna, wymijając kolejnego trupa.
— Keyerr — odparł lakonicznie chłopak, zgrabnie omijając tym samym informację o tym, że pochodzi z rodziny królewskiej. — A ty?
— Ziemia — powiedziała, uchylając się przed ostrym głazem wystającym za ściany.
— Lubię Ziemię — stwierdził rudowłosy. — Nigdy tam nie byłem, ale podobno fajnie jest. — Wyjął z kieszeni komunikator, który rozlatywał mu się w dłoniach. Po chwili westchnął i rzucił przedmiot na podłoże. Jakoś się stąd sam wydostanie, co to dla niego.
— Ujdzie, o ile nie ma tam akurat jakiejś wojny czy ogólnoświatowego terroru — mruknęła, gwałtownie tracąc humor.
— Taa, coś o tym wiem. My na Keyerr mamy małą sprzeczkę z naszymi bóstwami. — Cane westchnął. Wciąż miał takie przeczucie, że mówi zbyt dużo. Że niedługo wyjawi jakieś wielkie sekrety, czy coś. Zawsze trzeba być ostrożnym.
— Świeże powietrze! — krzyknęła radośnie po chwili milczenia Kayla.
— Wreszcie. — Niebieskooki odetchnął z ulgą. Teraz tylko jeszcze szukać wyjścia. Tym razem przy rozwidleniu skręcili w prawo. Oby tam nie było żadnych zombiaków.
Po kilkunastu minutach ukazało się wyjście. Czarnowłosa podbiegła do niego i rozłożyła szeroko ręce. Roześmiała się. Niebieskooki również wybuchł śmiechem. W przypływie radości objął Kaylę. Po chwili jednak otrzeźwiał.
— Sorry — mruknął, odsuwając się od niej. Wyszedł z jaskini, uśmiechając się szeroko na widok słońca.
— Nic nie szkodzi — odparła. Nie wyglądała na obrażoną. — Hej, może miałbyś ochotę skoczyć ze mną na Ziemię? — zaproponowała.
— Hm...Nie, dzięki — mruknął rudowłosy. — To tak, jakbym ja ci zaproponował, żebyśmy wpadli na chwilę do Krainy Bezsensu. — Cane przez chwilę wpatrywał się w glebę. Z drugiej strony, nie mógł tu zostać. Słyszał, że jedna z kryjówek Nieśmiertelnych jest na Ziemi. Westchnął. — Albo wiesz, dobra — zgodził się.
— No, to teraz kwestia transportu — westchnęła Kay, wyciągając z paska komunikator. Coś przy nim pogmerała, aż w końcu na ekranie ukazała się twarz czarnowłosego faceta po trzydziestce. Nosił maskę tak samo jak dziewczyna.
— Darkwing! — rzucił radośnie.
— Z kim ty się znowu chędożyłeś, zamiast mi pomóc?! — wrzasnęła w odpowiedzi.
— Ciebie też miło widzieć — mruknął mężczyzna.
— Jeśli w przeciągu pół godziny się tu nie zjawisz, to wybiorę się tam do ciebie i skopię ci ten twój przeleciany przez wszystkie laski w Gotham tyłek! — warknęła, po czym się rozłączyła. Spojrzała już spokojnie na towarzysza.
— To był mój mentor, Nightwing — wyjaśniła z uśmiechem.
— Widzę, że dobrze się dogadujecie — skwitował niebieskooki.
— Nie moja wina, że jest męską dziwką — wzruszyła ramionami, siadając po turecku. — Teraz tylko trzeba poczekać.
Kolejny zjebany dzień. Najpierw wywalili ją ze szkoły, a potem z roboty. Żeby było weselej, to matka obwieściła, że jest biseksualna. Melanie otrzymała imię po jednej z jej kochanek.
Czarnooka przemierzała miasto na piechotę. Naprawdę, nie mogła mieć gorszego humoru w tym momencie. Miała w nosie to, że ludzie przechodzący obok niej zatrzymywali się ze zdziwieniem, widząc utapirowane rude coś z czarnymi pasemkami, ubrane jak goth i wrzeszczące na niektóre latarnie.
Skręciła na skrzyżowaniu i wryło ją w ziemię.
— No chyba sobie jaja robicie! — warknęła. Ulica, na której mieszkała, była zdemolowana, a na jej środku ktoś naparzał wielkiego potwora.
Ten ktoś był chłopakiem. Z całą pewnością. Jego niebieski irokez aż raził w oczy. Po chwili nieznajomy wyjął z kieszeni jakieś urządzenie i rzucił nim w...smokopodobne coś. Nic to nie dało.
Melanie po zastanowieniu zaczęła się przeciskać w stronę mieszkania. Przypadkowo kopnęła kogoś w nogę. Na szczęście dookoła był tłum i poszkodowany rzucił się nie na tą osobę, co trzeba. Rozgorzała walka, którą musieli zająć się pilnujący porządku policjanci. Dziewczyna spokojnie wyminęła motłoch i podążyła do domu. Niestety, gdy była już blisko, coś, a raczej ktoś na nią spadł.
Był to ten sam chłopak, który walczył z potworem. Leżeli razem na ziemi. Brązowooki natychmiast się otrząsnął i wstał.
— Najmocniej przepraszam — powiedział, podając dziewczynie rękę. Nie chwyciła jej. Wstała sama.
— Czyś ty zwariował? — warknęła.
— To nie było zamierzone. — Niebieskowłosy spojrzał na potwora, który właśnie zbliżał się w ich stronę. Zareagował natychmiastowo. Wysłał w jego stronę falę niewidzialnej energii. Smokocoś zniknęło. — Wreszcie się udało. — Chłopak odetchnął z ulgą.
Dziewczyna nie dała mu odpocząć - chwyciła go za ramię i pociągnęła w stronę jakiegoś budynku. Po szalonym biegu z przeszkodami znaleźli się na dachu.
— Nie pytam o samo stratowanie. Pytam o walkę z tym czymś — wyjaśniła, sapiąc.
— Potwór się tu pojawił, więc przyszedłem go pokonać. Nie obyło się bez strat i demolki, ale mogło być gorzej — wyjaśnił brązowooki. Dziewczyna westchnęła, przeczesując palcami swoją lwią grzywę.
— Nie wiem, czy wiesz, ale w tym momencie ponad połowa wojska w stanie zbiera już o tobie informacje, by potem cię zapuszkować — mruknęła.
— Tak? — Niebieskowłosy wydawał się być zakłopotany. — Dość niedawno przybyłem na Ziemię... — Westchnął. — Jakoś sobie poradzę...
— No, to wszystko wyjaśnia — skwitowała. — Słuchaj, tutaj sytuacja jest teraz dosyć napięta. Owszem, to co zrobiłeś było dobre, szlachetne i takie tam, ale... mamy stan wojenny. Kevamors znęca się nad ludem. Porywa bohaterów, by móc im zrobić pranie mózgu, a jeśli nie zechcą się do niego przyłączyć, to się ich pozbywa. Niebezpiecznie jest się wychylać — wyjaśniła.
— Rozumiem. — Brązowowłosy rozejrzał się nerwowo dookoła. Nie panikował, ale też nie był do końca spokojny. — Nie mam jak uciec — mruknął pod nosem.
— Może nie będziesz musiał wiać — wymruczała dziewczyna, wyjmując coś z torby. Wyjrzała ostrożnie za krawędź dachu, po czym gwałtownie się cofnęła. — Cholera, pełno glin — warknęła. Wystukała coś na urządzeniu i po krótkiej rozmowie otworzył się przed nimi portal.
— Nie bój się, będziesz bezpieczny — obiecała dziewczyna.
— Dziękuję — powiedział odruchowo diferyjczyk. Nawet nie wiedział, co dziewczyna planuje, ale mimo wszystko był wdzięczny, że próbuje go uratować.
— Nie ma sprawy — westchnęła w odpowiedzi, a portal za nimi zamknął się.
Znajdowali się w Titans Tower, które powoli i po cichu wracało do życia.
— Widzę, że przyprowadziłaś kolegę — uśmiechnęła się Kayla, zaplatając ręce na piersi na widok gości.
— Cześć — przywitał się z uśmiechem na twarzy brązowooki. Nagle pacnął się otwartą dłonią w czoło. — Nie zapytałem, jak masz na imię, nieznajoma dziewczyno — zwrócił się do swojej towarzyszki.
Rudowłosa wzruszyła ramionami.
— Pytasz o to prawdziwe czy to 'bohaterskie'?
— Znowu się zgrywasz? — roześmiała się Kayla, opierając się o Melanie. Ta wywróciła oczami.
— Mogą być oba. — Chłopak uśmiechnął się.
— Death Daughter — westchnęła zrezygnowana dziewczyna.
— A jest nie w humorze, bo nazwali ją Melanie. — Uśmiechnęła się czarnowłosa, za co oberwała sójkę w ramię.
Do pomieszczenia wszedł Cane. Zmierzył wszystkich w pokoju spojrzeniem, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na niebieskowłosym, zmrużył niebezpiecznie oczy.
— Bevan — powiedział. Chłopak nie miał się za czym schować.
— Ja — odparł po chwili. Westchnął.
— TY. — Rudowłosy zacisnął pięści. Po chwili je rozluźnił. Nie ma po co robić scen. Spojrzał na Melanie. Nic nie powiedział.
— Rozumiem, że mam pozostać w niewiedzy — wyszczerzyła się Kayla. Jej oddech był dziwnie świszczący, co doleciało do uszu DD. Czarnowłosa zbyła nieme pytanie machnięciem dłoni. — Nic takiego, po prostu Nightwing znowu nie miał czasu na obronę miasta.
Bev zainteresował się nagle całą sytuacją i zaczął wypytywać, o co chodzi. Rudowłosy przewrócił oczami.
— Nadal utrzymujesz, że twój opiekun prawny się puszcza? — spytała Mel, zasiadając na kanapie.
— Jak najbardziej.
— Aha. Fajnie tu macie — skomentował Cane. Tym razem to Bevan przewrócił oczami.
— Wręcz przezajebiście — skwitowała Kayla, przeciągając się. Z jękiem powróciła do poprzedniej pozycji. — Cholera...
— Dlaczego tak jęczysz? — mruknął niebieskooki.
— Pamiętasz te zombiaki i wybuch w jaskini? — odparła pytaniem na pytanie. Melanie spojrzała na nią zaskoczona. Cane wyszczerzył się w odpowiedzi.
— Jak najbardziej pamiętam.
— Więc pewnie pamiętasz, jak w którymś momencie wygrzmociłam o skałę — wyjaśniła Darkwing.
— Wolę nie wiedzieć. — Rudowłosa podniosła ręce w geście poddania się.
— W którym momencie? — Chłopak podszedł do czarnowłosej.
Bevan patrzył na tą wymianę zdań z boku.
— Po twojej minie wnioskuję, że... — zwrócił się do Cane'a. Nie zdążył jednak dokończyć, bo rudowłosy obdarzył go zimnym spojrzeniem. Bevan zdjął z pleców swój plecak. Wyjął z niego jakąś fiolkę z przezroczystym płynem.
— To działa na wszystko — powiedział, rzucając w jej stronę przedmiot. Cane złapał go w locie i podał Kayli.
— Dzięki — powiedziała czarnowłosa i wypiła wszystko za jednym razem. Bevan podszedł do Melanie.
— Dziękowałem ci już za ratunek? — zapytał.
— Yup — odparła Death Daughter, przymykając oczy. — A tak swoją drogą, to gdzie właściciel tego dobytku?
— Przesłuchuje kogoś — wzruszyła ramionami Kayla. Po chwili dotarł do niej sens jej własnych słów. Wybiegła w tempie ekspresowym z salonu. Cane wyszedł z pomieszczenia za nią. Bevan i Melanie zostali sami.
Death rozłożyła się wygodniej na kanapie. Niebieskowłosy usiadł koło niej.
— Jesteś bardzo interesującą osobą — rzucił w jej stronę. Spojrzała na niego zdziwiona.
— Um... dzięki?
— Nie, naprawdę. Opowiedz mi coś o sobie. — Bev nie wyglądał na zakłopotanego.
— A co byś chciał usłyszeć? — mruknęła.
— Wszystko. — Bevan uśmiechnął się lekko. — A przynajmniej to, co możesz opowiedzieć. — Patrzył na dziewczynę z zainteresowaniem, jakby była jedyną osobą na świecie.
— Lubię frytki — stwierdziła po chwili ciszy. Brązowooki roześmiał się.
— Ja też — powiedział. — Co jeszcze?
— Hm... lubię się bić. I przytulać. I pić herbatę — dodała. Uśmiech Bevana stawał się coraz szerszy z każdym słowem dziewczyny. — A ty co lubisz? - Przewróciła się na brzuch i spojrzała w oczy chłopakowi. — Tak przy okazji, masz ładne oczy. Lubię brązowy kolor.
— Ty też — odparł niebieskowłosy. — Ja lubię...cóż, walczyć. Podróżować. Strzelać z kuszy. No i czasem kogoś przytulić. — Chłopak uśmiechnął się ciepło. Uniosła obie brwi.
— To jakaś aluzja...?
— Może.- Bev westchnął. — Zależy, czy chcesz, żeby to była aluzja.
W tej chwili do salonu wpadła Darkwing, ciągnąc za sobą pokrwawionego Nightwing'a. Podeszła do ściany i zaczęła uderzać jego głową o nią.
— Ile. Razy. Ci. Mówiłam. Że. Podejrzanych. Się. Przesłuchuje. A nie. Z nimi. Pieprzy?! — warknęła w rytm łamania kości czaszki mężczyzny. Cane przyszedł tuż za nią, z uśmiechem na twarzy. Oparł się o ścianę, dopingując dziewczynę.
— Dobra, kochana. Starczy. — Death siłą oderwała rękę czarnowłosej od zmasakrowanej głowy Nightwing'a. Dziewczyna warknęła, kopnęła mężczyznę i wybiegła. Cane spojrzał na mężczyznę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili ruszył za dziewczyną.
Znalazł ją w głębi korytarza. Siedziała przy drzwiach swojego pokoju, skulona. Płakała. Natychmiast do niej podbiegł. Usiadł koło czarnowłosej i otoczył ją ramionami.
— Ćśśś... — powiedział, głaszcząc ją po głowie.
— Jak on mi może to robić? — wyszeptała, nieporadnie ocierając łzy.- Jest moim prawnym opiekunem, uczył mnie od piętnastego roku życia. Mówił, że bohaterowie mają być wzorem dla innych; nadzieją, która nigdy nie zgaśnie. A tymczasem co? Dał się skurwić i sponiewierać tak, że każda byle prostytutka może tu przyjść, a on ją przyjmie z otwartymi ramionami! Podczas gdy on się pieprzy z kimś po kątach, to ja odwalam za niego robotę. I wiesz, jak mi podziękował? Kazał przestać, bo się nim wojsko zainteresowało! Skurwiel. Odebrał mi wszystko, w co wierzyłam, to co mi zostało? — załkała.
— Kayla, nikt nie może ci odebrać tego, w co wierzysz. Mogą cię zdać na próby, próbować zmusić do zrobienia czegoś wbrew tobie, ale...Tego, w co wierzysz, nie mogą zabrać. — Rudowłosy wciąż głaskał ją po włosach. — Jesteś naprawdę silną dziewczyną. Jesteś bohaterką. Po prostu...wierz, w to co wierzysz i nie pozwól, żeby ktokolwiek sprawił, że zwątpisz. Nawet ktoś, kto cię wychowywał. — Cane nie uśmiechnął się, jego twarz nie drgnęła. W jego głosie słychać było determinację.
Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, po czym pokręciła głową.
— Co ja tu jeszcze robię?
— Żyjesz. Nie dajesz przeciwnościom losu wygrać. Do diabła, jesteś lepszą bohaterką od tego gościa. Dużo lepszą. Jesteś odważna. — Cane pogłaskał ją po policzku. — Nie spieprz tego — dodał czule. Kay zdjęła maskę, by móc dokładniej wytrzeć łzy. — Masz ładne oczy — stwierdził rudowłosy. Ot tak, jakby to był oczywisty fakt.
— Dzięki — wyszeptała, pociągając nosem. Spojrzała w jego niebieskie tęczówki i uśmiechnęła się słabo. — Dziękuję.
— No, a teraz wstawaj, moja bohaterko. — Cane uśmiechnął się szeroko i podniósł z ziemi, podając czarnowłosej rękę.
Czarnowłosa przez chwilę nie reagowała, po czym niespodziewanie pacnęła się dłonią w czoło.
— Naprawdę, muszę pogadać z Nightwingiem na temat rozumienia pojęcia "czysty teren" — westchnęła do siebie.
Niebieskooki westchnął ciężko.
— Świetnie. Człowiek — powiedział tylko, wymijając czarnowłosą osóbkę. Jednak jego ciekawość wygrała i zapytał po chwili: — Wiesz może, co to za miejsce?
— Jaskinia — odparła kwaśno dziewczyna, rozglądając się dookoła. — No, to chyba wiem, gdzie kręcili Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną Osiem.
Chłopak nie roześmiał się. W ogóle nawet nie drgnął. Jego kocie oczy zmieniły się na normalne, ponieważ nie potrzebował już tego widzenia w nocy. Latarka dziewczyny wystarczyła.
Rudowłosy przyjrzał się wszystkiemu dokładnie, jak to miał w zwyczaju.
— Może uda się znaleźć wyjście... — mruknął do siebie. Nagle oprzytomniał i spojrzał na nieznajomą. — Ej, ty, jak masz na imię?
— Mów mi Kayla — odparła dziewczyna, wzdrygając się na widok kolejnych zwłok. — A ty to...?
— Cane. — Niebieskooki zdawał się za to być aż zbyt zainteresowany martwymi ciałami. Niepokojąco zainteresowany. — A więc, Kayla, jak się tu znalazłaś? — zapytał, przyglądając się jakiejś czaszce.
— Mój jakże inteligentny mentor mnie tu wysłał w niewiadomym celu, a ty? — odparła pytaniem na pytanie, odsuwając się od kolejnego trupa.
— Coś podobnego. — Niebieskooki wreszcie spojrzał na dziewczynę. Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu.
— Dobra, jeszcze chwila i zwymiotuję — mruknęła czarnowłosa i skierowała się w stronę, z której przyszła. Nagle jedno z martwych ciał się poruszyło. Cane natychmiast rozszerzył oczy.
— Uważaj! — ostrzegł, z nadnaturalną szybkością podbiegając do dziewczyny i zasłaniając ją własnym ciałem. Zombiak został postrzelony w głowę z broni, którą rudowłosy wyjął z czarnego płaszcza.
— O... Dzięki — wydusiła. Kątem oka wyłowiła znikomy ruch gdzieś z boku. Nim chłopak zdążył rozeznać się w sytuacji, Kayla potraktowała Nieumarłego prądem o wysokim natężeniu. Zwłoki upadły, a dziewczyna "złożyła" laskę i schowała ją do paska.
— Łał — skomentował to Cane. Kąciki jego ust uniosły się lekko do góry. — Dobra jesteś.
— Ty też nie jesteś najgorszy. — Uśmiechnęła się szeroko. — A teraz spadajmy stąd, zanim któryś z nich postanowi znowu wstać.
— Racja — przyznał niebieskooki, ciągnąc ją gdzieś za sobą. Co chwila na nią zerkał. Tak jakby nagle z niechcianej nieznajomej urosła w jego oczach na kogoś wartego poznania.
— Poczekaj — zatrzymała się gwałtownie. Przez chwilę nasłuchiwała czegoś, po czym pociągnęła chłopaka za sobą. — O cholera. Lecą tu całą zgrają.
Chłopak nie wydawał się jakoś szczególnie zmartwiony. Wręcz przeciwnie - szczerzył się, bo coś się wreszcie dzieje. Czarnowłosa wyciągnęła z paska coś w rodzaju komunikatora.
— Nightwing, odbierz chociaż raz wtedy, kiedy trzeba — mruczała, wystukując coś na małym ekranie. Nadal zasuwała do przodu.
— Kim, do diabła, jest Nightwing? — miał zamiar zapytać rudowłosy. W ostatniej chwili się powstrzymał. Zamiast tego mruknął tylko coś pod nosem.
Gdyby był w pełni Nieśmiertelnym, mógłby rozwalić wszystkich tych zombiaków jednym ciosem. Ale, niestety, nie był.
Im dłużej biegli, tym odór zgniłego ciała stawał się coraz mniej wyraźny. To całkiem prawdopodobne, że mogli być blisko wyjścia. Zgubili już te trupy.
— Uff... — Cane zwolnił nieco i obejrzał się za siebie. Jego wzrok się wyostrzył. Nie widział nic niebezpiecznego.
— Nareszcie — westchnęła z ulgą czarnowłosa. Obdarzyła chłopaka kolejnym uśmiechem. Niebieskooki nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.
— Mimo wszystko cieszę się, że mnie tu wysłali — powiedział bardziej do siebie, niż do towarzyszki.
— Dobra, to w którą stronę? — zapytała dziewczyna, zatrzymując się. Korytarz rozwidlał się na dwie części. Czarnowłosa pozostawiła myślenie chłopakowi, a sama związała włosy w kucyka. Ten zmrużył oczy. Cholera, jak on się nie może doczekać tej całej nieśmiertelności i lepiej wykształconych mocy.
— Nie jestem pewien... — powiedział powoli. Po chwili wzruszył ramionami i poszedł w lewą stronę. "Raz kozie śmierć" - pomyślał. Szli tak dłuższą chwilę. Kayla chciała zawrócić, gdy nagle znaleźli się we większej jaskini. Prowadziły z niej kolejne rozwidlenia.
— Serio? — jęknęła. Nagle coś za nimi wydało dziwny dźwięk. Z każdej strony zaczęły nadciągać zombie i kościotrupy. Zablokowały drogę ucieczki.
— Kurwa, no, więcej was tu nie było? — Rudowłosy nie wydawał się być przerażony, bardziej zirytowany. Wyjął z kieszeni płaszcza broń. Postrzelił najwyżej trzech zombiaków w głowę, a potem jeden z nich wytrącił mu przedmiot z ręki. Ach, świetnie. Czyli teraz ma zdać się na moce, których nie ma? O, a może walczyć gołymi pięściami z trupami, w nadziei, że nie stanie się jednym z nich?
Stali blisko ściany, powoli się cofając. Nie było jak zwiać. Czarnowłosa szybko oceniła sytuację.
— Dobra, czas na rzeź w starym, dobrym, amerykańskim stylu! — wrzasnęła i posłała coś w stronę Nieumarłych, po czym przygniotła chłopaka do skały. Bomba wybuchła, z sufitu posypało się trochę kamieni.
Cane grzecznie czekał, aż Kayla się od niego odsunie. Dopiero po chwili zorientował się, że jej usta znajdują się na jego ustach. Niebieskooki oddał pocałunek, po czym odwrócił się tak, że teraz on przygniatał dziewczynę do ściany.
Zombiaki wąchały gruz. Przynajmniej to.
— Ke? — wydusiła w jego wargi. Cane odsunął się od dziewczyny i wybuchł śmiechem.
— Ten dzień jest genialny — powiedział, kopiąc czubkiem buta głowę trupa.
— Ironia? — mruknęła, odklejając się od ściany.
— Nie. — Chłopak podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się szeroko. Wbił ręce w kieszenie po czym rozejrzał się dookoła. Krew, flaki, martwe ciała, szkielety. Nic nowego.
— Dobra, to chyba pasowałoby stąd wyjść. — Uśmiechnęła się do niego i przeskoczyła nad jakimiś zwłokami. Rudowłosy zwinnie przeszedł dzielącą ich odległość, uważając żeby się nie potknąć. Podał dziewczynie ramię i skierował się tam, skąd przyszli.
— Jakich to można sobie dżentelmenów znaleźć w jaskiniach pełnych zombie... — mruknęła rozbawiona.
— Cóż mogę powiedzieć. — Niebieskooki puścił do niej oko.
— Tak właściwie, to skąd jesteś? — spytała w pewnym momencie dziewczyna, wymijając kolejnego trupa.
— Keyerr — odparł lakonicznie chłopak, zgrabnie omijając tym samym informację o tym, że pochodzi z rodziny królewskiej. — A ty?
— Ziemia — powiedziała, uchylając się przed ostrym głazem wystającym za ściany.
— Lubię Ziemię — stwierdził rudowłosy. — Nigdy tam nie byłem, ale podobno fajnie jest. — Wyjął z kieszeni komunikator, który rozlatywał mu się w dłoniach. Po chwili westchnął i rzucił przedmiot na podłoże. Jakoś się stąd sam wydostanie, co to dla niego.
— Ujdzie, o ile nie ma tam akurat jakiejś wojny czy ogólnoświatowego terroru — mruknęła, gwałtownie tracąc humor.
— Taa, coś o tym wiem. My na Keyerr mamy małą sprzeczkę z naszymi bóstwami. — Cane westchnął. Wciąż miał takie przeczucie, że mówi zbyt dużo. Że niedługo wyjawi jakieś wielkie sekrety, czy coś. Zawsze trzeba być ostrożnym.
— Świeże powietrze! — krzyknęła radośnie po chwili milczenia Kayla.
— Wreszcie. — Niebieskooki odetchnął z ulgą. Teraz tylko jeszcze szukać wyjścia. Tym razem przy rozwidleniu skręcili w prawo. Oby tam nie było żadnych zombiaków.
Po kilkunastu minutach ukazało się wyjście. Czarnowłosa podbiegła do niego i rozłożyła szeroko ręce. Roześmiała się. Niebieskooki również wybuchł śmiechem. W przypływie radości objął Kaylę. Po chwili jednak otrzeźwiał.
— Sorry — mruknął, odsuwając się od niej. Wyszedł z jaskini, uśmiechając się szeroko na widok słońca.
— Nic nie szkodzi — odparła. Nie wyglądała na obrażoną. — Hej, może miałbyś ochotę skoczyć ze mną na Ziemię? — zaproponowała.
— Hm...Nie, dzięki — mruknął rudowłosy. — To tak, jakbym ja ci zaproponował, żebyśmy wpadli na chwilę do Krainy Bezsensu. — Cane przez chwilę wpatrywał się w glebę. Z drugiej strony, nie mógł tu zostać. Słyszał, że jedna z kryjówek Nieśmiertelnych jest na Ziemi. Westchnął. — Albo wiesz, dobra — zgodził się.
— No, to teraz kwestia transportu — westchnęła Kay, wyciągając z paska komunikator. Coś przy nim pogmerała, aż w końcu na ekranie ukazała się twarz czarnowłosego faceta po trzydziestce. Nosił maskę tak samo jak dziewczyna.
— Darkwing! — rzucił radośnie.
— Z kim ty się znowu chędożyłeś, zamiast mi pomóc?! — wrzasnęła w odpowiedzi.
— Ciebie też miło widzieć — mruknął mężczyzna.
— Jeśli w przeciągu pół godziny się tu nie zjawisz, to wybiorę się tam do ciebie i skopię ci ten twój przeleciany przez wszystkie laski w Gotham tyłek! — warknęła, po czym się rozłączyła. Spojrzała już spokojnie na towarzysza.
— To był mój mentor, Nightwing — wyjaśniła z uśmiechem.
— Widzę, że dobrze się dogadujecie — skwitował niebieskooki.
— Nie moja wina, że jest męską dziwką — wzruszyła ramionami, siadając po turecku. — Teraz tylko trzeba poczekać.
***
Kolejny zjebany dzień. Najpierw wywalili ją ze szkoły, a potem z roboty. Żeby było weselej, to matka obwieściła, że jest biseksualna. Melanie otrzymała imię po jednej z jej kochanek.
Czarnooka przemierzała miasto na piechotę. Naprawdę, nie mogła mieć gorszego humoru w tym momencie. Miała w nosie to, że ludzie przechodzący obok niej zatrzymywali się ze zdziwieniem, widząc utapirowane rude coś z czarnymi pasemkami, ubrane jak goth i wrzeszczące na niektóre latarnie.
Skręciła na skrzyżowaniu i wryło ją w ziemię.
— No chyba sobie jaja robicie! — warknęła. Ulica, na której mieszkała, była zdemolowana, a na jej środku ktoś naparzał wielkiego potwora.
Ten ktoś był chłopakiem. Z całą pewnością. Jego niebieski irokez aż raził w oczy. Po chwili nieznajomy wyjął z kieszeni jakieś urządzenie i rzucił nim w...smokopodobne coś. Nic to nie dało.
Melanie po zastanowieniu zaczęła się przeciskać w stronę mieszkania. Przypadkowo kopnęła kogoś w nogę. Na szczęście dookoła był tłum i poszkodowany rzucił się nie na tą osobę, co trzeba. Rozgorzała walka, którą musieli zająć się pilnujący porządku policjanci. Dziewczyna spokojnie wyminęła motłoch i podążyła do domu. Niestety, gdy była już blisko, coś, a raczej ktoś na nią spadł.
Był to ten sam chłopak, który walczył z potworem. Leżeli razem na ziemi. Brązowooki natychmiast się otrząsnął i wstał.
— Najmocniej przepraszam — powiedział, podając dziewczynie rękę. Nie chwyciła jej. Wstała sama.
— Czyś ty zwariował? — warknęła.
— To nie było zamierzone. — Niebieskowłosy spojrzał na potwora, który właśnie zbliżał się w ich stronę. Zareagował natychmiastowo. Wysłał w jego stronę falę niewidzialnej energii. Smokocoś zniknęło. — Wreszcie się udało. — Chłopak odetchnął z ulgą.
Dziewczyna nie dała mu odpocząć - chwyciła go za ramię i pociągnęła w stronę jakiegoś budynku. Po szalonym biegu z przeszkodami znaleźli się na dachu.
— Nie pytam o samo stratowanie. Pytam o walkę z tym czymś — wyjaśniła, sapiąc.
— Potwór się tu pojawił, więc przyszedłem go pokonać. Nie obyło się bez strat i demolki, ale mogło być gorzej — wyjaśnił brązowooki. Dziewczyna westchnęła, przeczesując palcami swoją lwią grzywę.
— Nie wiem, czy wiesz, ale w tym momencie ponad połowa wojska w stanie zbiera już o tobie informacje, by potem cię zapuszkować — mruknęła.
— Tak? — Niebieskowłosy wydawał się być zakłopotany. — Dość niedawno przybyłem na Ziemię... — Westchnął. — Jakoś sobie poradzę...
— No, to wszystko wyjaśnia — skwitowała. — Słuchaj, tutaj sytuacja jest teraz dosyć napięta. Owszem, to co zrobiłeś było dobre, szlachetne i takie tam, ale... mamy stan wojenny. Kevamors znęca się nad ludem. Porywa bohaterów, by móc im zrobić pranie mózgu, a jeśli nie zechcą się do niego przyłączyć, to się ich pozbywa. Niebezpiecznie jest się wychylać — wyjaśniła.
— Rozumiem. — Brązowowłosy rozejrzał się nerwowo dookoła. Nie panikował, ale też nie był do końca spokojny. — Nie mam jak uciec — mruknął pod nosem.
— Może nie będziesz musiał wiać — wymruczała dziewczyna, wyjmując coś z torby. Wyjrzała ostrożnie za krawędź dachu, po czym gwałtownie się cofnęła. — Cholera, pełno glin — warknęła. Wystukała coś na urządzeniu i po krótkiej rozmowie otworzył się przed nimi portal.
— Nie bój się, będziesz bezpieczny — obiecała dziewczyna.
— Dziękuję — powiedział odruchowo diferyjczyk. Nawet nie wiedział, co dziewczyna planuje, ale mimo wszystko był wdzięczny, że próbuje go uratować.
— Nie ma sprawy — westchnęła w odpowiedzi, a portal za nimi zamknął się.
Znajdowali się w Titans Tower, które powoli i po cichu wracało do życia.
— Widzę, że przyprowadziłaś kolegę — uśmiechnęła się Kayla, zaplatając ręce na piersi na widok gości.
— Cześć — przywitał się z uśmiechem na twarzy brązowooki. Nagle pacnął się otwartą dłonią w czoło. — Nie zapytałem, jak masz na imię, nieznajoma dziewczyno — zwrócił się do swojej towarzyszki.
Rudowłosa wzruszyła ramionami.
— Pytasz o to prawdziwe czy to 'bohaterskie'?
— Znowu się zgrywasz? — roześmiała się Kayla, opierając się o Melanie. Ta wywróciła oczami.
— Mogą być oba. — Chłopak uśmiechnął się.
— Death Daughter — westchnęła zrezygnowana dziewczyna.
— A jest nie w humorze, bo nazwali ją Melanie. — Uśmiechnęła się czarnowłosa, za co oberwała sójkę w ramię.
Do pomieszczenia wszedł Cane. Zmierzył wszystkich w pokoju spojrzeniem, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na niebieskowłosym, zmrużył niebezpiecznie oczy.
— Bevan — powiedział. Chłopak nie miał się za czym schować.
— Ja — odparł po chwili. Westchnął.
— TY. — Rudowłosy zacisnął pięści. Po chwili je rozluźnił. Nie ma po co robić scen. Spojrzał na Melanie. Nic nie powiedział.
— Rozumiem, że mam pozostać w niewiedzy — wyszczerzyła się Kayla. Jej oddech był dziwnie świszczący, co doleciało do uszu DD. Czarnowłosa zbyła nieme pytanie machnięciem dłoni. — Nic takiego, po prostu Nightwing znowu nie miał czasu na obronę miasta.
Bev zainteresował się nagle całą sytuacją i zaczął wypytywać, o co chodzi. Rudowłosy przewrócił oczami.
— Nadal utrzymujesz, że twój opiekun prawny się puszcza? — spytała Mel, zasiadając na kanapie.
— Jak najbardziej.
— Aha. Fajnie tu macie — skomentował Cane. Tym razem to Bevan przewrócił oczami.
— Wręcz przezajebiście — skwitowała Kayla, przeciągając się. Z jękiem powróciła do poprzedniej pozycji. — Cholera...
— Dlaczego tak jęczysz? — mruknął niebieskooki.
— Pamiętasz te zombiaki i wybuch w jaskini? — odparła pytaniem na pytanie. Melanie spojrzała na nią zaskoczona. Cane wyszczerzył się w odpowiedzi.
— Jak najbardziej pamiętam.
— Więc pewnie pamiętasz, jak w którymś momencie wygrzmociłam o skałę — wyjaśniła Darkwing.
— Wolę nie wiedzieć. — Rudowłosa podniosła ręce w geście poddania się.
— W którym momencie? — Chłopak podszedł do czarnowłosej.
Bevan patrzył na tą wymianę zdań z boku.
— Po twojej minie wnioskuję, że... — zwrócił się do Cane'a. Nie zdążył jednak dokończyć, bo rudowłosy obdarzył go zimnym spojrzeniem. Bevan zdjął z pleców swój plecak. Wyjął z niego jakąś fiolkę z przezroczystym płynem.
— To działa na wszystko — powiedział, rzucając w jej stronę przedmiot. Cane złapał go w locie i podał Kayli.
— Dzięki — powiedziała czarnowłosa i wypiła wszystko za jednym razem. Bevan podszedł do Melanie.
— Dziękowałem ci już za ratunek? — zapytał.
— Yup — odparła Death Daughter, przymykając oczy. — A tak swoją drogą, to gdzie właściciel tego dobytku?
— Przesłuchuje kogoś — wzruszyła ramionami Kayla. Po chwili dotarł do niej sens jej własnych słów. Wybiegła w tempie ekspresowym z salonu. Cane wyszedł z pomieszczenia za nią. Bevan i Melanie zostali sami.
Death rozłożyła się wygodniej na kanapie. Niebieskowłosy usiadł koło niej.
— Jesteś bardzo interesującą osobą — rzucił w jej stronę. Spojrzała na niego zdziwiona.
— Um... dzięki?
— Nie, naprawdę. Opowiedz mi coś o sobie. — Bev nie wyglądał na zakłopotanego.
— A co byś chciał usłyszeć? — mruknęła.
— Wszystko. — Bevan uśmiechnął się lekko. — A przynajmniej to, co możesz opowiedzieć. — Patrzył na dziewczynę z zainteresowaniem, jakby była jedyną osobą na świecie.
— Lubię frytki — stwierdziła po chwili ciszy. Brązowooki roześmiał się.
— Ja też — powiedział. — Co jeszcze?
— Hm... lubię się bić. I przytulać. I pić herbatę — dodała. Uśmiech Bevana stawał się coraz szerszy z każdym słowem dziewczyny. — A ty co lubisz? - Przewróciła się na brzuch i spojrzała w oczy chłopakowi. — Tak przy okazji, masz ładne oczy. Lubię brązowy kolor.
— Ty też — odparł niebieskowłosy. — Ja lubię...cóż, walczyć. Podróżować. Strzelać z kuszy. No i czasem kogoś przytulić. — Chłopak uśmiechnął się ciepło. Uniosła obie brwi.
— To jakaś aluzja...?
— Może.- Bev westchnął. — Zależy, czy chcesz, żeby to była aluzja.
W tej chwili do salonu wpadła Darkwing, ciągnąc za sobą pokrwawionego Nightwing'a. Podeszła do ściany i zaczęła uderzać jego głową o nią.
— Ile. Razy. Ci. Mówiłam. Że. Podejrzanych. Się. Przesłuchuje. A nie. Z nimi. Pieprzy?! — warknęła w rytm łamania kości czaszki mężczyzny. Cane przyszedł tuż za nią, z uśmiechem na twarzy. Oparł się o ścianę, dopingując dziewczynę.
— Dobra, kochana. Starczy. — Death siłą oderwała rękę czarnowłosej od zmasakrowanej głowy Nightwing'a. Dziewczyna warknęła, kopnęła mężczyznę i wybiegła. Cane spojrzał na mężczyznę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili ruszył za dziewczyną.
Znalazł ją w głębi korytarza. Siedziała przy drzwiach swojego pokoju, skulona. Płakała. Natychmiast do niej podbiegł. Usiadł koło czarnowłosej i otoczył ją ramionami.
— Ćśśś... — powiedział, głaszcząc ją po głowie.
— Jak on mi może to robić? — wyszeptała, nieporadnie ocierając łzy.- Jest moim prawnym opiekunem, uczył mnie od piętnastego roku życia. Mówił, że bohaterowie mają być wzorem dla innych; nadzieją, która nigdy nie zgaśnie. A tymczasem co? Dał się skurwić i sponiewierać tak, że każda byle prostytutka może tu przyjść, a on ją przyjmie z otwartymi ramionami! Podczas gdy on się pieprzy z kimś po kątach, to ja odwalam za niego robotę. I wiesz, jak mi podziękował? Kazał przestać, bo się nim wojsko zainteresowało! Skurwiel. Odebrał mi wszystko, w co wierzyłam, to co mi zostało? — załkała.
— Kayla, nikt nie może ci odebrać tego, w co wierzysz. Mogą cię zdać na próby, próbować zmusić do zrobienia czegoś wbrew tobie, ale...Tego, w co wierzysz, nie mogą zabrać. — Rudowłosy wciąż głaskał ją po włosach. — Jesteś naprawdę silną dziewczyną. Jesteś bohaterką. Po prostu...wierz, w to co wierzysz i nie pozwól, żeby ktokolwiek sprawił, że zwątpisz. Nawet ktoś, kto cię wychowywał. — Cane nie uśmiechnął się, jego twarz nie drgnęła. W jego głosie słychać było determinację.
Dziewczyna schowała twarz w dłoniach, po czym pokręciła głową.
— Co ja tu jeszcze robię?
— Żyjesz. Nie dajesz przeciwnościom losu wygrać. Do diabła, jesteś lepszą bohaterką od tego gościa. Dużo lepszą. Jesteś odważna. — Cane pogłaskał ją po policzku. — Nie spieprz tego — dodał czule. Kay zdjęła maskę, by móc dokładniej wytrzeć łzy. — Masz ładne oczy — stwierdził rudowłosy. Ot tak, jakby to był oczywisty fakt.
— Dzięki — wyszeptała, pociągając nosem. Spojrzała w jego niebieskie tęczówki i uśmiechnęła się słabo. — Dziękuję.
— No, a teraz wstawaj, moja bohaterko. — Cane uśmiechnął się szeroko i podniósł z ziemi, podając czarnowłosej rękę.
* * *
Drogie panie, oto najlepszy sposób na zdobycie faceta — rozwalcie komuś nos :D!
Pisane z Mejką :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz