Stoją w swoich garniturach i swoich krawatach
Noszą je tylko, kiedy są na oczach społeczeństwa
Ponieważ są oszustami i wiedzą o tym
Ale nie chcą byś wiedział o tym,
Że w środku są tylko ludźmi, jak Ty
Więc stoją na swoich podestach
Obok rozłożonych kwiatów
[...]i czcimy ich jak idoli
[...]
Nie płacz zbyt długo,
Nasz czas powoli się zbliża
[We As Human — After The Fall ]
"Skąd ona się wzięła?" – Thunderbird zdjęła swoją maskę w kształcie ptasiego dziobu i odłożyła ją na stół. Westchnęła, przecierając oczy.
"Nikt nic nie wie, nikt nic nie słyszał, a wszyscy widzieli. Z powietrza to się nie wzięła, Kevamorse musiał ją wcześniej znać. Inaczej nie powierzyłby jej funkcji głównodowodzącego jego najlepszego oddziału." – Rozsunęła zamek błyskawiczny czarnej, opancerzonej kurtki bojowej, po czym zsunęła ją z siebie. Przez chwilę obserwowała w lustrze głębokie blizny na swoim brzuchu, dekolcie i ramionach. W końcu założyła czarną bluzkę z długim rękawem.
"Kim ty do cholery jesteś, Harpio?" – Wciągnęła na głowę czarną kominiarkę i sięgnęła po pas z bronią. Rzadko go nosiła ze względu na to, że zazwyczaj do walki wystarczała jej peleryna z piór.
— Grzmocie... — Dziewczyna błyskawicznie odwróciła się do tyłu, celując w intruza pierwszą rzeczą, jaka wpadła jej w ręce. Corvus nie był przygotowany na taką ewentualność, więc udało mu się zatrzymać mocą śrubokręt dopiero kilka milimetrów od swojej szyi. — Ja też się cieszę, że cię widzę.
— Chyba zrobię wam kurs czytania ze zrozumieniem — mruknęła podirytowana, ponownie sięgając po pas. Zapięła go na biodrach. — Napisałam wam po angielsku, polsku, w suahili, łacinie i w języku ludu z Azarath pięknymi, drukowanymi literami "NIE WCHODZIĆ", a ty nadal nie zrozumiałeś.
— Dobra, dobra, nie czepiaj się. — Chłopak zapewne wywrócił oczami. Przez symbiont na jego głowie nie szło za bardzo nic dostrzec. — Dark kazała się zapytać, co mamy robić z Enigmą, jak już się obudzi.
— Przesłuchać go, ogłuszyć, pozbawić wspomnień z pobytu tutaj i odstawić cichcem do Gotham — odparła spokojnie, zakładając specjalnie wyciszane buty przypominające baletki. Chłopak przekrzywił głowę.
— Wybierasz się gdzieś? — Corvus najwyraźniej nie zamierzał wyjść. Oparł się plecami o framugę i splótł dłonie na piersi. Kobieta zmierzyła go zimnym spojrzeniem.
— Jak tak stoisz, to wyglądasz jak pedał — stwierdziła. Mężczyzna zacisnął palce na ramionach.
— Dzięki, Thunder. Nie ma to jak akceptacja w grupie — warknął i przeniknął przez ścianę. Zamaskowana przez chwilę wpatrywała się zdziwiona w miejsce, w którym zniknął przyjaciel.
"A temu to co?" – Po chwili wzruszyła ramionami i ruszyła do wyjścia, "chowając" swoją pelerynę z piór.
* * *
Doktor skinął głową na pożegnanie przesłuchiwanemu znajomemu i ruszył długim, dobrze oświetlonym korytarzem w stronę holu. Ten dzień był naprawdę męczący.
— Przepraszam... — odezwał się ktoś za nim. Westchnął cicho i odwrócił się, stając oko w oko z wysoką blondynką w mundurze. Jak jej było...
— Thalia Logan, tak? — spytał dla pewności. Kobieta skinęła głową. — W czym mogę pomóc?
— Chciałabym zadać panu jeszcze kilka pytań uzupełniających.
— Pani wybaczy, ale nie śpię już trzecią dobę, rozumie pani... — Uśmiechnął się słabo. Był pewny, że wygląda jak ćpun po pierwszym tygodniu głodu.
— To nie zajmie dużo czasu. Tylko kilka pytań, dobrze? — Uśmiechnęła się przymilnie. Kiedyś ten uśmiech pewnie by go rozczulił, teraz jednak doktor Jason Grace poczuł narastające zirytowanie.
— O co chodzi? Wszystko, co sam wiem, powiedziałem policji — oświadczył.
— Chcę tylko wiedzieć, skąd ta dziewczynka mogła wziąć nóż. Poza tym miała lekkie porażenie obu rąk, więc jak udało jej się pociąć tak równo? — spytała kobieta, chowając ręce w kieszeniach spódnicy. Włączyła dyktafon, ukryty w jednej z nich.
— Na drugie pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, natomiast co do noża... Podejrzewam niedopatrzenie ze strony ochrony, która pilnowała ciszy nocnej — wyjaśnił, starając się nie ziewać. Resztkami sił zmuszał się do zachowania chociaż odrobiny trzeźwego myślenia, by nie powiedzieć czegoś, co mogłoby go narazić na nieprzyjemności.
— Dziękuję. Może już pan iść. Do widzenia i życzę miłego odpoczynku. — Umundurowana skinęła głową i ruszyła w stronę swojego kolegi z pracy. Poszeptali przez chwilę między sobą, sprawdzili, czy pokój samobójczyni jest dobrze zabezpieczony taśmą policyjną, po czym pożegnali drugiego lekarza i ruszyli korytarzem w przeciwną stronę. Prawdopodobnie szli obejrzeć nagranie z kamer.
Jason wpatrywał się przez chwilę w ich sylwetki, po czym po prostu odwrócił się na pięcie, ziewnął rozdzierająco i ruszył przed siebie.
Gdy tylko korytarz opustoszał, metalowa kratka osłaniająca przewód wentylacyjny w pokoju wypadła. Tajemnicza postać zdążyła ją w porę złapać, nim przedmiot huknął o podłogę. Zwinne palce sprawnie manewrowały, by odstawić metal w miarę bezpieczne miejsce i nie zostać zdemaskowanym przez hałas. Po kilku minutach z przewodu wysunęła się głowa. Twarz włamywacza była osłonięta przez maskę o przerażającym uśmiechu, przypominającą skrzyżowanie diabła z kobrą królewską. Postać rozejrzała się dookoła, po czym cicho wsunęła się do pokoju. Dopiero po sylwetce można było rozpoznać we włamywaczu kobietę.
Black Harpy wstawiła kratkę na poprzednie miejsce, po czym delikatnie stąpając, podeszła do łóżka. Trup został już wcześniej wyniesiony, zostały po nim tylko ślady krwi na pościeli i wykładzinie.
Kobieta uśmiechnęła się półgębkiem na ten widok i wzięła w dwa palce nóż z drewnianą rączką, który nosił jeszcze ślady niedawnego samobójstwa.
"Jason się postarał. Ciekawe, jak udało mu się namówić policję, by niczego tu nie dotykali" — przemknęło jej przez głowę. Wyjęła z kieszeni foliową, hermetycznie zamykaną torebkę i włożyła do niej nóż. Poczuła delikatne drżenie za uchem. Potarła tamto miejsce palcem.
— Tu B-79. Czego chcecie? — wyszeptała cicho. Wywróciła oczami, gdy usłyszała odpowiedź. — Dobra, dobra, szacunek kiedy indziej. Powiedz mi lepiej, gdzie ich znajdę i jak wyglądają. — Ruszyła w stronę swojej drogi ewakuacji. Nie zauważyła delikatnie uchylonych drzwi szafy, z których wysunął się mały, czarny pająk. Stworzenie bez problemu dogoniło kobietę i niepostrzeżenie dostało się na jej maskę. Gdy zwierzę znalazło dogodne miejsce, przetransformowało się w malutki krążek. Ten z kolei przyczepił się do materiału tak, że nawet po dokładnym przyjrzeniu się nie można było go dostrzec.
Jason wpatrywał się przez chwilę w ich sylwetki, po czym po prostu odwrócił się na pięcie, ziewnął rozdzierająco i ruszył przed siebie.
Gdy tylko korytarz opustoszał, metalowa kratka osłaniająca przewód wentylacyjny w pokoju wypadła. Tajemnicza postać zdążyła ją w porę złapać, nim przedmiot huknął o podłogę. Zwinne palce sprawnie manewrowały, by odstawić metal w miarę bezpieczne miejsce i nie zostać zdemaskowanym przez hałas. Po kilku minutach z przewodu wysunęła się głowa. Twarz włamywacza była osłonięta przez maskę o przerażającym uśmiechu, przypominającą skrzyżowanie diabła z kobrą królewską. Postać rozejrzała się dookoła, po czym cicho wsunęła się do pokoju. Dopiero po sylwetce można było rozpoznać we włamywaczu kobietę.
Black Harpy wstawiła kratkę na poprzednie miejsce, po czym delikatnie stąpając, podeszła do łóżka. Trup został już wcześniej wyniesiony, zostały po nim tylko ślady krwi na pościeli i wykładzinie.
Kobieta uśmiechnęła się półgębkiem na ten widok i wzięła w dwa palce nóż z drewnianą rączką, który nosił jeszcze ślady niedawnego samobójstwa.
"Jason się postarał. Ciekawe, jak udało mu się namówić policję, by niczego tu nie dotykali" — przemknęło jej przez głowę. Wyjęła z kieszeni foliową, hermetycznie zamykaną torebkę i włożyła do niej nóż. Poczuła delikatne drżenie za uchem. Potarła tamto miejsce palcem.
— Tu B-79. Czego chcecie? — wyszeptała cicho. Wywróciła oczami, gdy usłyszała odpowiedź. — Dobra, dobra, szacunek kiedy indziej. Powiedz mi lepiej, gdzie ich znajdę i jak wyglądają. — Ruszyła w stronę swojej drogi ewakuacji. Nie zauważyła delikatnie uchylonych drzwi szafy, z których wysunął się mały, czarny pająk. Stworzenie bez problemu dogoniło kobietę i niepostrzeżenie dostało się na jej maskę. Gdy zwierzę znalazło dogodne miejsce, przetransformowało się w malutki krążek. Ten z kolei przyczepił się do materiału tak, że nawet po dokładnym przyjrzeniu się nie można było go dostrzec.
* * *
29 lipca 2014, Jump City:
Richard uwielbiał się dobrze bawić.
Tego feralnego wieczoru znów zabrało mu się na wspomnienia. W jego głowie ciągle pojawiały się sceny z jego życia: zdradzenie Starfire najpierw z Bestią, a potem Raven, wypadek Cyborga, śmierć BB, odejście Raven z drużyny, słowa Gwiazdki, gdy go rzucała... To wszystko cholernie bolało.
Mężczyzna pociągnął kolejny łyk wódki prosto z butelki, obserwując pusty o tej porze salon. Kayla powinna już dawno spać. Nikt nie powinien zauważyć jego zniknięcia.
Niespodziewanie Richard odchylił się do tyłu i roześmiał na cały głos. To genialny pomysł! Zniknie, tak jak to zrobiły wszystkie ważne dla niego osoby! Zostanie prawnikiem, księżniczką na jakiejś cholernej planecie lub biznesmenem, albo po prostu będzie pił do upadłego i wpadnie pod jakiś samochód!
Nie! On zrobi coś lepszego... Coś bardziej orginalnego. Nikt mu już nie powie, że nie potrafi wziąć byka za rogi! Żaden z tych jebanych szczurów już go nie oskarży o bycie nieudacznikiem i ciotą, która sama spieprzyła sobie życie! Tak!
— Zobaczycie jeszcze wszyscy! Ja, Richard 'Dick' James Grayson skopię każdego, kto jeszcze raz spróbuje cokolwiek o mnie złego powiedzieć! — wrzasnął, zrywając się z krzesła. Wypił resztę alkoholu, z trzaskiem odstawił pustą butelkę na stół i ruszył ku drzwiom. O dziwo, jeszcze się nie zataczał.
— Lata praktyki, dziwki! — rzucił na głos, chociaż sam nie miał pojęcia, do kogo mówi.
Niespodziewanie Richard odchylił się do tyłu i roześmiał na cały głos. To genialny pomysł! Zniknie, tak jak to zrobiły wszystkie ważne dla niego osoby! Zostanie prawnikiem, księżniczką na jakiejś cholernej planecie lub biznesmenem, albo po prostu będzie pił do upadłego i wpadnie pod jakiś samochód!
Nie! On zrobi coś lepszego... Coś bardziej orginalnego. Nikt mu już nie powie, że nie potrafi wziąć byka za rogi! Żaden z tych jebanych szczurów już go nie oskarży o bycie nieudacznikiem i ciotą, która sama spieprzyła sobie życie! Tak!
— Zobaczycie jeszcze wszyscy! Ja, Richard 'Dick' James Grayson skopię każdego, kto jeszcze raz spróbuje cokolwiek o mnie złego powiedzieć! — wrzasnął, zrywając się z krzesła. Wypił resztę alkoholu, z trzaskiem odstawił pustą butelkę na stół i ruszył ku drzwiom. O dziwo, jeszcze się nie zataczał.
— Lata praktyki, dziwki! — rzucił na głos, chociaż sam nie miał pojęcia, do kogo mówi.
* * *
Tak, krótkie. Tak, kazałam wam czekać cholernie długo na coś takiego i bardzo, bardzo was za to przepraszam. Wiem, to jest rozdział nudny jak cholera. Wybaczycie :3?
Pod poprzednim postem nadal możecie zadawać pytania swoim ulubionym bohaterom. Śmiało, nie wstydźcie się ;).
EDIT: Richard narąbany jak... no, jak on <3. Lovely.
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńLol, ile błędów. Ale mam nadzieję, że zczaisz, o co chodzi w tej chaotycznej wypowiedzi. XD
UsuńUgh x.x Ja i mój spryt w przeglądaniu komentarzy x.x Błagam, niech mi ktoś zabierze przycisk "usuń", gdy chcę na coś odpowiedzieć.
UsuńI nie, Thunder nie wie ^^