niedziela, 12 listopada 2017

Cień I — Preludium

Przez te wszystkie lata współdzielenia przestrzeni z Raven, Bestia nauczył się kilku przydatnych umiejętności, takich jak prasowanie, nie mieszanie brudnych skarpetek z naczyniami w zmywarce, korzystania z odkurzacza czy ukrywania śmieci w miejscach, do których nikomu nie przyszłoby do głowy zaglądać. Jedyne, czego wciąż nie potrafił wyczuć, to jej nagłe pojawianie się za jego plecami.
Chłopak grał sobie spokojnie na konsoli, wcinając nachosy z sosem serowym i zapijając je colą, kiedy nagle poczuł cios w tył głowy. Uderzenie było na tyle mocne, że zmiennokształtny wylądował twarzą na stoliku do kawy.
— Hej! — wrzasnął, podnosząc się i rozcierając obolałe czoło. — Co to miało być?!
Raven stała za kanapą. Splotła ręce na piersi, patrząc wyczekująco na przyjaciela.
— No co? — Bestia usiadł na podłodze, dramatycznie zasłaniając twarz dłonią i macając podłoże dookoła siebie w poszukiwaniu kontrolera. Nie dane było mu jednak powrócić do gry, gdyż pożądany przedmiot, niesiony mocą Rae, poszybował aż pod sam sufit. — Nie możesz powiedzieć, o co ci chodzi?
— Narobiłeś bałaganu — rzuciła sucho, w dalszym ciągu wgapiając się w niego.
— I? Oddaj pada. — Wpakował sobie do ust kolejną garść nachos.
— Najpierw posprzątasz. — Paczka z przekąską oraz butelka coli znalazły się tuż obok kontrolera, a Raven zmrużyła oczy. — Ma dzisiaj do nas przyjechać bohater z innego miasta i umawialiśmy się, że do tego czasu nikt nie korzysta z salonu, żeby choć przez pięć minut było tu czysto.
— Oj już nie przesadzaj, nie jest tak źle. Poza tym, ona jest jakaś wyjątkowa, że nie widziała kilku okruszków na kanapie? — Bestia przeciągnął się, po czym zamienił się w węża i wpełzł na kanapę.
— Czy ty się bawisz w jakieś zawody, by przekonać wszystkich naszych znajomych, że Tytani to największe flejtuchy na świecie? — spytała ironicznie, teleportując zabrane przedmioty w bezpieczne miejsce.
— Rae, nie bądź taka! — zaskomlał, powracając do swojej normalnej formy. Padł przed dziewczyną na kolana, obejmując jej nogi i wlepiając proszące spojrzenie w jej twarz.
— Oddam ci rzeczy, jak tu posprzątasz — oświadczyła Raven, wywracając oczami na widok marnych starań Bestii. Tymczasem drzwi prowadzące do salonu otworzyły się i stanął w nich lider drużyny z komunikatorem w dłoni.
— Dzwonił Silent, zaraz będą na mie-...— Na chwilę zamilkł, widząc rozgrywającą się przed nim scenę. W końcu wzruszył ramionami i schował komunikator. — Szczerze powiedziawszy, to już nawet nie chce mi się pytać.
— Bestia znowu naśmiecił — wyjaśniła łaskawie Raven, próbując odkleić przyjaciela od swoich nóg za pomocą magii. Lider pokiwał z politowaniem głową, po czym stwierdził, że najlepszym sposobem na zachowanie zdrowego rozsądku w tym domu wariatów będzie zaszycie się za aneksem kuchennym w poszukiwaniu czegoś do picia.
Do salonu wleciała Gwiazdka, trzymając w objęciach śpiącego Jedwabka. Wylądowała tuż przed oknem, podskakując z ekscytacji. Dotknęła dłonią zimnej szyby, wpatrując się w oświetlony podjazd.
— Już tu są! — oznajmiła radośnie, wskazując na parkujący przed wieżą samochód.  — Będziemy mieć nowych przyjaciół, Jedwabku! — Zakręciła się wokół własnej osi, po czym wystrzeliła jak strzała w stronę drzwi. Reszta Tytanów ruszyła za nią.
Tymczasem para przyjezdnych opuściła pojazd, by wyładować z bagażnika bagaże.
— Jesteś pewna, że zostajesz? — Silent, nieprzekonany do pomysłu przyjaciółki, przerzucił sobie torbę podróżną przez ramię. Po plecach przeszedł mu dreszcz. Cały czas podskórnie przeczuwał, że pozostawienie jej na chociaż kilka dni bez opieki skończy się źle. A może to po prostu zimne, nocne powietrze.
— Daj spokój, głupio byłoby im teraz odmówić. Poza tym posiedzę tu z tydzień lub dwa maksymalnie, zrobię co mam do zrobienia i wracam, dacie sobie radę beze mnie w tym czasie. — Shadow puściła do niego oko, stawiając walizkę na podjeździe. Odgarnęła z twarzy fioletowo-zielone pasmo włosów i odetchnęła głęboko. — Jestem już dużą dziewczynką, uwierz trochę we mnie. — Spojrzała mu głęboko w oczy.
— To nie chodzi o to. Oczywiście że w ciebie wierzę! Tylko… — zaprzeczył błyskawicznie chłopak, ale zamarł pod wpływem spojrzenia przyjaciółki. Ta tylko uniosła brew, a na jej twarzy pojawił się kpiący uśmieszek.  — Dobra, słuchaj. Jak tylko będzie działo się coś złego, to masz dzwonić, jasne? Ogółem masz do nas dzwonić.
— Dobrze, panie kapitanie. — Zasalutowała, po czym roześmiała się. Silent również lekko się uśmiechnął, przyglądając się przyjaciółce. Zamknął bagażnik i odwrócił się twarzą w stronę wieży. Ujrzał Tytanów zbliżających się w ich kierunku.
Przybyłych jako pierwsza dopadła Gwiazdka, która wręcz musiała wyściskać nowych znajomych. Podczas gdy dziewczyny skupiły się na podziwianiu śpiącego Jedwabka, do Silenta podszedł Robin.
— Gdzie reszta drużyny? — spytał, wymieniając z nastolatkiem mocny uścisk dłoni.
— Nie mogliśmy zostawić miasta kompletnie bez opieki. — Silent uśmiechnął się uprzejmie, witając również pozostałych Tytanów. — Mam nadzieję, że obecność Shadow okaże się przydatna.
— To zabrzmiało źle — mruknęła brunetka, a kiedy myślała, że nikt nie patrzy, pokazała mu język. Lider wywrócił oczami na ten widok.
— Na pewno. Razem z Shadow powinniśmy raz dwa rozwiązać sprawę — zapewniła go Raven. Przybysze chwycili za bagaże i cała grupa ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
— Z tego, co słyszałem, chodzi o masowe morderstwa? — zapytał dla pewności lider Nightwatch. Robin lekko się skrzywił.
— Tak, ale lepiej nie poruszać tego tematu poza wieżą — wyjaśnił. — Nigdy nie wiadomo, kto może podsłuchiwać. Dodatkowo mieszkańcy miasta są już mocno zaniepokojeni. Jeśli dorzucić jeszcze te szkolenia Cyborga w Lidze Sprawiedliwości…
— Nic dziwnego, że zwróciliście się po pomoc do nas — domyślił się Silent. Jego rozmówca kiwnął twierdząco głową. Podszedł do panelu widniejącego przy drzwiach i otworzył je za pomocą kodu. — Witajcie w Wieży T.
Podekscytowana Shadow jako pierwsza przekroczyła próg budowli, rozglądając się z zaciekawieniem dookoła.
— Czadowo tu macie! — rzuciła. Bestia w tym czasie przywołał windę, do której wpakowali się wszyscy naraz oprócz Silenta. Ten zdjął z siebie torbę, którą odebrał od niego Robin.
— Nie wejdziesz z nami na górę? — zapytał, zaskoczony. Znajomy pokręcił przecząco głową.
— Powinienem jak najszybciej wracać do drużyny — wyjaśnił. Shadow przepchnęła się do przodu, by móc go przytulić po raz ostatni. — Wracaj do nas szybko — wymruczał w jej włosy, poklepując ją niezręcznie po plecach.
— Też będę tęsknić. — Nie wiedzieć kiedy, odsunęła się od niego, cmoknęła go lekko w policzek, po czym wskoczyła z powrotem do windy. Pomachała zaskoczonemu przyjacielowi, szczerząc się szeroko, po czym zniknęła za zamkniętymi drzwiami.
Silent stał jeszcze chwilę w tym samym miejscu jak zamurowany. Przyłożył dłoń do policzka, na którym jeszcze czuł jej ciepło. W końcu uśmiechnął się i ruszył w drogę powrotną, nucąc coś cicho pod nosem.
Tymczasem Tytani oraz powód całego zamieszania wysypali się z windy na korytarz. Robin odebrał od Shadow resztę bagażu, a pozostała część grupy ruszyła do salonu.
— Macie tu naprawdę fajnie. I ten widok! — Shadow natychmiast znalazła się przy wielkim oknie, podziwiając spokojne morze oraz wypatrując znanego jej samochodu na moście prowadzącym do miasta. — Cudne!
— A jak wygląda wasza baza? — Raven po kryjomu zgarnęła wyczarowaną zmiotką okruchy z kanapy, po czym wsypała je do otwartej za pomocą siły paszczy Beast Boya. Ten z radością wszystko przeżuł i połknął. Dziewczyna skrzywiła się na ten widok.
— O, mieszkamy w starej szkole w centrum miasta. Chcieli ją kiedyś wyburzyć i zbudować w jej miejsce centrum handlowe, ale oddali ją nam za zasługi dla miasta. Wyremontowaliśmy ją sami w miarę możliwości. — Shad usiadła po turecku na kanapie. — Nie mamy co prawda takich czadowych widoków jak wy, ale przynajmniej wszędzie jest blisko.
— Jesteś głodna, przyjaciółko? — Gwiazdka odłożyła Jedwabka na kanapę. — Musisz być bardzo zmęczona po takiej podróży. Chcesz może coś do picia?
— Nie, dziękuję, nie potrzebuję niczego. — Shad uśmiechnęła się w podziękowaniu, głaszcząc gaworzącego stwora po grzbiecie. Raven zajęła miejsce obok niej.
— Może chcesz się zdrzemnąć? — Jak zwykle troskliwa Star nie dawała za wygraną.
— Może za chwilę. Najpierw chciałabym się dowiedzieć konkretnie, dlaczego tu jestem i w jaki sposób mogę wam się przydać. — Nowa znajoma związała włosy w niedbały kok.
— Jak wcześniej już wspominaliśmy, chodzi o serię morderstw — odezwał się lider, który właśnie wszedł do pomieszczenia. Bestia usiadł na podłodze przy nogach Raven, a Gwiazdka zajęła miejsce po przeciwnej stronie kanapy. Robin podszedł do komputera i już po chwili przed drużyną wyświetlały się zdjęcia z miejsc zbrodni. Reszta Tytanów widziała je już wielokrotnie, natomiast Shadow zasłoniła usta dłonią.
— Boże… — wydusiła z trudem.
Każde zdjęcie przedstawiało powykrzywiane zwłoki młodych osób, głównie nastolatek. Ich kończyny powyginane były pod różnymi, nienaturalnymi kątami. Część z nich nosiła na rękach ślady po sznurach, cała reszta wciąż miała zawiązane na kończynach cienkie stalowe linki. Twarz każdej ofiary była idealnie czysta, wykrzywiona z przerażenia. Shadow nie dostrzegła żadnych ran, choć wokół niektórych zwłok widoczne były kałuże krwi.
— Na samym początku ofiarami były nastolatki uzależnione od narkotyków. Jedna z nich należała nawet do gangu. — Robin przybliżył jedno ze zdjęć. — Policja początkowo podejrzewała przedawkowanie, co potwierdzały badania. Oprócz śladów po sznurach na nadgarstkach i tych czystych twarzach nie było w tym nic dziwnego, ale żadne wyjaśnienie nie wydawało się zbyt logiczne. Dopiero później zabójca zaczął ustawiać ciała za pomocą linek. Dodatkowo wiek i płeć mordowanych również zaczęły się różnić. — Kolejne zdjęcie przedstawiało starszą, lekko siwą kobietę w pozycji stojącej, przywiązaną za pomocą cienkich linek do stalowego słupa. Jej pokryta zmarszczkami twarz wykrzywiona była w przerażającym uśmiechu. — To trzecia znana nam ofiara.
— Ja ją znam — wypaliła niespodziewanie Shad. Raven zerknęła porozumiewawczo na Robina, po czym lekko kiwnęła głową. — To była dyrektorka sierocińca, odeszła chwilę po tym, jak dołączyłam do Nightwatch. Ale co ona robi w Jump City?
— Z naszych danych wynika, że przyjechała tutaj opiekować się swoją starszą przyjaciółką. — Robin odchrząknął i przełączył zdjęcie. — A jego kojarzysz?
Na zdjęciu widniał młody mężczyzna, prawdopodobnie student. Został przywiązany do pobliskich przedmiotów w taki sposób, że wyglądał niczym baletnica w trakcie obrotu. Jego blond włosy zlepione były zaschniętą krwią. Od lewej brwi aż po kość policzkową biegła po jego twarzy idealnie równa szrama.
— Nie jestem pewna. Mam wrażenie, że kiedyś go już widziałam, ale nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie. — Shadow zmarszczyła brwi. — Dlaczego pytasz?
— Każda z dotychczasowych ofiar była w jakiś sposób powiązana z sierocińcem, z którego pochodzisz.  — Zdjęcia co chwilę się zmieniały, ukazując coraz to nowsze zwłoki w coraz dziwniejszych pozach. — Dwie pierwsze dziewczyny, dyrektorka, ten chłopak czy bliźniaczki, zaadoptowane przez pastora, którego przeniesiono do naszego miasta kilka lat temu; kolejnych dwóch mężczyzn i kobieta, która w rejestrze figurowała kiedyś jako jedna z opiekunek. Wszystkie zamordowane osoby łączy tylko sierociniec.
— One wyglądają jak marionetki — wyszeptała zszokowana dziewczyna, rozmasowując skronie. Nie mogło jej się pomieścić w głowie, jak ktoś mógł zrobić coś takiego tym wszystkim ofiarom.
Na chwilę zapanowała cisza. Tytani milczeli, dając nowej koleżance czas na przyswojenie takiej ilości szokujących informacji. Shadow tymczasem schowała twarz w dłoniach, starając się powstrzymać płacz. Ktoś ewidentnie polował na ludzi, którzy pochodzili z tego samego miejsca, co ona. Tylko dlaczego?
— Ilu ludzi już nie żyje? — wydusiła w końcu, podnosząc głowę i odrywając dłonie od twarzy. Bestia delikatnie poklepał ją po ramieniu.
— Wiemy o dziewięciu.  Morderca zazwyczaj ukrywa zwłoki w bardzo rzadko uczęszczanych miejscach, więc znajdowane są po kilku, czasem kilkunastu dniach. Możliwe, że zabił kogoś jeszcze, a nikt ich jeszcze nie znalazł. — Robin usiadł na kanapie obok Shadow. — Wiemy, że to dla ciebie zapewne ciężki temat, ale poprosiliśmy cię o pomoc właśnie ze względu na to, że kiedyś mieszkałaś w sierocińcu i znałaś przynajmniej część z tych osób. Twoja wiedza powinna nam pomóc znaleźć dodatkowe połączenia między ofiarami i znaleźć sprawcę.
— Robin… nie obraź się, ale czy nie lepiej byłoby mi o tym powiedzieć, kiedy byłam w Porthaven? Sądzę, że o wiele bardziej przydałabym wam się będąc tam i badając sprawę na miejscu. — Shadow oparła łokcie na kolanach, wpatrując się w lidera drużyny. Ten zaprzeczył ruchem głowy.
— Do akt czy baz danych różnych instytucji mamy dostęp przez internet. Potrzebujemy cię na miejscu. Jesteśmy przekonani, że ofiary są połączone nie tylko ze względu na sierociniec, ale do tego potrzebujemy kogoś, kto tam był i może nam udzielić informacji, których nikt nie wpisuje do rejestrów. — Położył dłoń na jej ramieniu. — Shad…
— Daj… daj mi się z tym przespać, dobrze? — Jej posmutniałe oczy wyrażały rezygnację i zmęczenie. — Muszę to przemyśleć. Sierociniec to nie jest… temat, do którego chciałabym wracać. Na pewno nie w taki sposób. — Podniosła się i splotła ramiona na piersi. — Czy ktoś mógłby mi pokazać, gdzie mam dzisiaj przenocować? Czuję się zmęczona.
Raven wskazała ręką na drzwi prowadzące na korytarz i ruszyła za nową znajomą. W salonie został już tylko Robin, Bestia i Gwiazdka.
— Robinie? — zaczęła kosmitka, przyglądając się z zaniepokojeniem liderowi drużyny. — Dlaczego Shadow tak zareagowała? Nie chce nam pomóc?
— Nie jestem do końca pewny, Gwiazdeczko, ale z tego co mówił mi kiedyś Silent, nasza nowa znajoma miała dosyć ciężkie dzieciństwo i bardzo nie lubi o nim rozmawiać — wyjaśnił.
— Może być też tak, że boi się o to, że gdy wplącze się w tą sprawę, zabójca skupi się na niej — podsunął Bestia, rozkładając się na kanapie. Cichcem sięgnął po schowaną pod stołem kolejną paczkę nachos.
— Rozumiem. — Gwiazdka pogłaskała Jedwabka, który wpełzł na jej kolana. Uśmiechnęła się lekko, kiedy lider objął ją ramieniem i delikatnie pocałował w czoło. Choć na jego twarzy również gościł uśmiech, dziewczyna bez problemu mogła stwierdzić, że coś go męczy.
Robin wiedział o czymś ważnym, czym jednak nie chciał się z nikim podzielić. Zapewne dlatego tak bardzo nalegał, by to właśnie osierocona w dzieciństwie superbohaterka z Porthaven zgodziła się pomóc Tytanom rozwikłać tę skomplikowaną sprawę.
Musiał ją jeszcze tylko jakoś do tego przekonać.

***

Kiedy tylko ją zobaczył, kompletnie stracił rozum. Przypadkiem wpadł na nią w jednej z restauracji typu fast food, kiedy zamawiała hamburgera. Błyskawicznie przeprosił i oddalił się na bezpieczną odległość, by tylko nie musieć nawiązywać jakiegokolwiek bliższego kontaktu. Jego serce zaczęło bić w szaleńczym tempie. Dopiero gdy ukrył się w kącie sali wypełnionej po brzegi ludźmi, uspokoił się trochę. Wbił uważne spojrzenie szarych oczu w dziewczynę, próbując jednocześnie schronić swoją twarz w cieniu kaptura. W jego głowie panował kompletny chaos. Nie widzieli się, odkąd przygarnęła go Elizabeth. Jak to możliwe, że po tylu latach wpadł na nią tak po prostu w centrum obcego miasta?
Próbował uspokoić gonitwę myśli, przypatrując się spożywającej posiłek szesnastolatce. Trochę się zmieniła, odkąd się ostatnio widzieli. Niegdyś idealnie lśniące, czarne włosy pod wpływem zabiegów fryzjerskich straciły swój blask. Długie, pomalowane na neonowy róż paznokcie nosiły ślady notorycznego obgryzania. Kiedyś rumiana i wiecznie uśmiechnięta twarz poszarzała i zmarkotniała; pod oczami widać było sińce, które dziewczyna próbowała ukryć pod nieumiejętnie wykonanym makijażem.
Nastolatek westchnął ciężko i zacisnął pięści. Cała wściekłość, magazynowana przez ostatnie kilka lat, w jednej chwili wyparowała. Na jej miejscu pojawiła się za to litość. Przez jakie piekło musiała przejść, kiedy go nie było?
Otrząsnął się, gdy poczuł krople deszczu, wpadające mu za kołnierz. Stał pod przeciekającym daszkiem i czekał, aż obiekt jego zainteresowań wyjdzie ze sklepu, mieszczącego się po drugiej stronie ulicy, w którym co tydzień w środę robiła zakupy spożywcze.
“Rozwodzenie się nad przeszłością na pewno nic tu teraz nie pomoże” — skarcił sam siebie. “ Tym bardziej litość czy wątpliwości. Obiecałem sobie kiedyś, że zaopiekuję się nią najlepiej, jak tylko potrafię i zawaliłem na całej linii. Teraz mam okazję się poprawić.”
Obserwował ją już od kilku dobrych miesięcy, a ona dalej nie miała pojęcia o jego cichej obecności, choć zdecydowanie mogła poczuć wynik jego cichej pracy: pozbył się problemu w postaci dwóch dilerek, które szantażowały ją i załatwił za pomocą siatki znajomych lepszą pracę na pół etatu. Mimo to dziewczyna wciąż tonęła w długach, mieszkała w obskurnym, ciasnym mieszkaniu porośniętym pleśnią z nimfomanką i młodocianym alkoholikiem, który uciekł z domu; bywały dni, kiedy przez całą dobę zjadała tylko jedną, nędzną kanapkę z pomidorem. Nie mógł pomóc jej finansowo, ponieważ sam ledwo wiązał koniec z końcem, a przygarnięcie jej do siebie nie wchodziło w grę. Elizabeth wpadłaby w szał.
A jedynym, czego najbardziej w świecie nie chciał doświadczyć, był jej gniew.
Wzdrygnął się, próbując odgonić od siebie nieprzyjemne wspomnienie i utwierdzając się w przekonaniu, że podjęta przez niego decyzja jest słuszna. Dziewczyna wyszła akurat ze sklepu. Rozłożyła lekko sfatygowaną parasolkę w niebieskie i czerwone kwiaty, po czym ruszyła ulicą w stronę swojego lokum. Chłopak odczekał chwilę, po czym ruszył za nią, utrzymując odpowiedni dystans.
Szli tak dłuższy czas — on, starając się wtopić w tłum i udając zwykłego przechodnia, oraz ona, nieświadoma jego obecności. Po kilkunastu minutach takiego spaceru oboje znaleźli się w bardzo rzadko uczęszczanej przez innych części miasta, gdzie prowadził skrót do domu dziewczyny. Opuszczona fabryka i  otaczające ją kilka zamkniętych już o tej porze zakładów odstraszały przechodniów ziejącą pustką oraz mało przyjemną mieszanką zapachową zgnilizny, śmieci i ryb.
Nastolatek wbił ręce w kieszenie kurtki. Wyczuł pod palcami prawej dłoni plastik oraz chłód metalu. Uśmiechnął się smutno, przyspieszając. W krótkim czasie znacznie zmniejszył dystans pomiędzy nim a dziewczyną. Chciał wykrzyczeć jej imię, by się zatrzymała, spojrzała na niego, zauważyła go w końcu. Kilka lat rozłąki dało w końcu o sobie znać, zalewając go niepowstrzymaną falą tęsknoty.
W sumie i tak nie miał nic do stracenia.
— Sadie! — Nim zdążył pomyśleć, słowa wydobyły się z jego gardła. Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie, po czym powoli odwróciła w stronę śledzącego ją chłopaka. Wyglądała na przestraszoną.
— Tak? — spytała niepewnie, ściskając mocniej w dłoniach siatkę z zakupami. Normalny człowiek na jej miejscu raczej pomyślałby o ucieczce, niż o próbie rozmawiania z nieznaną osobą w ciemnej uliczce. Ale ten głos… Miała wrażenie, że już go kiedyś słyszała. Dawno, dawno temu. Głos bardzo bliskiej osoby.
Wpatrywała się tymi swoimi wielkimi, bladoniebieskimi oczyma w intruza. Nastolatek dopiero wtedy zorientował się, że Sadie może mieć kłopoty z rozpoznaniem go ze względu na znikome oświetlenie oraz jego czapkę z daszkiem. Zdjął ją z głowy i wciskając materiałowy przedmiot do tylnej kieszeni spodni, stanął w świetle znajdującej się pomiędzy nimi latarnii. Przybierający na sile deszcz spływał po jego rozgrzanej do czerwoności skórze. Chłopak czuł się, jakby dostał właśnie wysokiej gorączki.
Obserwował uważnie, jak wyraz twarzy dziewczyny zmienia się ze zdziwienia w niesamowitą radość. Jej oczy znów rozbłysły dawnym blaskiem, a usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
— Czy to ty? — zapytała z niedowierzaniem. Podeszła powoli do niego, jak gdyby bała się, że gdy tylko wykona jakiś nieodpowiedni ruch, stojący przed nią osiemnastolatek rozpłynie się w powietrzu.
Tak, jak to zrobił cztery lata temu.
— Tak, to ja — wydusił z trudem. Gardło miał ściśnięte od nadmiaru emocji. — Miło cię znowu widzieć, Sadie.
— Ale… ale jak? Jak mnie znalazłeś? Gdzie cię na tyle wcięło? Dlaczego? — Rzuciła zakupy na mokry chodnik, po czym doskoczyła do chłopaka i przytuliła go z całej siły. Ten, zaskoczony, przez chwilę nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. W końcu przytulił ją równie mocno, wtulając nos w jej pachnące papierosami włosy.
— Ciii, to nie czas na pytania. — Pogłaskał ją po głowie, nie pozwalając jej oderwać się od jego klatki piersiowej nawet na chwilę. — Tęskniłem.
— Ja za tobą też. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo! — załkała cicho w jego koszulkę. — O Boże, było mi tak strasznie ciężko po tym, kiedy cię zabrali…
— Wiem, młoda, wiem. — Otulił ją mocniej ramionami. — O wszystkim wiem. Spokojnie, już nie musisz się o nic martwić. Znalazłem rozwiązanie.
— Co masz na myśli? — spytała, próbując się odsunąć. Nie pozwolił jej na to.
— Wiem, jak rozwiązać wszystkie twoje problemy. — Jedną ręką sięgnął do kieszeni kurtki. — Zdaję sobie sprawę, jak wiele musiałaś znosić przez te wszystkie lata. Ale spokojnie, nie musisz się już więcej niczym zamartwiać. Znalazłem rozwiązanie.
— O czym ty mówisz? — spytała, lekko zaniepokojona. Chłopak przytulił ją jeszcze mocniej i zapłakał cicho. — Hej, co się dzieje? —Próbowała wyswobodzić się z jego uścisku, lecz nadaremnie.
— Tak będzie lepiej, uwierz mi. Już nigdy cię nie zawiodę.
— Czekaj, co? Ca-… — jęknęła, gdy poczuła ukłucie na szyi. Chłopak pozwolił jej odsunąć się odrobinę, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. Bardzo szybko zaczęła tracić czucie w kończynach. — Co ty zrobiłeś?
— Za dużo razy zawaliłem. Teraz będziesz wolna. Już nie musisz się o nic martwić. — Podtrzymywał ją, by nie upadła, jednocześnie wstrzykując jej resztę specyfiku pozostałego w strzykawce. — Zająłem się wszystkim.
Jej ciało słabło, a sama dziewczyna, przerażona do granic możliwości, wpatrywała się w jedyną osobę, którą przecież tak kochała. Nastolatek i reszta otoczenia zaczęli tonąć we mgle. Słyszała tylko głośne, nierówne bicie własnego serca.
Oboje osunęli się na kolana, moknąc pod wpływem zimnego, zacinającego deszczu. Chłopak pogłaskał ją po włosach, ze smutkiem obserwując, jak ucieka z niej życie. Wyciągnął strzykawkę i schował ją z powrotem do kieszeni kurtki.
— Dlaczego? — wydusiła jeszcze, zanim odeszła. Chłopak  przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zwłoki tak bliskiej jego sercu osoby.
— To dla twojego dobra — wyszeptał. Po chwili podniósł się z kolan, przerzucił sobie martwą dziewczynę przez plecy, chwycił kompletnie przemoczoną siatkę z zakupami, po czym zniknął w mroku.

***


I tak oto, moi drodzy, powraca córka marnotrawna całej blogosfery, z kolejnym dziełem. Mam nadzieję, że spodoba wam się ta historia oraz Shadow.
Z dedykacją dla moich najlepszych przyjaciół, którzy jednocześnie poświęcają czas na wytykanie mi głupot w tekście oraz tak się składa, że obchodzą dziś urodziny: wszystkiego najlepszego dla Jester Quinn i Silenta :)!
Jeśli zastanawia was tekst w polu "informacje" w dolnej części bloga, już tłumaczę: rozdział, którego wszystkie wymagane sceny zostały napisane, otrzymuje 90%. W momencie, kiedy wprowadzę dodatkowe dialogi/informacje etc. i jestem zadowolona z tego, co stworzyłam, tekst jest w 100% ukończony i mogę go pokazać mojej "redakcji". 

Redagowanie rozdziału wygląda następująco: najpierw zostawiam materiał na kilka dni, by odpocząć chwilę od niego. Później dokonuję wstępnej redakcji, poprawiając ostatnie zgrzyty fabularne i błędy różnej maści. Po przejrzeniu tekstu, kiedy jestem pewna, że wygląda on mniej więcej tak, jak sobie tego życzę, wysyłam go dwóm zaufanym osobom, które wypytują o każdą możliwą rzecz i starają się wyszukać każdy niedostrzeżony przeze mnie wcześniej błąd logiczny czy stylistyczny (np. scena spotkania Sadie i mordercy wyglądała inaczej w pierwszej wersji, dopiero moja kochana redakcja uświadomiła mi, jak bardzo nielogiczną scenę stworzyłam). Kiedy już dostanę informację zwrotną od wcześniej wspomnianych osób, rozdział jest gotowy do publikacji.
Szczerze powiedziawszy, to nie wiem, po co to tłumaczę, ale może akurat ktoś był ciekawy, co to za dziwny system przyjęłam :D.
Następny rozdział zostanie opublikowany już za tydzień o godzinie 12:00.

10 komentarzy:

  1. Dziwię się, że jeszcze nikt nie skomentował. Moim zdaniem wspaniała robota, przyjemnie się czytało. Co więcej - fajnie, bo rzuciłaś światło na relacje Shadow z Silentem + wiemy teraz więcej o tym, jaka jest Shad :) - takich elementów szczególnie potrzebujemy, tym bardziej, że w przeszłości bardzo mało dyskutowaliśmy wszyscy o relacjach w naszej drużynie. Nawet zapomniałam genezy bazy NW xD
    Końcówka opowiadania totalnie mnie zaskoczyła i domyślam się, że tak miało być. Udało się :)
    Czekam z niecierpliwością na urodzinową notkę i mam nadzieję, że odzew będzie większy (tym bardziej, że przez newsa więcej osób zobaczy. No może oprócz Maeve, bo nie wchodzi już na główną xD). Powodzenia w tworzeniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie pamiętam, czy w ogóle omawialiśmy genezę bazy, pamiętam tylko, że ulokowaliśmy ją w starej szkole XD.
      Ja to się dziwię, że w ogóle ktokolwiek skomentował. Ostatnio kompletnie nikt nie pisze, a tym bardziej nie czyta blogów.
      Ja też mam taką nadzieję. A dla Maeve wkleimy newsa do shoutboxa :D albo lepiej gdzieś w TITANimals, bo inaczej nie zauważy.
      Dziękuję serdecznie za komentarz :D

      Usuń
  2. Podoba mi się twój styl pisania i tak jak Gwiazdeczce wątek z Shadow i Silentem:D fajny ten sposób sprawdzania błędów itd, że wysyłasz innym do prześledzenia tekstu :) Ten fragment z Sadie również pozytywnie przyjęłam, zdziwił mnie zwrot akcji.
    Jestem ciekawa co się dalej stanie ^^
    ~lidell (sory ale nieogarniam tego jak pisac z konta xd)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D Co do pisania z konta - zaloguj się wcześniej w Google, a potem komentuj, nic prostszego :D

      Usuń
  3. Muszę przyznać,że rozdział bardzo mnie zaintrygował. Tytani, Jump City, Shadow i prześladująca ją przeszłość w całej sprawie, no i wykorzystanie bestii jako kosza na odpadki XD - mistrzostwo:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało i dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  4. Widzę, że w końcu natrafiłam na interesujący blog! (:
    Spodziewałam się czegoś mniej poważnego, ale to pewnie dlatego, że obejrzałam jedynie kilka odcinków (no może trochę więcej niż kilka) ,,Młodych Tytanów“ i to jeszcze tę najnowszą wersję, heheh. Absolutnie nie mam nic do poważniejszej wersji. Ogląda się filmy/seriale lżejsze i cięższe.
    Ciekawa jestem, co siedzi w głowie tego mordercy. Zabił dziewczynę, na której mu zależało, co jest niepojęte w tym kontekście. Prędzej pojęłabym, gdyby zakochał się w czarnowłosej i postanowił zabić tylko ją albo ją i osoby do niej podobne, ale wśród jego ofiar znalazła się także osoba starsza.
    Podoba mi się Twój styl pisania. Masz lekkie pióro. (:
    Zabawne jest to, że czasami im dłuższy rozdział, tym mniej ma się do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem mistrzem, hahah. Kompletnie zapomniałam, że ,,ofiara strzykawki” nazywa się Sadie i dopiero sobie teraz przypomniałam.

      Usuń
    2. Hah, to chyba nie świadczy najlepiej o kreowaniu postaci przez autora, jeśli czytelnicy zapominają imion xD.
      Cieszę się, że historia się podoba :D. Bazuję bardziej na Tytanach z 2003 niż na nowszej wersji (no chyba, że chodzi o psychozę Robina). Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej :D

      Usuń
    3. Może faktycznie, ale to dopiero wtedy, gdybym czytała coś przez dłuższy czas. (:
      Też mam taką nadzieję. (: Aczkolwiek wygląda na to, że zabiorę się do czytania dopiero pod koniec tygodnia. Dużo się działo, a teraz wracam na uczelnię, a kiedy wracam do domu, to mam coś do roboty albo w ogóle nie mam siły na nic.

      Usuń