piątek, 15 marca 2019

#NicWażnegoPrzeczytania nr 5, czyli kto czekał na kolejne pisaniny o studentach?


— A wtedy to skleja nam się ładnie z tym kabelkiem i teraz powinno już wszystko działać. — Mama odłożyła ostrożnie na bok lutownicę, po czym przyjrzała się uważnie swojemu dziełu. Matylda, pomimo wcześniejszych zakazów przysunęła się bliżej, by lepiej widzieć poczynania rodzicielki.
— Teraz już Pan Dango będzie jeździł? — spytała dla pewności, nieufnie spoglądając na kupkę kabli, plastikowych części i układów, które jeszcze pół godziny temu były zepsutym pilotem do samochodzika na baterie.
— Zaraz zobaczymy. Chcesz mi pomóc, Mati?
Dziewczynka energicznie pokiwała głową, za co otrzymała ciepły uśmiech i niewielki śrubokręt krzyżykowy. Pod czujnym okiem matki wkręciła w odpowiednie miejsce trzy śrubki, a gdy w końcu sześciolatka wcisnęła guzik na pilocie, Pan Dango ruszył do przodu. Tylko szybka reakcja mamy uchroniła go od upadku z blatu.
— On jeździ, mamo! Jeździ! — pisnęła z radości, klaszcząc w ręce. — Dziękuję!
— No widzisz? Dałyśmy radę. — Zadowolona pani Ziółkowska odstawiła zabawkę, ściągnęła swoją pociechę na podłogę i wytarła brudne ręce w znoszone jeansy. — Ale zanim pójdziesz się pobawić, musimy o czymś porozmawiać. — Usiadła na podłodze po turecku i oparła się plecami o szafkę kuchenną.
— Coś się stało? — Matylda grzecznie usiadła obok, próbując złożyć nogi tak jak mama. Po kilku nieudanych próbach mruknęła coś, poirytowana, i przyniosła sobie stojące do tej pory w kącie krzesełko.
— Zadzwoniła dzisiaj do mnie twoja pani z przedszkola i powiedziała, że pobiłaś kolegę ze starszej klasy. — Odgarnęła z czoła córki kosmyk ciemnych włosów. Na te słowa Matylda naburmuszyła się i splotła ramiona na piersi. — Chciałam usłyszeć twoją wersję, zanim pójdę jutro z nią porozmawiać.
— No bo to on zaczął! — zaczęła z wyrzutem. — Najpierw ciągnął Zuzię za włosy, a potem popchnął ją i ona upadła i bolało ją kolano a on stał i się z niej śmiał i ja kazałam mu przestać to on zaczął się śmiać jeszcze bardziej i ja go wtedy popchnęłam bo on znowu chciał pchnąć Zuzię i wtedy…
— No, już. Spokojnie. — Kobieta przygarnęła wzburzoną córkę bliżej, przytuliła i pogłaskała ją po włosach. Skrawkiem rękawa otarła łzy, które napłynęły do oczu pociechy, gdy ta opowiadała o całym zdarzeniu. — Czyli rozumiem, że ten chłopak zaczepiał Zuzię, a ty próbowałaś jej pomóc?
Matylda pokiwała głową i pociągnęła nosem.
— Poza tym to pierwszakom w ogóle nie wolno wchodzić do nas! — mruknęła, wtulając twarz w ciepły sweter pachnący fiołkami. W ramionach mamy zaczęła się powoli uspokajać. — A jeszcze pani na mnie nakrzyczała, że go popchnęłam, a że on pchnął wcześniej Zuzię, to nic nie powiedziała!
— Porozmawiam o tym jutro z twoją wychowawczynią. — Rodzicielka nieustannie głaskała plecy dziewczynki. — Wiesz, że nie pochwalam przemocy, ale jestem dumna, że próbowałaś pomóc koleżance. Następnym razem powiedz mu, żeby się odczepił od was, a jeśli to nie zadziała, zawołaj panią.
— To potem wszyscy powiedzą, że jestem skarżypyta i że przerywam zabawę — zauważyła małolata, wycierając nos w rękaw swetra matki.
— Niestety, czasem tak bywa. Ale chyba ważniejsze jest, żeby zostawił Zuzię w spokoju, prawda? — Kobieta uśmiechnęła się do córki, czochrając jej włosy. — Nie ma się co przejmować tym, co powiedzą inni tak długo, jak robisz coś dobrego. A teraz zmykaj się bawić, ja idę w końcu skosić trawę. 


Dzisiaj krótko, bo w tym tygodniu nie mam nic do napisania na nstępne zajęcia, to wrzucam partię retrospektywną, która ma wyjaśniać, dlaczego bohater jest teraz taki, jaki jest. Jak mogliście pewnie zauważyć, zmieniłam imię Melanie na Matyldę, bo stwierdziłam, że przerzucę akcję na polski uniwersytet - natomiast "Melania" nie brzmiała tak przyjaźnie i zadziornie jak Melanie. Matylda jest za to w sam raz, bo to imię brzmi dla mnie trochę dziwnie, niecodziennie i nie jest tak poważne jak poprzedni pomysł, a skracanie do do "Mati" jeszcze mnie w tym przekonaniu utwierdza. 
Dajcie znać, co myślicie, i do następnego :)!

2 komentarze:

  1. Po pierwsze - Nie wiem, czy tytuł miał tak brzmieć?
    Czyżby to wyjaśnianie dlaczego bohater jest jaki jest tyczy się transseksualności? A może to tylko moje głupie pomysły? Mati kojarzy mi się z Mateusz... Hm... Będę czekać na więcej.
    PS. Mam już ponad 4100 słów rozdziału 1. A to dopiero jakieś 3/4 historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yup, tytuł miał tak brzmieć :). Nie, Matylda nie jest transseksualna, choć skojarzenie z Mateuszem było celowe - po prostu ma to wskazywać na jej artystyczne zapędy. Plus nie wiem, jak inaczej zdrobnić jej imię xD. Całe to wspomnienie ma raczej na celu wyjaśnić, dlaczego w obliczu morderstwa postanawia zająć się rozwiązaniem zagadki i znalezieniem mordercy (chociaż pewnie tego jeszcze nie widać.
      PS. Czekam niecierpliwie :) Ale pamiętaj, nie ilość się liczy, tylko jakość ;).

      Usuń