— No cześć, rybeczki, co tam słychać? — Matylda wparowała do kuchni, jedna ręką ściągając z siebie szal w kratkę, a drugą grzebiąc w torbie w poszukiwaniu telefonu. — Coś strasznie wali na korytarzu, jakby szczur zdechł pod grzejnikiem.
Siedzący przy stole Maciek mruknął coś, co miało być formą przywitania. Nie podniósł wzroku znad czytnika nawet wtedy, gdy ciężka torebka Mati wylądowała przed nim na stole.
— A gdzie właściwie jest Elka? – Rzuciła płaszcz na wolne krzesło. Machinalnie przesunęła palcem po ekranie telefonu, nie zwracając za bardzo uwagi na to, co ogląda. Wrzuciła telefon z powrotem do torby i sięgnęła do szafki po kubek.
— Nie wiem. Ona nie miała jechać na tydzień do swoich starych? — Maciek zdjął torbę ze stołu, pociągnął łyk kawy i powrócił do czytania.
— Boru, ale z ciebie pacan — westchnęła Mati, pstrykając przełącznik czajnika. — To ja byłam u rodziców, Elka przecież mówiła, że w tym tygodniu ma zapierdziel na uniwerku.
— Jakby mnie to co najmniej obchodziło. — Maciek wzruszył ramionami, po czym ziewnął. — Ostatnio, jak ją widziałem, to jakiś typ do niej przyszedł i siedzieli u niej.
— Masz na myśli Tomka? Całkiem spoko koleś. — Dziewczyna sięgnęła po torbę i zaczęła wyjmować z niej pieczołowicie przygotowane przez ojca słoiki z przeróżnymi marynowanymi potrawami. Słysząc odgłos szkła stukającego o blat Maciek podniósł głowę, zaciekawiony.
— Nie, jakiś inny. Tomka to już chyba od dwóch tygodni nie widziałem. — Z uwagą obserwował kolejne cuda sztuki kulinarnej, wyciągane z przepastnej torby. Odkąd Mati podzieliła się z nim gołąbkami w sosie pomidorowym, gdy był jeszcze świeżo upieczonym studentem i przymierał głodem pod koniec miesiąca przez swoją rozrzutność, codziennie marzył o ponownym skosztowaniu wspaniałej kuchni ojca Matyldy. — Jakim cudem ty tam to wszystko pomieściłaś?
— To tylko cztery małe słoiki, więcej mam w walizce. — Posłała mu karcące spojrzenie. — Nawet się tak na nie nie patrz. Specjalnie pytałam przed wyjazdem, czy coś chcesz, to powiedziałeś, że masz to w nosie.
— Bo myślałem, że na zakupy jedziesz, a nie do starych. — Student wyłączył czytnik, odłożył go na stół, po czym wziął delikatnie w dłonie jeden ze słoików i uważnie go obejrzał z każdej strony. — Czy to jest konfitura z płatków róży?
— Nie dla psa kiełbasa, odstaw to. Poza tym, kto robi zakupy przez cały tydzień? — Matylda odebrała mu słoik i na wszelki wypadek wszystkie przetwory przeniosła na blat kuchenny, by nie dosięgły ich zachłanne ręce kolegi. Czajnik zabulgotał, zagwizdał i już po chwili dziewczyna zalała wrzątkiem kubek gorącej herbaty.
— Już ci mówiłem, nie interesuje mnie to, co robisz w wolnym czasie. Elki też od tygodnia nie widziałem, i co? — Wzruszył ramionami, naburmuszony. Matylda na te słowa odstawiła czajnik i przyjrzała mu się badawczo.
— Ile jej nie widziałeś?
— Tydzień. — Zdmuchnął kosmyk włosów z czoła i odchylił się do tyłu na krześle. — Myślałem, że gdzieś sobie pojechała. Miałem w sumie wczoraj do niej dzwonić, bo coś w jej pokoju zaczęło strasznie śmierdzieć, ale polazłem z kumplami na miasto oblać zdanego kolosa i mi się zapomniało.
— Ty to jesteś jednak ewenement na skalę światową. Laski nie ma tydzień, a ten nawet nie zauważył. — Matylda przetarła oczy i westchnęła. Sięgnęła znów do torebki i wyciągnęła z niej telefon. Wybrała numer współlokatorki. — Poza zasięgiem — mruknęła po chwili i rozłączyła się.
„To jest w cholerę dziwne.” — przemknęło jej przez głowę.
— Może wyjechała w Bieszczady? Często marudziła, że kiedyś rzuci wszystko w cholerę — zasugerował Maciek.
— Jasne, wyobraź sobie Elkę w miejscu bez zasięgu. — Mati w zamyśleniu zaczęła stukać paznokciami o blat stołu. Maciek wzruszył po raz kolejny ramionami i znów sięgnął po czytnik. Dziewczyna machnęła na niego ręką. Jak zwykle był przydatny niczym przeterminowany bon na darmową depilację woskiem.
„Na pewno nie pozwoliłaby też, by rozładował się jej telefon, już prędzej odcięłaby sobie rękę.” — Matylda zmarszczyła brwi. Może stało się coś złego?
— Trzeba będzie zajrzeć do jej pokoju — rzuciła nagle. Tak jak się spodziewała, Maciek zareagował na te słowa poirytowanym westchnięciem.
— Ale ty dupę trujesz, kobieto. Co nas obchodzi, gdzie jest i co robi?
— No wybacz, że posiadam trochę empatii, mężczyzno — odgryzła się. — Może coś jej się stało? Może zemdlała i leży tam Bóg wie, który dzień, a ty nie raczyłeś się sprawdzić, co z nią? Może ktoś ją porwał?
— Przesadzasz. Ale jak tak bardzo chcesz, to dobra, chodźmy naruszyć jej prawo do prywatności, może nas potem pozwie. — Chłopak wstał i ruszył w stronę korytarza. Mati podreptała za nim, mamrocząc pod nosem złośliwości w stronę kolegi.
„Jak można być takim złamasem, żeby przez tyle czasu się nie zainteresować, co się wokół dzieje? No co za człowiek, słów brakuje. Łeb mu już do końca spróchniał od alkoholu. Żadna komórka się nie zachowała. Walizkę muszę zabrać. Ciekawe, co z tą Elką. Gdzie ją wywiało?” — Myśli tłukły jej się po głowie, gdy szła za kolegą. Próbowała zamienić go wzrokiem w kamień, kiedy w końcu stanęli pod drzwiami pokoju Elki. Niestety, plecy Maćka pozostawały nieczułe na złe wibracje wysyłane przez Mati w jego stronę. Chłopak najpierw kulturalnie zapukał.
— Elka, jesteś? — spytał. — Sorka, że ci tak włazimy z butami i łamiemy prawo, mam nadzieję, że wybaczysz nam Matyldowe napady paranoi, bo to jej pomysł był — rzucił, kiedy nie usłyszał odpowiedzi. Pociągnął za klamkę.
Nozdrza obojga studentów uderzył smród tak paskudny, że Maciek zgiął się w bok i zwymiotował do stojącego pod ścianą trampka, a Mati z piskiem uciekła do swojego pokoju.
— Zamknij to! Zamknij, do cholery! — wrzasnęła, zakrywając nos chwyconą w locie koszulką. Chłopak obtarł usta krańcem rękawa i z trudem wyprostował się.
— O jasna cholera… — wydusił.
— Co ty tam robisz? Zamykaj to! — Matylda zebrała się w sobie i wyszła z pokoju. Przepchnęła się obok zszokowanego kolegi. To, co zobaczyła, przyprawiło ją o dreszcze. Przez uchylone drzwi widziała jedynie straszny chaos w pokoju znajomej. Wszystkie rzeczy, jakie posiadała Elka, walały się po pokoju w nieładzie, jakby co najmniej przez pomieszczenie przeszło tornado. Wśród całego tego bałaganu leżała dziewczyna. Zwrócona twarzą do ziemi, sztywna, posiniaczona. Jej skóra była blada. Sam zapach nie pozostawiał żadnych złudzeń.
„Okej. Okej. Powoli i spokojnie.” — powtarzała sobie w głowie Matylda — „No dalej. Przypomnij sobie, czego się uczyłaś. Co się robi jak się znajdzie trupa?”
Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że nie ma zielonego pojęcia, co należy zrobić, bo nigdy nie przyjęto jej na kryminalistykę.
„Trupi jad. Zwłoki wydzielają jad” — przemknęło jej przez głowę. Zamknęła bezwiednie drzwi, podczas gdy zszokowany Maciek wyciągnął z kieszeni telefon i drżącymi rękoma wybrał numer. Dziewczyna powoli osunęła się na kolana, ciężko oddychając.
— Halo, policja? — doleciało do jej uszu. W końcu jej żołądek nie wytrzymał. But przyjął na siebie kolejną porcję wymiocin.
Dzień doberek! Na zajęcia w tym tygodniu mieliśmy do napisania partię monologową w głowie bohatera. Tak sie jakoś rozpędziłam, że w sumie więcej wyszło mi akcji, niż monologu w myślach, ale co poradzę, że przyszedł mi do głowy taki, a nie inny zamysł. Dajcie znać, co myślicie, a ja wracam do pisania opowiadania na konkurs. Albo do robienia notatek na zajęcia.
Dzień doberek! Na zajęcia w tym tygodniu mieliśmy do napisania partię monologową w głowie bohatera. Tak sie jakoś rozpędziłam, że w sumie więcej wyszło mi akcji, niż monologu w myślach, ale co poradzę, że przyszedł mi do głowy taki, a nie inny zamysł. Dajcie znać, co myślicie, a ja wracam do pisania opowiadania na konkurs. Albo do robienia notatek na zajęcia.
Trzymajcie się ciepło!
Przypomina mi to Chmielewską. Cuuudoooo! Ten styl. Komedia i kryminał. Więcej tego dobra proszę.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że się podoba :D jeszcze trochę zajęć do końca semestru zostało, więc na pewno coś się pojawi :)
Usuń