— To mi
nie wygląda na dobre miejsce do łapania duchów — rzuciłam, rozglądając się
dookoła. Z nieznanych mi powodów zamiast wybrać się do jakiegoś opuszczonego
domu, trafiłyśmy do kawiarni o jakże wdzięcznej nazwie „Coffee Factory”.
Utrzymana była w stylu industrialnym, co bardzo przypadło mi do gustu. Surowe
ściany z cegieł, proste lampy zwisające z sufitu, duże okna i masa fotografii przedstawiająca
wielkie miasta z różnych zakątków świata szalenie mi się spodobała.
—
Spokojnie, zaraz wyruszymy na właściwą przygodę. Czekamy na kogoś. — Raven
rozsunęła zamek błyskawiczny i opadła na pierwsze wolne krzesło. — Rozgośćcie
się na razie, trochę to zajmie.
Gwiazdka
z chęcią zajęła miejsce naprzeciwko niej, a ja z braku laku podkradłam krzesło
stojące przy sąsiednim stoliku. Po
chwili czekania podeszła do nas kelnerka. Wzrostem nie różniła się za bardzo od
Robina, a to, co zdecydowanie przykuwało wzrok w jej wyglądzie, to wściekle
różowe włosy i oczy. No, może jeszcze masa kolczyków w uszach.
— Cześć
wam! — rzuciła wesoło, wymieniając powitalne uściski z Tytankami. W końcu
przyszła kolej na mnie. — O, a tej pani to nie znam! — Wyciągnęła dłoń.
Ścisnęłam ją mocno.
—
Jestem Shadow — rzuciłam z uśmiechem. — Miło poznać .
— Jinx,
skoro wolisz oficjalnie. — Puściła do mnie oko. Ze zdziwieniem dostrzegłam, że
dziewczyna ma typowo kocie źrenice.— Dla przyjaciół i znajomych Lucky.
—
Podczas tego typu wyjść wolimy używać imion, by się nie wyróżniać — wyjaśniła
uprzejmie Rae, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Jinx natychmiastowo wykorzystała
sytuację i cmoknęła dziewczynę w policzek, na co ta odpowiedziała lekkim
uśmiechem. — To kiedy jesteś wolna?
—
Jeszcze pół godziny i możemy spadać. — Pospiesznie zerknęła na zegarek. — Podać
wam coś może?
—
Herbatę bławatkową z cytryną, jeśli to nie problem.
— Ja
poproszę ten zabawny sok o smaku pomarańczowym z kuleczkami! — Gwiazdka
obdarowała Jinx swoim promiennym uśmiechem.
— To ja
wezmę wodę. — Nasza kelnerka skrzętnie spisała nasze zamówienia w notesie. Potarmosiła
włosy czarownicy, po czym przeprosiła nas i ruszyła w stronę świeżo przybyłej
pary, która rozglądała się za stolikiem.
— Nie
wiedziałam, że kogoś masz — zaczęłam, zaskoczona. Rae tylko wzruszyła ramionami,
wyciągając pod stolikiem nogi.
— No
wiesz, nie uważam tego za coś, czym można by się chwalić. — Zerknęła na
Gwiazdkę. — Skoro już o partnerach mowa: jak się trzyma Robin? Moje herbaty coś
pomogły?
Nagle
zasmucona kosmitka zaprzeczyła ruchem głowy. Wbiła wzrok w blat stolika.
— Dalej
zgrzyta zębami przez sen. Martwię się o niego. — Potarła z zakłopotaniem ramię.
Rae chwyciła delikatnie jej dłoń, na co dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
— Na pewno poczuje się lepiej, kiedy złapiemy tego przestępcę. A dzięki pomocy
Shadow na pewno nam się uda!
Przyglądałam
się rozmawiającym towarzyszkom i z lekkim zaskoczeniem odkryłam, że chcę być
taką samą bohaterką jak Gwiazdka. Wieczny optymizm nie pozwalał jej zostać
smutnym na dłużej niż minutę, a kiedy się uśmiechała, zarażała swoją radością
wszystkich wokół. Była czuła, opiekuńcza, pozytywnie nastawiona do świata i
rozkochana w mieszkańcach Ziemi po uszy, a wszystkie te cechy składały się na
jej siłę. Dodatkowo dała się poznać jako świetna wojowniczka podczas naszych
wspólnych treningów. Była niesamowita pod każdym możliwym względem, zwłaszcza
jeśli brać pod uwagę chociażby próbę sprzedania jej jako niewolnicę przez
własną siostrę, o której opowiedział mi kiedyś Robin.
— Oto i
wasze napoje! — Moje rozmyślania przerwała Jinx, która przyniosła nasze
zamówienia. Porozstawiała naczynia przed nami, po czym bezceremonialnie
rozsiadła się na kolanach Raven.
— Nie
za wygodnie? — mruknęła ta, ale po przekupstwie w postaci pocałunku przestała
narzekać.
—
Zdecydowanie przyda mi się dzisiejszy wypad, wykończona psychicznie jestem
przez ciągłe zasuwanie z tacą. Lecimy tam gdzie zawsze czy znalazłyście jakąś
nową miejscówkę? — Lucky rozwiązała fartuszek, po czym niedbale rzuciła go na
blat razem z notesem i długopisem. Upiłam łyk wody.
— Znalazłyśmy
opuszczony dom na obrzeżach miasta. Byłam tam ostatnio i wyczułam wysokie
stężenie magicznej energii. — Raven objęła dziewczynę w pasie jedną ręką, a
drugą próbowała pozbyć się różowych włosów z własnych ust. — Wiesz, zawsze
możesz wrócić do Tytanów. Nikt by się na pewno za to nie obraził.
—
Kusząca propozycja, Kruczku, ale jednak wolę to zwyczajne życie. Ciągła walka
jest jeszcze bardziej męcząca. — Oparła łokcie na stoliku, podpijając cichcem
herbatę, za co zaraz oberwała zmasowanym atakiem łaskotek. Podczas gdy
zakochana para przekomarzała się w najlepsze, ja od niechcenia rozejrzałam się
po pomieszczeniu. Oprócz nas w kawiarni znajdowało się jeszcze kilka osób,
jednak to osobnik w kącie przykuł szczególnie moją uwagę. Ukrywał twarz pod
czapką z daszkiem, spod której wylewała się burza czarnych, kręconych włosów.
Czytał gazetę, co chwilę podnosząc wzrok. Kiedy napotkał moje spojrzenie,
skinął do mnie głową, uśmiechając się lekko. Niepewnie odwzajemniłam uśmiech.
Było w nim coś dziwnego, co sprawiało, że czułam potrzebę wgapiania się w niego
jak psychopatka.
Dopiero
lekkie stuknięcie w głowę obudziło mnie z zamyślenia. Dziewczyny zdążyły już
wypić swoje napoje i wpatrywały się we mnie wyczekująco.
—
Zasnęłaś? — zapytała Lucky, zbierając naczynia ze stołu. Potrząsnęłam głową.
—
Wybaczcie, zacięłam się. — Uśmiechnęłam się przepraszająco, dopijając
pospiesznie wodę. Pustą szklankę wręczyłam kelnerce.
—
Spoko, Raven cały czas się to zdarza. — Za tą uwagę Jinx otrzymała kuksańca, co
skwitowała cichym śmiechem. — Skoczę jeszcze tylko na zaplecze się przebrać i
widzimy się za pięć minut, ok? — Kiwnęłyśmy zgodnie głowami. Dziewczyna skradła
jeszcze jednego całusa swojej wybrance, po czym wraz ze szklankami zniknęła za
barem.
Podniosłam
się, wyciągając z kieszeni jeansów portfel w kształcie kota. Wysupłałam z niego
kilka drobnych wraz z napiwkiem i już miałam odłożyć je na stolik, kiedy
powstrzymały mnie zdziwione spojrzenia obu towarzyszących mi pań.
— Co
robisz? — spytała bez ogródek Rae, poprawiając bluzę. — Miasto płaci za nasze
wydatki. Taką mamy umowę w zamian za to, że go bronimy.
— Ja…
nie wiedziałam — wydukałam, chowając z powrotem pieniądze do portfela. Mimo
wszystko czułam się trochę dziwnie, nie zostawiając po sobie zapłaty za usługę.
Cóż, Nightwatch również utrzymywało się z pieniędzy podatników, ale działało to
na trochę innych zasadach — dostawaliśmy od urzędu miasta co miesiąc ustaloną
sumę pieniędzy, za które opłacaliśmy rachunki i inne wydatki.
— Nic
nie szkodzi, jesteś u nas dopiero pierwszy tydzień.
Obok
nas pospiesznie przeszedł chłopak, którego wcześniej obserwowałam. Potknął się
o moje krzesło, lecz zamiast chociażby przeprosić bez słowa opuścił kawiarnię,
trzaskając za sobą drzwiami.
— Gbur
— mruknęłam po nosem, przyglądając się znikającemu w mroku nieznajomemu.
***
Vanity
zadzwoniła do niego równo z wybiciem południa. Chciała się spotkać o siódmej w
portowej części miasta przy jakimś magazynie, który podobno należał do niej, o
czym oczywiście musiała go powiadomić. Nawet nie bardzo zdziwił go wybór
miejsca spotkania. W końcu zgodził się pomagać jakiejś świrniętej sekcie, czy
czym tam zarządzała, więc logicznym było, że taka banda pomyleńców nie spotyka
się na herbatę i ciastko w pierwszej lepszej kawiarni.
Przez
wpadkę z ciałem Sadie musiał uważać na patrole policji. Van jakimś cudem
wykradła strzykawkę, ale to nie oznaczało, że mógł się czuć w pełni
bezpiecznie. Gdyby Elizabeth dowiedziała się o jego niepowodzeniu, wykopałaby
go przez okno na zbity pysk, więc skrycie się w mieszkaniu matki odpadało. Nie
miał się gdzie podziać, postanowił zrobić to, co wydawało mu się
najlogiczniejszym wyjściem — kupił stos gazet, po czym odwiedził swoją ulubioną
kawiarnię. Obsługa była tam wyjątkowo uprzejma, a dzięki zamawianiu herbaty czy
szarlotki co godzinę mógł spokojnie przeczekać tam aż do ustalonego spotkania.
Poza tym pracowała tam przemiła dziewczyna, która wyjątkowo przypadła mu do
gustu. Mogłaby tylko nie nosić tylu kolczyków. Będzie musiał z nią o tym
porozmawiać, kiedy tylko wygrzebie się ze swoich problemów i w końcu będą mogli
zostać parą.
Pojawienie
się Shadow w tym miejscu zaskoczyło go na tyle, że gdy nawiązała z nim kontrakt
wzrokowy, uśmiechnął się. Dopiero po chwili przypomniał sobie, co takiego mu
zrobiła. Dla bezpieczeństwa udał pogrążonego w lekturze, by czasem nie musieć
znów na nią patrzeć. Co? Jak? Dlaczego? Jak ona śmiała? Jak mogła z podniesioną
głową chodzić po mieście po tym, co zrobiła? Czy ona go czasem nie śledzi?
Wziął
dla pewności kilka głębokich wdechów, by się uspokoić. Nie mógł sobie pozwolić
na wpadnięcie w szał. Nie w jego obecnej sytuacji i na pewno nie wtedy, gdy
Shadow towarzyszyły jeszcze dwie inne, obdarzone mocami dziewczyny. Kiedyś
jeszcze będzie mógł się na niej zemścić. Teraz miał ważniejsze sprawy na
głowie. Takie jak chociażby ta, by dowiedzieć się, co Tytanki planują i jak
może im utrudnić życie.
Gdy
udało mu się opanować na tyle, by nie rzucić się na grupę klientek, podniósł
ponownie wzrok znad gazety i zamarł. Śliczna kelnerka, która wpadła mu w oko
już jakiś czas temu, siedziała na kolanach jednej z Tytanek i uśmiechała się w
najlepsze. Z przerażeniem obserwował czułości obu dziewczyn.
W
pewnym momencie kelnerka nachyliła się i pocałowała dziewczynę z fioletowymi
włosami. Tego już było dla niego za wiele. Zerwał się z miejsca i wybiegł z
kawiarni, trzaskając drzwiami. Co ona sobie myślała? Dlaczego dawała mu tyle
sygnałów, skoro kogoś już ma? Te uśmiechy, ten jej ton głosu, gdy go
zagadywała… Chciała się nim pobawić?
Warknął,
waląc pięścią w ścianę najbliższego budynku, po czym ruszył przed siebie.
Cholera. Jeszcze mu zapłaci za takie traktowanie. Nikt nie będzie się bawił
jego uczuciami! Skoro tak bardzo sama do niego lgnęła, to teraz należy do
niego. Tylko i wyłącznie do niego! I zapłaci za to, co zrobiła!
Jego
wściekłe rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Kiedy zerknął na wyświetlacz,
przeklął soczyście, po czym puścił się biegiem przed siebie. Spóźniał się na
spotkanie z nową szefową.
Udało
mu się dotrzeć na umówione miejsce dwadzieścia minut później. Vanity czekała na
niego przed wejściem do magazynu. Oparta o ścianę przyglądała się uważnie swoim
paznokciom, w drugiej ręce trzymając laskę, z którą nigdy się nie rozstawała.
Wyraz jej twarzy zdradzał zniecierpliwienie. Po raz pierwszy odkąd się poznali
założyła spodenki i skórzaną kurtkę, co było miłą odmianą w porównaniu z
ciągłymi miniówkami i topami na ramiączkach. Jak ktoś w tej jej organizacji ją
w ogóle szanuje, skoro ubiera się jak pierwsza lepsza prostytutka? Jej znajomi
muszą być naprawdę mocno kopnięci.
— Powinnam cię za to posłać do wymiaru
umarłych, zdajesz sobie z tego sprawę? — rzuciła beznamiętnie, kiedy zdyszany
zatrzymał się obok niej. — Wymagam od ciebie punktualności, o ile nie chcesz,
by strzykawka oraz kilka dodatkowych informacji o tobie trafiło na najbliższy
komisariat.
—
Wybacz — wydusił z trudem, opierając dłonie na kolanach. Jego kondycja była w
strasznym stanie. — Po drodze… w-wpadłem na… uff, na Tytanki.
Kobieta
uniosła lewą brew, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
— I co?
Śledziły cię?
— Nie,
nie wiedzą nawet, kim jestem. — Pokręcił przecząco głową. Wziął jeszcze kilka
głębokich oddechów, po czym wyprostował się. — Ale za to znam ich plany na
dzisiejszy wieczór. Chcą bawić się w badanie opuszczonych domów na obrzeżach
miasta. Raven, Gwiazdka, Shadow i jakaś ich znajoma.
Van
zmarszczyła brwi, wysłuchując szczegółów, które udało się Mortimerowi
podsłuchać w kawiarni. Kiedy skończył, przez chwilę nic nie mówiła, w
zamyśleniu przesuwając czubkiem buta leżący przed nią kamyk.
— Wiesz
jak to brzmi? Jak pułapka. — Podniosła głowę, wpatrując się w niego z
nieodgadnionym wyrazem twarzy. Mortimer zacisnął dłonie w pięści.
—Raczej
jak szansa. Są w okrojonym składzie, plus po co brałyby ze sobą dodatkową
dziewczynę i narażały ją na niebezpieczeństwo? — mruknął, przykucając. Van to
kretynka, jeśli odrzuci taką szansę. Tytanki same podstawiają im się pod nos, a
tej się nie chce ruszyć tyłka, żeby im dokopać. To przecież skończony idiotyzm.
— Z
tego co mówiłeś, jest ich czwórka, a to przecież tyle samo, co ich skład po
tym, jak pozbyli się Cyborga. Poza tym założę się, że jeśli biorą ze sobą
dodatkową dziewczynę, to na pewno jest to ktoś, kto potrafi o siebie zadbać w
nagłych wypadkach. — Odstawiła laskę na bok, po czym wyjęła coś z kieszeni
kurtki. Była to malutka, pozbawiona włosów szmaciana lalka. Przyglądała się jej
przez chwilę uważnie, jakby szukając podpowiedzi, co powinna zrobić.
— Co z
tego? To w dalszym ciągu tylko banda idiotek w trykotach. Nawet w pojedynkę
dałbym im radę. — Wzruszył ramionami, podirytowany. Jak na kogoś, kto chciał
przejąć władze nad światem, Van była momentami strasznie niezdecydowana.
Spojrzała
na niego, unosząc jedną brew.
—
Walczyłeś kiedykolwiek z którąś z nich? — spytała, ściskając mocniej w dłoni
laleczkę. Pokręcił głową przecząco. — Więc skąd pewność, że sobie poradzisz? To
idiotyzm. Jedna z nich jest córką demona, a druga przyleciała tu z kosmosu.
— No i
co? Mogłyby być nawet reinkarnacją samego Boga, w dalszym ciągu to dziewczyny.
Nie dadzą sobie ze mną rady. — Ziewnął, a jego irytacja rosła z każdym kolejnym
wypowiadanym słowem. Co jej tak bardzo szkodzi spróbować?
Vanity
odchrząknęła, chowając lalkę z powrotem do kieszeni.
— Jeśli
jeszcze zasuniesz mi tekstem, że kobiety nadają się tylko i wyłącznie do
kuchni, to osobiście spuszczę ci wpierdol roku, a potem podrzucę Tytanom
spakowanego jak prezent świąteczny. Dorzucę jeszcze strzykawkę — warknęła wrogo. Chwyciła laskę i odsunęła
się od ściany. Pieprzony seksista. Gdyby wiedziała, że taki z niego cymbał, nie
kiwnęłaby nawet palcem, by mu pomóc z zamazywaniem śladów, ba! pierwsza
oddałaby go policji. W życiu prawdziwej walki na oczy nie widział, a twierdzi,
że Tytani mogą mu co najwyżej podskoczyć.
Zmierzyła
go uważnie wzrokiem. A może by tak się zgodzić? Zostawiłaby go dziewczynom na
pożarcie, a sama gdzieś by zwiała. Miałby porządną nauczkę i może nauczyłoby go
to trochę pokory. Chociaż z drugiej strony dalej był jej potrzebny, by
skontaktować się z tymi szurniętymi fanatykami kamieni. Wyciąganie go z
więzienia byłoby nawet nie tyle upierdliwe, co czasochłonne.
Zamyślona,
zauważyła że Mort wstał i znajduje się tuż przed nią dopiero wtedy, gdy chwycił
jej dłoń.
— No
dalej, co ci szkodzi spróbować? — wyszeptał, spoglądając jej wyczekująco w
oczy. Przewyższał ją o głowę.
— Nie
mam żadnego interesu w atakowaniu Tytanek. Ściągnę na siebie przez to tylko
więcej problemów — rzuciła sucho,
splatając ręce na piersi. Czemu ten idiota tak się uparł na to, żeby je
zaatakować?
—
Zawsze możemy jedną z nich porwać i żądać okupu — podsunął, na co Van puknęła
go palcem wskazującym w czoło.
— Nie
bawię się w taką dziecinadę. Nie potrzebuję pieniędzy. To tylko niepotrzebne
pakowanie się w kłopoty. — Zmrużyła oczy. — A tak właściwie to jaki ty masz
problem z nimi? Jeszcze nie tak dawno o mało co policja cię nie złapała,
szukają cię po całym mieście, a ty chcesz się sobie ściągnąć na kark jeszcze
Tytanów?
— Jedna z nich jest odpowiedzialna za śmierć najbliższej
dla mnie osoby. A dziś dowiedziałem się, że moja dziewczyna nie dość, że się z
nimi przyjaźni, to jeszcze zdradza mnie z jednym z członków drużyny. — Uśmiechnął
się cierpko. Van na chwilę zatkało. Chwycił jej podbródek i przysunął się
jeszcze bliżej do szamanki. — Pomóż mi dać im nauczkę, Van. Bez ciebie sobie
nie poradzę.
Głos
nastolatka był tak głęboki i przekonujący, a jego spojrzenie tak przenikliwe i
hipnotyzujące, że kobietę przeszedł dreszcz. Powoli skinęła głową, nie
zastanawiając się nawet za bardzo nad tym, co robi.
— Pomogę
ci — wyszeptała cicho. Dopiero wtedy Mort uśmiechnął
się i puścił jej podbródek. Kiedy tylko odwrócił wzrok, Van otrząsnęła się i
zamrugała kilkukrotnie, próbując przeanalizować, co się właśnie stało. — Chwila.
Czy ty właśnie…
Nie
zdążyła nawet dokończyć zdania, kiedy chłopak chwycił ją za łokieć i pociągnął
za sobą.
— No
dalej, nie ma czasu do stracenia! — rzucił podekscytowany.
— Ty
chyba już do końca zgłupiałeś. W jeansach na wielką jatkę cię nie puszczę.
***
—
Zdradzisz może w końcu, jak masz na imię? — Lucky puściła do mnie oko, trącając
mnie lekko łokciem. Uśmiechnęłam się lekko.
— No
tak, zapomniałam o tym kompletnie. Jestem Melanie. — Wymieniłyśmy uściski
dłoni.
— Miło
poznać. — Przeciągnęła się, po czym oparła łokcie na kolanach.
Siedziałyśmy
na stercie porośniętych mchem kamieni w zapuszczonym ogrodzie, czekając aż
Raven i Gwiazdka znajdą wejście do domu. Okazało się, że wybrany przez nas
budynek jest otoczony jakimś polem siłowym czy innymi cudami i trzeba było najpierw zdjąć z niego zaklęcia
ochronne, żeby nie wybuchły nam mózgi — przynajmniej tak wyjaśniła nam to
gotka. Nie znając się za bardzo na magii postanowiłam pozwolić działać
profesjonalistom, a sama zostałam pod opieką nowej koleżanki.
Splotłam
ramiona na piersi, rozglądając się wokół. Ogród był nieduży i bardzo
zaniedbany. Trawa już dawno porosła każde wolne miejsce i sięgała mi do połowy
łydki, kiedy stałam. Krzewy posadzone wzdłuż kamiennego muru okalającego
posesję już dawno zdziczały. Z ulicy prawie nie dolatywało do nas światło, bo
jak na złość większość lamp została zniszczona przez wandali lub po prostu nie
działała.
— Uch,
ile można się guzdrać z jakimś zaklęciem? — Znudzona Jinx zaczęła wybijać
wielokolorowymi tipsami rytm jakiejś skocznej melodii na własnym policzku.
— Nie
znam się na magii, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. — Kątem
oka wychwyciłam jakiś ruch w głębi ogrodu. Odwróciłam się natychmiastowo, lecz
ze względu na panującą wokół nas ciemność nie dostrzegłam niczego
niepokojącego. Na pytające spojrzenie towarzyszącej mi dziewczyny
odpowiedziałam niepewnym uśmiechem i wzruszeniem ramion.
Zapadła
między nami cisza. Lucky trochę mnie onieśmielała. Wydawała się być naprawdę
fajną dziewczyną — z rodzaju tych, które wchodzą do pokoju, odzywają się słowem
i od razu zdobywają serca wszystkich zebranych.
Traciłam przy takich ludziach zdolność prowadzenia normalnej rozmowy.
— To co
właściwie robisz z Tytanami? — Obdarowała mnie znudzonym spojrzeniem.
— No
wiesz, Cyborg wyjechał i Tytani potrzebowali pomocy, dlatego przyjechałam —
wydukałam, lekko speszona. Zaczęłam skubać rękaw swojej bluzy. Już otworzyła
usta, by coś powiedzieć, lecz w tym samym momencie zza rogu domu wyłoniła się
Raven, wgapiona w swój komunikator. Kiedy do nas podeszła, westchnęła ciężko i
schowała go do kieszeni spodni.
— To
jeszcze trochę zajmie — rzuciła beznamiętnie. — Te zaklęcia są naprawdę potężne.
— Nie
bardzo rozumiem, dlaczego komuś aż tak mogłoby zależeć na ochranianiu tej
rudery. — Lucky przeciągnęła się, ziewając. Uśmiechnęła się, kiedy otrzymała od
Tytanki całusa w czoło.
—
Ludzie mają czasem dziwne pomysły. Wcale się nie zdziwię, jeśli w środku czeka
na nas duch jakiegoś psychopaty, którego w średniowieczu pogrzebano żywcem za
jego przewinienia. — Rae potarmosiła włosy swojej wybranki. — Dacie radę
poczekać jeszcze chwilę?
Przeszedł
mnie dreszcz. Bardzo zachęcająca wizja jak dla nowicjusza. Podciągnęłam kolana
pod podbródek.
— Nie
ma problemu. — Uśmiechnęłam się słabo na potwierdzenie własnych słów, choć w
głębi duszy miałam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wiać, gdzie pieprz
rośnie. Nie dość, że po mieście szaleje morderca, to jeszcze mieszkańcy
trzymają sobie duchy psychopatów w piwnicach? Boże, dlaczego ktokolwiek chciał
tu żyć?
Tytanka
skinęła głową, po czym odwróciła się na pięcie i po chwili zniknęła za rogiem
budynku. Znów zapadła niezręczna cisza. Z tyłu mojej głowy wciąż krążyło
przeczucie, że ktoś uważnie się nam przygląda, ale nerwowe zerkanie przez ramię
nie przyniosło żadnych rezultatów. Zmarszczyłam brwi. Ciekawe, czy to początki
nerwicy?
— Coś
nie tak? — Jinx wstała i rozejrzała się dookoła.
— Nie,
nic takiego. Po prostu wydawało mi się, że ktoś nas obserwuje — rzuciłam
nonszalancko, nie chcąc martwić jej moją paranoją. Dziewczyna spojrzała na mnie
z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
— No co
ty, przecież nie ma tu żywej duszy! — powiedziała dosyć głośno, nachylając się
w moim kierunku. — Dobrze wiedzieć, że masz łeb na karku. Jeden siedzi za
drzewem, a drugi schował się w krzakach — dodała ciszej. Przez chwilę
wpatrywałam się w nią i przetrawiałam informacje. Opuściłam nogi na ziemię,
niechcący zaciskając dłonie w pięści.
—
Powinnyśmy powiedzieć o tym dziewczynom — wyszeptałam niepewnie. Lucky
pokręciła głową, dla niepoznaki udając, że się przeciąga. Znów usiadła obok
mnie.
— Jest
ich dwójka, spokojnie ich rozłożymy, jeśli dojdzie do walki. Patrząc na to, jak
kiepsko idzie im chowanie się podejrzewam, że to podrzędni złodzieje, którzy
pewnie chcieli okraść ten dom i wybrali sobie do tego kiepski termin. — Złożyła
dłonie w tubę i przystawiła je do ust. — Chyba nic dzisiaj nie wyjdzie z tego łapania
duchów. Powinnyśmy wracać do domu.
Przyglądałam
jej się uporczywie, próbując zrozumieć, co miało nam przynieść jej celowe
krzyczenie. Może po spotkaniu się z Rae i Gwiazdką chciała tu wrócić i
przyłapać ich na gorącym uczynku? Ale w takim razie dlaczego od razu nie
poleciałyśmy powiedzieć o wszystkim reszcie grupy? Mówiła coś o tym, że w razie
walki damy sobie radę… Chwila. Czy jej plan polegał na tym, by ściągnąć uwagę
złodziei na nas i zacząć ich tłuc? Ale po co? Żaden normalny człowiek nie
zaatakowałby superbohatera sam z siebie…
Spojrzałam
na własne ubranie, po czym pacnęłam się dłonią w czoło. No tak, przecież każda
z nas specjalnie nie założyła stroju bojowego, tylko cywilne ubrania, a
dodatkowo wszędzie było ciemno. Dla ludzi, którzy się na nas czaili, zapewne
wyglądałyśmy jak znudzona grupka nastolatek. Bardzo łatwy cel, posiadający
takie skarby, jak telefony czy portfele.
— Tak,
nic tu po nas — dorzuciłam równie głośno, kiedy Lucky kopnęła mnie lekko w
kostkę. Obie podniosłyśmy się i
przerzucając się kompletnie nic nie znaczącymi zdaniami, ruszyłyśmy w stronę
domu.
W tym
momencie wydarzyły się równocześnie dwie rzeczy.
Przed
nami jak spod ziemi wyrosła postać z długą laską, a Jinx potknęła się o coś. Uderzyła
czołem o podłoże, a tajemniczy nieznajomy rzucił się na nas, koncentrując swoje
ataki głównie na mnie. Błyskawicznie odskoczyłam do tyłu, starając się unikać
laski przeciwnika i jednocześnie wyprowadzić jakiś sensowny atak. Osoba, z
którą walczyłam, była tak niesamowicie szybka, że moje marne machanie rękami,
by zmusić cienie do współpracy, kończyły się na niczym. Przez brak silnego źródła światła nie miałam
jak przeskoczyć do wymiaru cieni, by móc zaatakować z zaskoczenia.
Gdzieś
za plecami mojego przeciwnika rozbłysła różowa błyskawica, oświetlając na
chwilę cały ogród. Tyle mi wystarczyło, by dowiedzieć się, że walczyłam z
kobietą. Zdesperowana, walnęłam pięścią na oślep, trafiając w powietrze.
Skoczyłam w bok, unikając kolejnego ciosu, i potoczyłam się po trawie.
Zatrzymałam się przy starcie kamieni, na której wcześniej przesiadywałam z
Lucky. Pioruny pojawiały się coraz częściej, co dało mi szanse zlokalizować
najbliższy cień. Dotknęłam go opuszkami palców, a ten natychmiast owinął się
wokół mojej ręki. Zadowolona z uzyskanego efektu, znów odskoczyłam do tyłu.
Skoro udawanie Avatara nie działało, musiałam radzić sobie po staremu*.
W tym
momencie oberwałam w kolano tak mocno, że upadłam. Osłoniłam się mocą przed
kolejnym zmasowanym atakiem szybkich ciosów, jednocześnie zmuszając niewielką
jej część do przepełznięcia na moją drugą dłoń, którą schowałam za plecami.
Poczułam przyjemne mrowienie w karku. Korzystając z tego, że moja przeciwniczka
była już trochę zmęczona, a przez to mniej uważna, wyczekałam na dogodny
moment, po czym wystrzeliłam jak proca przed siebie, wyrzucając wolną rękę do
przodu. Bariera zniknęła, a magiczna ptasia łapa stworzona z cieni uderzyła w
napastniczkę, powalając ją na ziemię. Uderzyłam drugi raz, lecz kobieta
błyskawicznie odskoczyła na bok i stanęła na nogi.
—
Mówiłam mu, że to debilny pomysł — doleciało do moich uszu.
— Kim
jesteście? Czego chcecie? — krzyknęłam, próbując złapać oddech. Gdzieś z tyłu
mężczyzna z dziwną maską na twarzy sprawnie unikał kolejnych piorunów wściekłej
Jinx.
— To
nie twoja sprawa, dziecko. Powinnaś raczej zainteresować się tymi, którzy
siedzą pod nami — rzuciła w odpowiedzi, ocierając usta dłonią. Nie zdążyłam
nawet dobrze zastanowić się nad jej słowami, ponieważ znowu przystąpiła do
ataku. Zablokowałam cios, po czym uderzyłam lewą ręką na oślep. Czarna łapa
powtórzyła mój ruch. Wściekła kobieta upadła jakiś metr dalej, przetaczając się
po ziemi aż pod stopy walczącej dwójki. Jinx w tym momencie posłała w kierunku
przeciwnika kolejną serię różowych błyskawic, lecz mężczyzna uniknął uderzenia
bez większego problemu. Dziewczyna ciężko oddychała. Prawą ręką trzymała się za
brzuch. Musiałam jej pomóc.
Podbiegłam
do grupki w momencie, w którym moja przeciwniczka podniosła się na nogi.
Warknęła coś pod nosem, a podmuch powietrza posłał mnie w głąb ogrodu. Z jękiem
uderzyłam głucho o podłoże, robiąc w nim porządne wgłębienie. Na kilka sekund
mnie zamroczyło.
Kiedy
udało mi się w końcu podnieść, Jinx została złapana przez swojego przeciwnika. Przeklinając i wyrywając się, próbowała dosięgnąć go swoją mocą. Była na tyle
osłabiona, że jedyne, co udawało jej się zrobić, to wywoływać niewielkie spięcia,
które rozświetlały otoczenie wokół nich. Stojąc za nią, mężczyzna przyduszał ją
jedną ręką, a drugą sięgnął do kieszeni. Przeraziłam się, gdy zobaczyłam, co z
niej wyciągnął. Strzykawka.
Ten
facet był szukanym przez nas mordercą.
— Jinx!
— Rzuciłam się w ich stronę, ale kolejny podmuch wiatru odesłał mnie na drzewo.
W uszach zaczęło mi piszczeć.
W tym
momencie mężczyzna wbił strzykawkę w szyję czarownicy. Ta krzyknęła, a ogród
rozświetlił blask tuzina reflektorów. Odruchowo zasłoniłam oczy dłonią.
Oszołomiona, nie bardzo wiedziałam, co się dzieje.
— Stać!
Policja! — rozległo się wokół nas. Robin pojawił się na miejscu nie wiadomo
skąd i rzucił się w kierunku mordercy. W tym samym momencie towarzysząca mu
kobieta krzyknęła coś, a całą trójkę otoczył gęsty, fioletowy, wirujący dym.
Robin wpadł w niego, ale było już za późno. Nasi przeciwnicy rozpłynęli się w
powietrzu.
Jinx
poleciała przed siebie, na szczęście lider zdążył ją złapać. Z trudem podniosłam się na nogi i dokuśtykałam
do poszkodowanej. Upadłam na kolana, sprawdzając puls dziewczyny.
— Co tu się
dzieje? Co ty tu robisz? — wydusiłam.
—
Cholera jasna, zwiali — powtarzał w kółko lider, próbując podtrzymać omdlałe
ciało. Przeklinając pod nosem, wyciągnął strzykawkę i wyrzucił ja gdzieś na
trawę.
—
Pogięło cię do reszty?! — Po raz pierwszy od czasu naszej kłótni w salonie
podniosłam na niego głos. Natychmiast rzuciłam się w poszukiwaniu narzędzia
zbrodni. — Nikt nie wie, co on jej wstrzyknął! Jak chcesz jej niby pomóc,
wyrzucając jedyną rzecz, dzięki której można zrobić odtrutkę?! — Podniosłam
delikatnie strzykawkę i otrzepałam ją z trawy i brudu. Odetchnęłam z ulgą.
Morderca nie zdążył opróżnić jej do końca. Jinx może przeżyć.
Robin
patrzył na mnie, jakbym co najmniej urwała się z kosmosu.
—
Dobra, nie pomyślałem. Musimy ją zabrać do szpitala. I znaleźć tą dwójkę.
Cholera, jakim cudem oni zwiali… — rzucił w końcu, próbując podnieść się z
nieprzytomną dziewczyną na rękach.
— JINX!
— Raven wylądowała obok dziewczyny, ubrana w swój strój bojowy. Spanikowana,
macała jej twarz, jakby to miało pomóc jej się obudzić. — Jinx, na Wielką Azar,
nie rób mi tego… — Przyłożyła ucho do jej piersi. Po chwili wyprostowała się,
rzuciła wściekłe spojrzenie liderowi, po czym wyrecytowała krótkie zaklęcie.
Otoczyła nas czerń.
*to
jest jeden z wielu powodów, dla którego żałuję, że Shad nie miała szansy
pojawić się w komiksie. Początkowo jej zdolność panowania nad cieniami była
bardzo słaba i by w ogóle móc coś zrobić, dziewczyna musiała fizycznie dotknąć
jakąś częścią ciała cień, a ten robił co chciała dopóty, dopóki miał fizyczny
kontakt z jej skórą. W tamtym okresie najwygodniej było jej wtedy robić
szponiaste łapy, przypominające ptasie pazury (pi razy drzwi przypomina to
kształt mocy, którą Raven w odcinku „Znamię” odesłała Slade’a na ścianę, jeśli
komuś trudno to sobie wyobrazić). Dopiero w późniejszym okresie odkryła, że
może kontrolować cienie na odległość, wykonując niektóre figury czy pozycje z
różnych sztuk walki (tak, naoglądała się Legendy Korry i stąd jej się to
wzięło), chociaż ten system posiada wiele wad i nie zawsze działa.
Tu miałam napisane jakieś piękne podsumowanie wszystkiego, ale na dwa dni przed publikacją oczywiście zachciało mi się pozmieniać treść opowiadania i głupia nie pomyślałam, by wkleić nowe części w miejsce starych, tylko z automatu zamieniłam całą notkę. Brawa dla tej pani.
Ogółem cały Cień IV (1 i 2 część) ma równo 6754 słów. Jestem z siebie niesamowicie dumna, nawet jeśli nie udało mi się napisać 7100 słów, tak jak początkowo planowałam. Ale wyrobiłam się w terminie! Naprawdę, to dla mnie prawie jak święto.
Taka ciekawostka: ten rozdział przed dzisiejszym porankiem nosił tytuł "Podać kawę, herbatę czy kłopoty?". Obecny tytuł jakoś tak bardziej mi pasuje.
A, no tak. Obiecane zagadki. Zgadnijcie, komu znowu nie udało się nic przygotować? Mam nadzieję, że ta część jakoś zrekompensuje wam ten brak. No i hej, wielki tru loff Raven w końcu się ujawnił! :D
A, no tak. Obiecane zagadki. Zgadnijcie, komu znowu nie udało się nic przygotować? Mam nadzieję, że ta część jakoś zrekompensuje wam ten brak. No i hej, wielki tru loff Raven w końcu się ujawnił! :D
Pozdrawiam wszystkich czytelników ciepło, przypominam o trwającej wciąż ankiecie pomagającej mi ulepszyć to wiekopomne dzieło, mam nadzieję, że się podobało i do następnego :D!
PS. Nie wiem, kiedy konkretnie pojawi się następny rozdział, bo zaczęłam drugi semestr studiów i mój plan zajęć bardzo negatywnie mnie zaskoczył. Planowałam opublikować kolejną część 1 kwietnia (nie, to nie żart). Jak wyjdzie, zobaczymy.
PS 2.:UPDATE: ankieta Katalogowo "rozdział miesiąca" już jest! Kliknij tutaj żeby zagłosować. Ogółem jak któryś z rozdziałów dostanie najwięcej głosów, to potem zostanie opublikowany na stronie Katalogowo = więcej fejmu dla tego pięknego dzieła = autorka bardziej się raduje = większa motywacja, więc wszyscy wygrywają :D
PS 2.:UPDATE: ankieta Katalogowo "rozdział miesiąca" już jest! Kliknij tutaj żeby zagłosować. Ogółem jak któryś z rozdziałów dostanie najwięcej głosów, to potem zostanie opublikowany na stronie Katalogowo = więcej fejmu dla tego pięknego dzieła = autorka bardziej się raduje = większa motywacja, więc wszyscy wygrywają :D
Ta wersja Jinx... trochę mnie zadziwiła. Jej zachowanie... nie pomyślałabym o niej w ten sposób.
OdpowiedzUsuńMożesz mi wyjaśnić, czym jest lak? Tam na początku to jest, a ja nie wiem o co chodzi.
Wow... (czytam i komentuję na bieżąco) Jinx? Zwaliłaś mnie z nóg. I muszę przyznać, że jakiś czas temu myślałam o tym, czy by przypadkiem mojej Rae nie zrobić biseksualnej, ale jakoś tak... Widzę, że wykorzystałaś moje zawahanie.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy - dziwnie ucięte zdanie albo ja tego nie zrozumiałam.
Ogólnie bardzo pozytywnie zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem, a ty już mi tu wylatujesz, że następny dopiero 1 kwietnia. Bu!!!
I nie rozumiem Robina. O co temu cudownemu dziecku chodzi? Zjawia się ni z gruchy, ni z pietruchy i ryczy na Shad... Dziwne.
Muszę to napisać jeszcze raz... Zbierałam szczenę po wstępie. I chyba zdecydowałam się, że w późniejszej części własnego opowiadania też zrobię z Raven bi. Dzięki za motywację!
Miałam nadzieję, że to polowanie jednak się odbędzie, bo chciałam zobaczyć jakbyś to opisała.
A no właśnie, opisy. Krótkie, ale takie z polotem, profesjonalne.
Żeby uzyskać taką ilość słów, musiałabym napisać koło 4 własnych rozdziałów. Szacun!
Jeśli chodzi o lak: https://sjp.pl/z+braku+laku; kiedyś koperty nim zaklejali, a jeśli ktoś był biedny i nie było go na niego stać, używał poślinionego opłatka :D
UsuńTo dziwne ucięcie to pozostałość po kilku zdaniach, które musiałam wywalić. Dzięki za zwrócenie uwagi! Moje bety ostatnio coś nie chcą współpracować.
Mi też jest przykro, że następny rozdział będzie dopiero w kwietniu, ale co ja poradzę :c Wszystko wina studiów.
Zachowanie Robina będzie wyjaśnione bardziej szczegółowo właśnie w następnym rozdziale, kiedy Rae zrobi mu z życia jesień średniowiecza :D.
Haha, zawsze do usług :D Nie wiem w sumie dlaczego, ale Raven i Jinx tak po prostu mi do siebie pasują. Pomijając fakt, że na samym początku Rae miała być w ogóle aseksualna XD. A poza tym ta wersja Jinx to pokłosie poprzedniej wersji tego opowiadania z 2012 roku, gdzie była ona punkówą.
Co do polowania - od początku miało zostać zakłócone w jakiś sposób przez Morta i Van, więc niestety na to szans nie było. Mogę za to obiecać, że Geologowie załatwią więcej epickich rytuałów.
Cieszę się bardzo, że się podobało i zapraszam na więcej najwcześniej w kwietniu.
Z aseksualnością też dobry pomysł. Mnie ludziska tylko wypytują czy połączę ją z Bestią czy z Robinem i nie wiem co zrobić. Może to jest wyjście?
UsuńNo to ten tego... Czekam na tą jesień średniowiecza i te epickie rytuały.
Posmutniałam, gdy napisałaś, że kolejna część dopiero w kwietniu ;_; Ale doskonale rozumiem twój brak czasu i obowiązki związane ze studiami. I podziwiam, że w międzyczasie potrafisz coś napisać. Z rysowaniem jest łatwiej i szybciej idzie, z pisaniem niestety już trzeba bardziej pomyśleć i więcej czasu poświęcić. Wierz mi lub nie, ale serio czuję przypływ radości, gdy widzę info o nowej notce. Zwłaszcza, że lubię się dowiadywać więcej o Shadow. W ogóle powinni dodać tu te lajki :D
OdpowiedzUsuń"Dalej zgrzyta zębami przez sen" - biedny Robin, a ja sobie śmieszkuję! To dlatego, że wyobraził mi się ten z TTG i w ogóle w tym momencie miałam flashback w postaci starych blogów z parodiami o Robinie i Tytanach XD. Może trzeba go zmusić do używania jakiegoś ochraniacza na zęby, bo inaczej chłopak sobie zetrze całe szkliwo ;_;
Pairing Raven i Jinx mnie totalnie zaskoczył, ale trzeba przyznać, że one do siebie bardzo pasują.
I ten fragment z Van i Mortem, gdy jej tak spojrzał w oczy i wpłynął na jej decyzję - nie wiem, jak to określić, ale to był taki głęboki moment, no po prostu bardzo fajnie to wyszło, o!
Świetny opis walki i to, jak w niej ukazałaś Shad. Mam teraz o wiele lepsze wyobrażenie działania jej mocy i pomysł na ukazywanie jej w potencjalnych komiksach.
(Marzy mi się w końcu zrobienie takiego odcinka o jakiejś misji z potężniejszymi przeciwnikami [których, nawiasem kwadratowym, trza w ogóle wymyślić], gdzie NW będą mogli wreszcie dać popis swoich umiejętności)
Do tej pory wiedziałam tylko, jak Shad mogłaby się bronić, ale nie miałam pojęcia, co z atakiem. Bardzo lubię ataki pokroju różnych konstrukcji z różnych energii (coś jak robią Rav czy Argent), jak właśnie wielkie szpony/ręce/pięści/nawet jakieś konkretne przedmioty. To zawsze epicko wygląda i Shadow, gdy się tego wyuczy na amen na experta, to da jej to naprawdę dużą przewagę.
A Robin to wyskoczył jak z konopi O.o Doskonały zwrot akcji, ale ziomuś przesadził z tym tekstem. Chętnie się dowiem, co mu odjaniepawliło. Mam ochotę dać Shadow soczek pomarańczowy na pocieszenie. Ona jeszcze będzie championem!
Jak zawsze, mnóstwa zabawy i powodzenia w pisaniu :D
Jeśli znowu będzie mi za długo szło z pisaniem, to najwyżej podzielę rozdział, tak jak to zrobiłam z tym, mówi się trudno :D Cieszę się, że te moje wypociny się podobają. Nic tak nie raduje autora jak komentarz od czytelnika <3
UsuńWszyscy się nabijają z Robina i jego zębów, a chłopak się biedny stresuje i to przez to tak zgrzyta ;_; ogółem widzę, że bardziej idę w stronę TTG, jeśli chodzi o charaktery postaci. To chyba nie najlepiej o mnie świadczy XD. No trudno, Robin będzie musiał sobie z tym jakoś poradzić.
Jakoś tak zawsze parowałam Rae z Jinx. Jak dla mnie mają o wiele więcej ze sobą wspólnego niż taki Bestia z Raven.
Hihi, jeszcze o tym Mortowym patrzeniu ludziom w oczy będzie nie raz ;)
Akurat opisu walki bałam się najbardziej, bo ja kompletnie w opisy nie umiem i myślałam, że wyszedł z tego jeden wielki misz-masz (jakby nie patrzeć, Shad się przez większość czasu po prostu turla po trawie, szkoda mi jej ubrań).
(mi się marzy ogółem powrót NW. [I Darlent jako oficjalny pairing])
Pomysłów na to, jak Shad mogłaby wykorzystywać swoje moce, miałam kilka(dziesiąt), co chociażby widać po tym, że jeszcze dwa rozdziały temu bawiła się w Korrę z Avatara. Stwierdziłam, że im prostsze rozwiązania, tym lepsze.
Nasz ziomuś ma problemy natury psychicznej i ktoś będzie musiał się nim w końcu zająć.
Dzięki serdeczne i zapraszam na następny rozdział (który mam nadzieję pojawi się jednak przed kwietniem, ale niestety nie mogę nic obiecać)!
Ale to jest smutne... :'( Serio? Rae lesbijką? XD W sumie to nie narzekam. Wydaje mi się, że w twoich historiach Robin jest zbyt nerwowy. Owszem, bywa, ale nie aż tak. Żeby nową od ciamajd wyzywać? Swoją drogą świetnie wszystko wyszło :) Ogólnie dostałam zacieszu, jak Rob wkroczył do akcji XD Chyba zaczynam mieć obsesję... Popracuję nad tym ;')
UsuńDzień Dobry!
OdpowiedzUsuńAkurat wracałem pociągiem z poznania, i miałem okazję aby miło spędzić czas poczytując opowiadania. Muszę przyznać, że rozdział mnie zaskoczył, w pewnym sensie. No na pewno Jinx z Raven mnie zaskoczyły, Robin mnie nie zaskoczył bo po można było się takiego zachowania spodziewać;). Właśnie czy Jinx przeżyje? Tego na pewno dowiem się później;) Choć sądzę, że tak;). Ta scena z Van i Mortem, no dość...ujmująca. Podoba mi się jak prowadzisz narrację, czytając nie pogubiłem się w opisach, szczególnie w walce, która z natury jest bardzo dynamiczna. A właśnie, może Robin się tak zachowuje bo jest zazdrosny o to, że Silent ma lepszą ekipę od jego? Ale to tylko taka teoria:D.
Dzień dobry :D!
UsuńCieszę się, że moje bazgranie uprzyjemniło ci podróż i że się podobało :D. Jesteś jedyną osobą, której nie zdziwiło zachowanie Robina xD.