Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunderbird. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunderbird. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 czerwca 2018

#1 Drama-lama (dodatek do Thunderbird)

— Kay, ty… — Zacisnął pięści, przerywając w połowie. Spojrzał na nią błagalnie.
— Budzę się. Wiem — westchnęła, spuszczając wzrok. Głos roznoszący się po komnacie powoli zaczynał się wyostrzać tak, że można było rozróżnić już pojedyncze słowa. Moc Dona ześwirowała, strącając losowe książki z półek. — Prędzej czy później to musiało nastąpić.
Z gardła króla Nod wydobył się dziwny dźwięk, który przypominał trochę ryk zranionego zwierzęcia. Sam król odwrócił się, nie mogąc już dłużej spokojnie patrzeć na dziewczynę.
Oto Kayla Grayson - ta Kayla, która nie wiadomo jakim cudem znalazła się w jego odciętym od innych wymiarów świecie, która przewróciła jego życie do góry nogami, która wykryła ruch oporu w królestwie i udaremniła zamach na jego życie - oto teraz miała się obudzić w swoim świecie.
A to również oznaczało, że już nigdy więcej mogą się nie zobaczyć.
Znów warknął, sfrustrowany, próbując wymyślić coś, co mogłoby zatrzymać ją chociaż na chwilę. Książki w tym czasie zaczęły się otwierać, wzniecając coraz większe tumany kurzu. Kayla kichnęła, kryjąc twarz w dłoniach.
— Don...
“Nie, nie ma tak dobrze. Nie możesz tak po prostu stąd odejść.”
— Don, proszę. Pożegnaj się chociaż ze mną.
Podczas gdy głos z Tamtego Świata przybierał na sile, jej zaczął słabnąć. Ona sama poczuła, że zaczyna kręcić się jej w głowie. Pojawiły się również dźwięki respiratora.
— Dobra, chyba nie mam zbyt wielkiego wyboru. — Król wyciągnął z kieszeni jeansów kostkę do gry, którą zawsze przy sobie nosił. Podniósł ją do ust i dmuchnął na nią, po czym szybko się zamachnął, a kostka tradycyjnie zamieniła się w miecz, którym kiedyś Fiona pokonała Sadako. Ciął nim powietrze, otwierając portal.
— Don, co robisz? — W poszukiwaniu oparcia dziewczyna oparła się o regał. Zawroty głowy przybierały na sile. Zdawało jej się nawet, że przez chwilę słyszy swojego ojca… i kogoś jeszcze. Kogoś, z kim od bardzo dawna nie miała żadnego kontaktu.
Drzwi biblioteki zamknęły się z hukiem.
— Łamię wszystkie możliwe prawa, jakie sam kiedyś stworzyłem. — Król sięgnął dłonią w głąb portalu. Wyciągnął stamtąd niewielki medalion, po czym nie zawracając sobie głowy zamykaniem przejścia podszedł do Kayli i założył go jej na szyję. — Stworzyłem go, kiedy Fiona szukała sposobu, by móc wrócić do swojego świata. Kiedy wraz z Lią udało im się spotkać, obiecałem sobie, że już nigdy go nie użyję… aż do teraz. — Podniósł jej opadającą głowę i poklepał ją lekko po policzku. — Kay, skup się jeszcze przez chwilę. Ten medalion pozwoli ci otworzyć portal do Nod bez względu na okoliczności. Pewnie będzie potrzebował trochę czasu, by znów zacząć poprawnie działać, więc nie zdziw się, jeśli przez jakiś czas nie będzie reagował.
— Jak go użyć? — Ujęła jego dłoń, która cały czas spoczywała na rzemyku podtrzymującym błyskotkę.
— Tak samo, jak mój miecz. Już raczej wiesz, jak go używać. — Chwycił ją szybko w pasie, gdy dziewczyna zachwiała się na nogach, i przycisnął ją mocno do swojej piersi. — Idź, nie walcz już. Jestem pewien, że twój ojciec stęsknił się za tobą — mruknął, choć jego mocny uścisk świadczył o tym, jak bardzo nie chciał, by się obudziła.
— Tata… — westchnęła, zaciskając palce na jego kraciastej, tęczowej koszuli. Udało jej się z trudem podnieść głowę, by spojrzeć mu w oczy.
Przez chwilę wpatrywali się tak wzajemnie w siebie, nic nie mówiąc. Oboje szukali odpowiednich słów. Głos, który bezustannie im towarzyszył, stał się wyraźny — był to głos lekarki, która prowadziła leczenie Kayli. Przeplatał się on dodatkowo z głosem Richarda oraz kimś, kto mętnie plątał się gdzieś Kay po głowie, próbując jej przypomnieć o swojej obecności.
Kartki papieru zaczęły fruwać po pomieszczeniu wraz z kurzem — moc Dona szalała coraz bardziej z każdą minutą.
— Kay… — wydusił głosem ściśniętym od nadmiaru emocji. Podniósł ją trochę, gdy zaczęła mu się wręcz wyślizgiwać z rąk. Z każdą chwilą coraz bardziej opuszczała Nod. Król czule odgarnął za ucho pasmo włosów, które opadło na jej twarz.
— Nie rozklejaj s...ię — wydusiła z siebie, przymykając oczy. Ostatkiem sił dotknęła dłonią jego twarzy i przyciągnęła go do siebie, składając na jego ustach delikatny pocałunek. Don natychmiast go pogłębił, przytulając ją z całą mocą do siebie. Po jego policzkach spłynęły łzy. Żarówki w królewskich żyrandolach zaczęły pękać. Kawałki papieru i księgi wirowały wokół nich z zawrotną prędkością wraz z kurzem.
Don w końcu przerwał pocałunek, kiedy poczuł, że dziewczynie zaczyna opadać głowa. Cały zapłakany docisnął jeszcze wargi do jej czoła.
— Śpij — wyszeptał jeszcze, zaciskając dłonie w pięści na jej liliowej sukience. Kay zaczęła znikać w jego ramionach. Po raz ostatni wtulił nos w jej obojczyk, by móc zaciągnąć się jej zapachem. Jego ramiona zaciskały się na jej drobnym ciele coraz bardziej, podczas gdy dziewczyna coraz bardziej rozpływała się w powietrzu. Wraz z nią głosy, które słyszeli, zaczęły milknąć. W końcu zniknęły, zabierając ją ze sobą. Don został sam.
Upadł na kolana. Wraz z nim na podłogę opadły księgi, zwoje papieru i kurz, który natychmiast osiadł na jego mokrych od łez policzkach. Otarł je, pociągając nosem tylko po to, by po chwili wybuchnąć jeszcze bardziej spazmatycznym płaczem.
Drzwi biblioteki zostały wyważone, a do pomieszczenia wpadł jak burza elitarny oddział wojska, który zajmował się ochroną koronowanej głowy. Dowódca błyskawicznie kazał rozejrzeć się ludziom po bibliotece, a sam podbiegł do króla.
— Panie! Co się stało? Nic ci nie jest? — Z największą ostrożnością pomógł wstać swojemu władcy. Zaniemówił, gdy zobaczył króla, zanoszącego się płaczem
— Ona nie wróci — wymamrotał Don, załamując ręce. — Przejścia są zamknięte. Nie wiem, jak to zrobiła ostatnim razem… nie wróci.
— Najjaśniejszy panie, co się stało? — Dowódca niepewnie poklepał swojego króla po ramieniu. Nikt go nigdy nie uczył, jak uspokajać napady paniki głowy królestwa bez naruszania etykiety i prawa.
— Kayla. Obudziła się.


***


Teraz jak na to patrzę, to się bardzo cieszę, że jednak nie kontynuowałam tej dramy. Ogółem przepraszam, że wyciągnięte z czeluści dysku, niepoprawione i takie słodkopierdzące, ale po takim czasie chciałam wam dać coś do poczytania, a nie miałam siły i czasu napisać coś nowego/lepszego/przerobić tego starocia. Poza tym grzebanie w plikach może być fajne. Znalazłam właśnie fragment, jak dwaj naczelni geje (wbrew pozorom nie Lucek i Felix) napierdzielają się na cegłówki. Quality content.
O, jest nawet Zosia i Morze Snów! Zapomniałam o tym kompletnie. Nie ma to jak pisać opowiadanie na podstawie teorii spiskowych dotyczących Krainy Grzybów i Blue Whale Challenge.
Nie przedłużając, pora na ogłoszenia parafialne:
1) Zaliczam się do grona szczęśliwców, którzy przetrwali pierwszy rok :D (a to spory wyczyn jeśli spojrzeć na to, że z 28 osób zostało nas 14? 12?). Jutro jadę oddać indeks i można oficjalnie nazwać mnie wolnym człowiekiem. Żadnych więcej prac naukowych przez następne trzy miesiące, o nic więcej nie mogłabym prosić.
2) Haft krzyżykowy liczony rządzi i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.
3) Gra: fabuła jest już napisana, a część z Shadow opiera się na Geologach. Nie będzie to jednak kropka w kropkę przeniesienie z bloga, a coś całkiem nowego (głównie dlatego, że Shad już nie jest motylkiem, a przez Geologów poznaje NW). Prawdopodobnie pojawią się też Mort jeszcze przed staniem się Mortem i Sadie, ale tu jeszcze nie jestem pewna. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić was do zagrania w to wiekopomne dzieło :D.
4) Co w takim razie z blogiem? To jest bardzo dobre pytanie. Przyznaję się bez bicia, że nie wiem, co dalej z tym wszystkim począć. Nie mam na razie pomysłu na żadną "zastępczą" czy dodatkową historię, którą mogłabym napisać i tu wrzucić. Wiem, były prośby o Children of the stars, ale niestety nie pamiętam ani trochę, co tam się miało dziać, o co chodziło i co w tym wszystkim miała robić Aris. Może kiedyś coś z tego wyjdzie, ale nic nie mogę obiecać. Jak tylko na coś wpadnę, to na pewno wam o tym powiem. Na pewno chciałabym się skupić na pisaniu krótszych, bardziej zwartych i przede wszystkich skończonych historii, a nie tworzyć kolejne 40 rozdziałowe dzieło, które zostaje porzucone po 5 rozdziałach. Nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy pojawi się tu cokolwiek, co nie będzie całą listą rzeczy do zrobienia, a opowiadaniem. Mam jakieś luźne pomysły dotyczące np. wyjazdu Shad do wioski, z której pochodzi po tym, co będzie działo się w grze, czy nową wersję Thunderbird (portale i przenoszenie się w czasie, kto by tego nie lubił?), ale żaden z nich nie nadaje się w obecnej formie na opowiadanie. No nic, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
5) Bardzo się obrazicie, jeśli następne opowiadanie nie będzie dotyczyło Tytanów?

Na razie pozdrawiam was cieplutko i życzę wam, byście wypoczęli sobie przez wakacje :). Do napisania! 

wtorek, 10 stycznia 2017

Children of The Storm

W ramach zadośćuczynienia za to, co napisałam we wstępie (który znajduje się na końcu, bo tych na początku nikt nie czyta), dzielę się z wami kawałkiem obiecanego opowiadania, z którego jestem najbardziej dumna:

☾

Rozejrzała się na wszystkie możliwe strony, podnosząc się z klęczek. Oprócz wszechogarniającej czerni jedyne, co mogła zobaczyć, to dębowa podłoga, ciągnąca się we wszystkie strony i ginąca w mroku. Wymachiwanie lampą w kształcie pięcioramiennej gwiazdy również nie pomogło jej odkryć czegoś wartościowego. 

Otrzepała jeansy z kurzu, wyciągnęła z ciemnych włosów zaplątany w nich patyk, po czym przetarła podkrążone ze zmęczenia oczy. Spróbowała krzyknąć, by sprawdzić, czy ktoś jej towarzyszy, lecz z jej gardła zamiast słów wydobyła się melodia, przypominająca dźwięki harfy. Zaskoczona dziewczyna zatkała dłonią usta, po czym po chwili konsternacji znów spróbowała coś powiedzieć - z tym samym skutkiem.

“Okej, w ten sposób raczej nic nie zdziałam.” - pomyślała. Mocniej chwyciła metalowy, zdobiony uchwyt lampy, po czym ruszyła do przed siebie w poszukiwaniu wyjścia z niecodziennego otoczenia, uważnie rozglądając się na boki.

Przez bardzo długi czas nie mogła znaleźć niczego, co pomogłoby jej przynajmniej ustalić, gdzie jest. Dopiero gdy od mocnego ściskania lampy poczuła ból w palcach i zwolniła trochę uścisk, dostrzegła wirujące wokół niej drobinki, podobne do płatków śniegu. Migotały w podobny sposób, co kryształki lodu, lecz nie były zimne w dotyku ani nie roztapiały się podczas kontaktu z rozgrzanym przez świecę przedmiotem. Podczas dalszej wędrówki drobinki rosły, unosiły się w powietrzu coraz bardziej leniwie, aż w końcu przemieniły się w kartki papieru o przeróżnych wielkościach, które po prostu zawisły w przestrzeni. Ustępowały z drogi pod wpływem ruchu powietrza, jaki wywoływała swoim spacerem dziewczyna. Każda z nich była zapisana drobnym, lekkim pismem, gdzieniegdzie można było dostrzec kawałki starych, poniszczonych map lub szkiców. Wszystkie one jednak były zbyt daleko, by dziewczyna mogła konkretnie powiedzieć, co przedstawiają.

Zaciekawiona, spróbowała złapać pierwszy lepszy skrawek papieru, lecz ten rozpłynął się, nim zdążyła w ogóle dotknąć go opuszkami palców. Drugi poderwał się do góry i odpłynął niczym liść niesiony przez wiatr, a trzeci zaczął składać się w pół i robił to dopóty, dopóki nie stał się na tyle malutki, by zniknąć intruzowi z oczu.
- Niech to diabli - mruknęła pod nosem, co poskutkowało kolejnymi dźwiękami harfy. Brak możliwości wyrażenia swoich myśli jeszcze bardziej sfrustrował upartą brunetkę. Pomimo sennej i relaksującej atmosfery panującej dookoła dziewczyna z każdą chwilą była coraz bardziej poddenerwowana. Nieznane otoczenie tylko ją drażniło i niepokoiło.

Uniosła lampę w górę, próbując dostrzec tekst na jednej z kart, lecz tym razem jej uwagę przykuło coś innego. Gdzieś przed nią rozbłysło mocne, niebieskie światło. Oprócz niego pojawił się także powiew ciepłego, letniego wiatru, który rozproszył kartki i zmusił je do ponownego wirowania. Jedna z nich przykleiła się do twarzy nastolatki. Ta zerwała przeszkadzający jej materiał, by móc dostrzec kilka metrów od siebie niewielkie hebanowe drzewko. 

Siedział na nim ogromny, niebieskopióry ptak, wyglądem nieco przypominający orła. Dookoła niego powiewały na wietrze ozdobne zakończenia jego własnego ogona i to one były źródłem niespodziewanego światła. Na jego szyi kłębiły się delikatne piórka, które przypominały szaroniebieskie chmury. Ptak na chwilę rozłożył skrzydła, a wtedy pomiędzy lotkami przemknęło kilka wyładowań elektrycznych. 

Zaskoczona brunetka podeszła bliżej, by móc dokładnie przyjrzeć się niezwykłemu stworzeniu. Choć zwierzę było o wiele większe od niej, nie czuła strachu, gdy wyciągnęła ku niemu dłoń, by móc go pogłaskać. Ptak uważnie śledził jej ruchy i nie zareagował w żaden sposób na nieśmiały dotyk. Po chwili niepewnego głaskania piór lekko odtrącił dziobem dłoń dziewczyny, po czym kiwnął na nią głową i wzbił się do lotu. Ruch jego skrzydeł spowodował napływ kolejnych ciepłych podmuchów powietrza, pachnącego świeżo skoszoną trawą, mokrą ziemią i kwiatami maciejki. 

Kayla wciągnęła głęboko powietrze do płuc, rozkoszując się miłym zapachem. Ufnie ruszyła za ptakiem, który zostawiał za sobą ciemnoniebieską smugę, przypominającą poranną mgłę. Owa mgła co jakiś czas rozbłyskiwała w losowych miejscach, a chwilę później można było usłyszeć grzmot. Dopiero wtedy dziewczyna zorientowała się, że podąża za mitycznym Ptakiem Grzmotem, który według niektórych indiańskich legend był duchem burz, a jego przybycie zwiastowało potężne sztormy. 

Nastolatka zdawała się kompletnie nie zwracać uwagi na to, że wędruje za ogromnym, legendarnym stworem pośród burzowych chmur, a jej lampa gdzieś znikła. Dotychczas lewitujące kartki papieru postanowiły opaść na podłogę, która nie wiadomo kiedy przekształciła się z paneli w… trawę. Zaskoczona Kay przez dłuższą chwilę wpatrywała się w soczystą zieleń pod jej stopami. Oprzytomniała, gdy usłyszała grzmot nad swoją głową. Podniosła ją i ujrzała kołującego nad nią Ptaka. Jego skrzydła pociemniały, a błyskawice coraz częściej rozbłyskiwały między piórami. Unosił się na tle nieba, po którym powoli sunęły ciężkie, burzowe chmury. 

Dziewczyna znajdowała się teraz w nieznanej jej dolinie. Oprócz trawy i kilku drzew dostrzegła mały domek, stojący na niewielkim wzniesieniu. Grzmoty przybierały na sile, a na horyzoncie pojawiły się pierwsze błyskawice. Kayla puściła się biegiem w stronę budynku, chcąc schronić się przed burzą. Udało jej się dobiec do drzwi na chwilę przed spadnięciem pierwszych kropel deszczu. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi, po czym rozejrzała się po wnętrzu.
- Jak tyś tu wlazł? - mruknęła na widok przechodzącego się po kominku Ptaka Grzmota. Wtedy również odkryła, że jej głos, choć nadal pobrzmiewał dźwiękami harfy, był już o wiele bardziej zrozumiały dla niej samej. 

Ptak pochylił głowę i zaczął drżeć na całym ciele, a jego pióra lekko się nastroszyły. Z jego gardła wydobył się cichy skrzek. Kay miała wrażenie, że się z niej po prostu śmieje. 
- Bardzo zabawne, boki zrywać. - Chciała podejść do zwierzęcia, lecz Ptak zeskoczył na podłogę i wesoło pomaszerował do pokoju obok. - Po dzisiejszym już chyba nic mnie nie zaskoczy - westchnęła, podążając za legendarnym stworzeniem. 

Myliła się - następne pomieszczenie zaparło jej dech w piersiach, choć było prawie puste. Na środku pomieszczenia stała oszklona gablota, w której znajdowała się podniszczona kartka, przypominająca bardziej papirus niż papier. Najciekawsze w pokoju były jednak ściany - zostały pomalowane w taki sposób, by imitować las nocą. Malowidło było dopracowane w najmniejszych detalach, a Kayli wręcz wydawało się, że naprawdę wylądowała w lesie. Rozglądając się uważnie dookoła, podeszła do gabloty. Obejrzała ją dokładnie z każdej strony, doszukując się wskazówki, która pomogłaby jej dostać się do środka. Niestety, wszystkie jej próby pozbycia się szkła kończyły się fiaskiem.

- Może byś tak pomógł, co? - zwróciła się uprzejmie do ptaka, który leniwie szybował nad jej głową i próbował złapać świetliki, migotające na ścianach. Stworzenie zwróciło się ku dziewczynie i zamachnęło się mocno skrzydłami. Silny podmuch wzbił w powietrze kurz, które przekształciły się podczas lotu w zeschłe liście. Kayla osłoniła rękami twarz, chroniąc się przed wiatrem. W tym samym momencie rozległ się również grzmot. Pomiędzy piórami ptaka błysnęła błyskawica, która przeskoczyła po całym ciele zwierzęcia, by móc uderzyć w gablotę. Ta rozprysnęła się na miliony drobinek, które błyskawicznie zniknęły, porwane przez wiatr. Większe z nich zdążyły poharatać nieosłoniętą skórę dłoni dziewczyny. Ta krzyknęła, spanikowana.

Kiedy w końcu wszystko się uspokoiło, a wiatr stracił na sile, przerażona brunetka opuściła w końcu ręce i przetarła dłońmi oczy, by pozbyć się łez. Ptak spokojnie zajął miejsce na stojącym przed nią piedestale i czyścił dziobem swoje pióra. Rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym kiwnął głową w stronę podniszczonej karty. Kay niepewnie podeszła do tajemniczego przedmiotu, a krew spływająca z jej dłoni skapywała leniwie na kruszące się pod jej nagimi stopami liście. Wyciągnęła rękę, by dotknąć podniszczonego papieru. W tym samym momencie zatrzymała się, a cała jej krew przestała na chwilę płynąć, by po chwili zacząć formować się w coś w rodzaju wstęg. Spanikowana dziewczyna mogła tylko przyglądać się, jak czerwony płyn, który wypłynął z jej żył, pełznie powoli po jej ręce, by rozlać się po kartce. 

W tym momencie nastąpiło kilka rzeczy jednocześnie. Ptak wydał z siebie potworny odgłos, Kayla upadła na kolana, z trudem łapiąc oddech, a kartka wybuchła oślepiającym blaskiem, który ogarnął cały pokój. Zanim dziewczyna zemdlała od nadmiaru wrażeń, zdążyła usłyszeć jeszcze kobiecy głos, szepczący cicho w jej głowie: “Dary stworzone z promieni słonecznych nigdy nie zostaną zapomniane.”

☾

Moja ukochana As-t-modeusz już dawno temu opuściła swojego bloga, czego nie mogę odżałować.
Megan ostatnio zakończyła swoje opowiadanie, a ja, głupia koza, od pół roku ponad nie miałam nawet czasu, żeby przeczytać i skomentować któryś z jej rozdziałów (za co serdecznie przepraszam i biję się w pierś).
Obiecałam też kolejne opowiadanie od nowego roku. Tja... Problem jest taki, że 
a) "Ale jak to tak? Jakie święta/ferie/wolne/weekendy/godzina czasu dla siebie raz na tydzień? Ja sobie tego nie wyobrażam! Wy przecież piszecie maturę!" i za karę dostaje się takie 12 zestawów maturalnych do zrobienia
b) znowu zmienił mi się koncept opowiadania. Serio, jak nie przestanę wymyślać nowych rzeczy, to możecie mnie trzasnąć patelnią.
c) jestem leniem
d) klawiatura mi strasznie krzaczy w komputerze - czasem tak bardzo szaleje, że nie idzie się nią w ogóle posługiwać i muszę od czasu do czasu przeskakiwać na tą ekranową.
Niestety, każdy z tych punktów wpłynął dosyć mocno na moją twórczość - tak mocno, że chyba bodajże we wrześniu coś ostatnio pisałam. Potrzebuję roku wolnego po tym, co teraz mam w tej wylęgarni patologi zwanej szkołą.
Co mogę wam obiecać? W sumie to wolę nie robić nikomu znowu nadziei, bo wszyscy doskonale wiemy, jak to się kończy - dwoma rozdziałami w lipcu, kiedy już jestem wypoczęta po roku szkolnym i tak się nudzę, że nie mam co robić i biorę się za pisanie. Wiem, to źle, bo cały mój warsztat i całe te lata spędzone na bazgraniu odejdą w zapomnienie, a ja od nowa będę musiała się wszystkiego uczyć. 
Dobra, teraz mi się trochę uleje: nie widzę też za bardzo sensu w tym wszystkim. Kiedyś pisałam dla zabawy, by przekazać wam historię, którą widzę w głowie, która mi się podoba; pisałam po to, by się rozerwać, by mieć zajęcie i być w czymś dobrą. Potem dopadło mnie szczegółowe planowanie fabuły, zaczęło mi za bardzo zależeć na tym, jak tekst wygląda i jak się go czyta, a zapomniałam kompletnie, że przecież chodzi w tym wszystkim o rozrywkę dla czytelników. Usłyszałam też kilka razy, że o ile ja widzę to, co piszę, tak czytelnik nie ma zielonego pojęcia, o kim/czym mówię i trudno mu się do czegokolwiek odnieść, przez co źle się czyta te moje bohomazy. Na dysku mam pełno rozpoczętych opowiadań - zostawionych do poprawienia, po czym porzuconych, gdy zobaczyłam po kilku miesiącach, jakie głupoty wypisywałam. 
Jestem zbyt zgorzkniała, by pisać i czerpać z tego radość. Potrzebuję odpocząć od ciągłych obowiązków, stresów, nerwów i jadu, w którym aktualnie przebywam. Potrzebuję znowu poczytać trochę dobrych, zabawnych książek (a nie biegającego z siekierą Rodiona i kochanego Józefa K. z innym cholernym Józiem, nienawidzę Gombrowicza i Kafki za te ich wymiociny umysłowe), obejrzeć kilka filmów, rozluźnić się. Znaleźć czas na robienie amv, pisanie, tworzenie bujo (bullet journal).
Tja. To chyba na tyle. A teraz miłego dnia, wracam do nauki historii :D!
Podpowiedzi do pytania głównego: Don, Nod, Lia, Rosalarian. Dacie radę, wystarczą wam Google.