Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2022

Przypominajka

 Dzień dobry :)

Na blogu trochę wieje pustką, bo i na pisanie niewiele czasu teraz mam (choć piszę dużo, ale to głównie do pracy). Jeśli już jednak znajduję czas, to poświęcam go na tworzenie Titans: Rewritten, czyli moją i Nigry próbę przepisania Titans na nowo :). Serdecznie Was na tego bloga zapraszam, zwłaszcza że dziś wpadł nowy rozdział (i jest duża szansa, że w końcu któreś opko dociągnę do końca, także trzymajcie kciuki).

To tyle na dzisiaj, trzymajcie się tam na tej patelni!

czwartek, 23 lipca 2020

Krótki update z życia, coby na blogu tak pustką nie wiało

Dzień dobry! :)
Pamiętam, że ostatni post, który już zleciał z bloga pojawił się jeszcze przed moją obroną, więc już oficjalnie mogę się pochwalić, że studia skończone, a licencjat obroniony na piąteczkę /o/.
*krótka przerwa na dziki taniec radości*
Ale dobra, nie po to tu przyszliśmy. Z informacji najnowszych: założyłam konto na Wattpadzie w celu zdobycia rozgłosu i sławy poszerzenia grona czytelników. Na razie znajduje się tam tylko Powrót do domu, ale tak jak obiecywałam, jak w końcu ruszę z Międzyżyciem, to będziecie mogli je czytać również tam (przy czym na Watt będzie się pojawiało z opóźnieniem w stosunku do bloga, żeby moi cudowni stali czytelnicy nie czuli się opuszczeni <3). Jakby ktoś chciał, to linkacz znajduje się tutaj: klik!
Tekst o Van liczy sobie na dzień dzisiejszy 23 strony minus prolog, który napiszę dopiero po skończeniu całości zamiast go milion razy przerabiać. Poza tym te 23 strony czeka kilka przeróbek, ale to później. Na razie miotam się pomiędzy "walić poprawki, zrobi się to później, na razie trzeba lecieć do przodu, bo w ten sposób to ja nigdy nic nie skończę" a "najpierw skończę tą książkę o Voodoo co sobie kupiłam dla researchu, bo nie dotarłam nawet do połowy, a informacje już mi drastycznie zmieniły dwie postacie i wpłynęły na rozumienie magii, jak będę tak pisać na pałę, to potem będę miała 3 razy więcej poprawiania". Życie autora takie ciężkie xD. Jedyne co wiem na pewno, to że gdy te 23 strony zostaną poprawione, to wysyłam je do bety z prośbą o rzucenie okiem, żeby wyłapać, czy przez przypadek nie wplątałam tam wątków, których nie powinno tam być lub co gorsze, nie rozwinęłam dostatecznie tych, które pojawić się mają.
Jakie mam dalsze plany? Ciężko określić. Do końca sierpnia mam wakacje, więc przez ten czas chcę się skupić na pisaniu. Potem czeka mnie albo robienie prawa jazdy, albo studia II stopnia, albo już prawdziwa praca, więc ten mój wolny czas zostanie drastycznie okrojony. W dalszym rozrachunku naprawdę chciałabym to dzieło prędzej czy później skończyć i wydać (a potem pisać drugą część, bo mam na nią tyle pomysłów, że mi głowę rozsadza i nie mogę się doczekać, aż się nimi podzielę ze światem). Z drugiej strony tak się zastanawiam, czy jestem w odpowiednim wieku, by bawić się w wdawanie książek i czy nie lepiej byłoby skupić się na razie na ich czytaniu. A potem sobie przypominam, że zanim ja cokolwiek skończę i spróbuję pójść do wydawnictwa, to wszyscy zdążymy osiwieć.
No, to właśnie przeczytaliście ścianę tekstu o niczym, dziękuję za zmarnowanie ze mną czasu :D. Dokądś z tym postem zmierzałam, ale jak zwykle w połowie mi się zapomniało, co chciałam osiągnąć. Dlatego nie przedłużając, do zobaczenia następnym razem! Miejmy nadzieję, że będzie to już prolog Międzyżycia, a nie kolejne nic Wartego Przeczytania.

piątek, 20 grudnia 2019

#NWP10, czyli wesołych świąt

Dzień dobry! Dzisiaj same informacje o planach na przyszłość i życzenia, nie musicie czytać. Będzie... na pewno treściwie.
Z rzeczy, które pojawią się na 100%, bo piszę zaliczenia, to w lutym czeka nas wysyp dobra. Mam już napisaną recenzję Little Misfortune i to ona wpadnie pierwsza na bloga. Pewnie stanie się to gdzieś końcem stycznia, na pewno po 28.01. Powróci także ulubiona przez tłumy Matylda, tym razem w wersji... scenariusza filmowego. Ciekawscy będą mogli pobrać sobie pdf-a, bo format jest trochę trudny do podzielenia na osobne notki, a 30 stron na raz nie wrzucę. Pdf pojawi się w lutym, jakoś w okolicy Walentynek, o ile oczywiście nie zapomnę go wrzucić (jakbym zapomniała, proszę mnie skopać). 
Na pewno pojawi się też krótkie opowiadanie pisane do zdjęcia. Nie jestem do końca pewna terminu, bo jest w planach wydanie co najmniej ebooka (to antologia, więc mojej twórczości będzie tam tylko jedno opowiadanko), a nasza wykładowczyni najchętniej widziałaby jeszcze cały wielki nakład drukowany. Jeśli mam być szczera, to bardzo wątpię, by się udało z wersją papierową, no ale ja nie o tym. Tak czy tak opowiadanie na pewno pojawi się na blogu - prawdopodobnie zrobię tak, że wrzucę całość razem z opisywanym zdjęciem na bloga i ewentualnym linkiem do pobrania ebooka. Czas na dostarczenie i poprawki materiału mamy do lutego, więc w najgorszym wypadku przewiduję publikację na koniec lutego/początek marca. A jak pojawią się problemy i ebook się nie uda, to i tak wrzucę tekst tutaj, co ma się marnować. 
Z planów bardziej odległych: mam w przygotowaniu tekst o Vanity, ale jest to na razie wesoła pisanina bez większego ładu i składu. Chcę z tego przygotować coś większego i porządnego, ale będę potrzebowała co najmniej roku na samo planowanie i rozpisywanie rzeczy - pamiętajcie proszę, że w 2020 czeka mnie jeszcze obrona licencjatu i to jest mój priorytet. Gdzieś po głowie kręci mi się jeszcze pomysł luźno powiązany z mitologią grecką, książkami Riordana, wcześniej wspomnianym opowiadaniem do zdjęcia i komiksem Joanacchi. Nic nie obiecuję, na razie jest to bardzo mglisty i niedopracowany koncept, po prostu dzielę się informacją. Zamiast jednej spójnej fabuły prawdopodobnie pisałabym to jako cykl krótkich opowiadań, powiązanych ze sobą motywem mitologii i niektórymi postaciami. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
No, to chyba tyle ogłoszeń parafialnych. Życzę Wam, dzieciaczki drogie, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, wesołej Chanuki, spędzenia wolnego z tymi, z którymi chcecie go spędzić na objadaniu się dobrym jedzeniem i słuchaniu dobrej muzyki (osobiście zakochałam się ostatnio w Kwiecie Jabłoni) i od razu szczęśliwego nowego 2020 roku. 

Wow, zaczynamy nową dekadę. 
Wow, za dwa dni będę mogła legalnie pić w Stanach.
Wow, moja wiza do Stanów dalej jest ważna.
Wow, prawdopodobnie już nie polecę nigdy do Stanów. Oh well.

Do siego roku :)!

sobota, 29 września 2018

2. Skrzywienie na punkcie włosów

Szkolna stołówka była jak zwykle zatłoczona. Wesołe śmiechy i gwar rozmów zdecydowanie nie pomagał na walkę z rozsadzającym czaszkę bólem. Van westchnęła, po czym smętnie powlokła się do najbardziej oddalonego od wszystkich stolika. Zajęła miejsce, oparła głowę na dłoni i wbiła nieprzytomne spojrzenie w kupkę gotowanego groszku z dodatkiem ryżu i marchewki. Oddałaby wszystkie warzywa świata, byleby tylko móc wrócić do ciepłego łóżka i poleżeć sobie w ciszy.
Prychnęła cicho. Cisza, jasne. Głosy na pewno nie pozwoliłyby jej odpocząć.

— Dobra, jedno muszę ci przyznać, wyglądasz świetnie. Musisz mi dać namiary na swojego fryzjera. — Alex rzucił tacę z jedzeniem na blat, nie przejmując się bałaganem, który w ten sposób narobił. Van na dźwięk metalu uderzającego o stół syknęła. Posłała koledze mordercze spojrzenie, rozmasowując skronie.
— Jeszcze raz tak zrobisz, a cię zatłukę — ostrzegła. Chłopak nachylił się, by móc uważnie przyjrzeć się przyjaciółce.
— Co, znowu? — Chwycił sztućce i zaczął rozgrzebywać puree ziemniaczane, jakby co najmniej spodziewał się znalezienia w nim bomby.
— Ano. Już mnie szlag trafia. — Ziewnęła. — Całą noc nie spałam. Z każdym dniem jest coraz gorzej.
— Przerąbane masz. Byłaś u lekarza?
— Już ci mówiłam, ten konował stwierdził, że wszystkie moje problemy może rozwiązać odstawienie leków i joga. — Wywróciła oczami. Obiad Alexa najwyraźniej tym razem nie próbował go zabić, bo chłopak z markotną miną zabrał się jedzenie.
— Swoją drogą, nikt się nie rzucał o twoją fryzurę?

Dziewczyna przetarła zmęczone oczy, kręcąc głową.
— Matka tylko miała pretensje, ale to akurat nic dziwnego. Nauczyciele raczej mają to w nosie, jak każdy normalny człowiek.
Alex uśmiechnął się, wpychając do ust kolejny kawałek mięsa o niewiadomym składzie. Ten człowiek zdecydowanie uwielbiał igrać ze śmiercią.
— Ej, a tak w ogóle, to sobie o czymś przypomniałem — zaczął, kiedy skończył jeść. Van uniosła brwi, dziobiąc nietknięty posiłek widelcem. — Chyba znam kogoś, kto mógłby ci pomóc na te twoje bóle.
— Ta? Kogo? — Wyprostowała się, przerywając oddzielanie kawałków marchewki od ziarenek ryżu.
— Znaczy no, Alice zna. Kojarzysz ją?
— To jest ta twoja... kuzynka z jakiejś tam dalekiej rodziny czy coś takiego, nie? — Dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie, kim jest obiekt ich rozmowy.
— Tak. Powinnaś ją kojarzyć z wesela mojego brata. Purpurowa sukienka. — Alex uśmiechnął się pod nosem, widząc, jak wyraz twarzy Van ze zirytowanego zamienia się w rozmarzony.
— No, pamiętam. I co z nią?
— Mówiła, że zna taką zielarkę, znachorkę czy cholera wie co, która potrafi wytrzasnąć lekarstwo na wszystko. Podobno korzysta tylko z naturalnych metod, ale Al kazała uprzedzić, że interes z nią może być drogi w zależności od choroby. No, i nie zawsze legalny. — Chłopak wyszczerzył się od ucha do ucha. — A poza tym to cię pozdrawia. Mówiła, że nie może się doczekać, aż się znowu zobaczycie. Podobno ma ci coś do oddania?
— A, czyli to ona je zabrała. — mruknęła pod nosem Van. Przygryzła lekko wargę, wbijając wzrok w talerz. Alex roześmiał się, obserwując zmieszanie na twarzy przyjaciółki.
— Jak chcesz, to możemy się tam dzisiaj wybrać, to kwadrans jazdy autobusem z centrum. — Chwycił tacę i wstał. — Koło piątej ci pasuje?
— Pasuje, ale dopiero jutro. Dzisiaj muszę być w domu, mamusia kończy wcześniej i tym razem poświęci chwilę swojego cennego czasu mi, a nie temu fagasowi.. — Van uśmiechnęła się słodko, mrugając z częstotliwością karabinu maszynowego.
— Spoko, rozumiem. Serio, przestań tak robić, wyglądasz jakbyś była zdrowo rąbnięta.
Van roześmiała się tak donośnie, że kilka osób z sąsiadujących stolików zerknęło na nią podejrzliwie.
— Mój drogi Watsonie, przecież słyszę głosy w głowie. Czy to czasem już nie jest objaw porąbania?

***


Van połknęła po kryjomu kolejne kilka tabletek, kątem oka obserwując czerwoną ze złości matkę. Kobieta wymachiwała iście nieelegancko rękoma, próbując przymusić stojąca przed nią fryzjerkę do zmiany zdania. Sytuacja rozwijała w nadzwyczaj komiczny sposób.
— Pani chyba nie rozumie. Przecież nie może się tak pokazywać w szkole — cedziła przez zęby matka dziewczyny, wymachując rękami. Rose wykazywała się niezwykłą cierpliwością, próbując wytłumaczyć sytuację wściekłej kobiecie. Równie dobrze mogłaby w nią rzucić nożyczkami, byłoby weselej.
— Przykro mi, ale pani córka ma tyle lat, że może decydować za siebie i bez jej zgody nie mogę przefarbować jej włosów — powtórzyła po raz dwudziesty. Ciekawe, kiedy straci cierpliwość i wywali Szanowaną Panią Businesswoman na zbity pysk. — Przepraszam, ale klienci na mnie czekają…
— Czy pani wie, kim ja jestem?! — Van o mało nie parsknęła śmiechem, słysząc te słowa. Matka najwyraźniej musiała być już na skraju wytrzymałości, skoro sięgnęła po ten argument. No tak, bo przecież każdy drży ze strachu przed księgową pracującą w wielkim korpo. Drżyjcie, narody, bo inaczej zniszczę wasze faktury!
— Nie, co nie zmienia faktu, że nie mogę pani pomóc. — Rose westchnęła. To nie był dobry znak. — Proszę wyjść z mojego salonu, straszy mi pani klientów.
Matka nadęła się z oburzenia, ale zamiast rzucić we fryzjerkę obcasem, odwróciła się na pięcie i wyszła, ciągnąc za sobą Vannie. Dziewczyna zdążyła tylko na migi dać znać fryzjerce, że jej dziękuje, nim drzwi salonu zatrzasnęły się przed nią.
— Co za tupet! — warknęła kobieta, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu kluczy. — Jak można tak traktować klienta?!
— Wow, nie złamała prawa pozwalając ci na co tylko masz ochotę, no naprawdę, tragedia roku. — Van ziewnęła. Oparła się o zimną ścianę, przyglądając się swojej rodzicielce. — Napisz o tym do prezydenta, niech się lepiej tym zajmie! To przecież pogwałcenie twoich praw jako konsumenta i człowieka.
Matka posłała jej chłodne spojrzenie.
— Wiesz co, lepiej się przymknij i wsiadaj do samochodu. Znajdziemy kogoś innego.
— Jak tam chcesz. — Dziewczyna posłusznie wsiadła do pojazdu. Złośliwy uśmiech wpełzł na jej bladą twarz.
***

Dzień dobry państwu, witam w sobotę! Dawno nie było Van, no to łapcie i cieszcie się razem ze mną, że coś napisałam. Jeszcze większą radośc powinno sprawić nam wszystkim to, że Astral Nights jest już dostępne do pobrania! Mamy duchy, mamy rytuału, mamy liceum, mamy Lucasa (ale nie tego od Felixa) i mamy Reę (z którą, podejrzewam, Van mogłaby się zaprzyjaźnić). Grę możecie pobrać tutaj lub w zakładce "gry" na górze bloga. Nic, tylko brać i grać :D!
Trzymajcie się ciepło i do następnego!

piątek, 21 września 2018

Astral Nights - raport (?) tygodniowy (#4)

W sumie nie mam za bardzo co Wam dzisiaj powiedzieć. Gra jest już skończona, ma 9 tysięcy słów, wprowadzam ostatnie poprawki, trwają prace poprawkowe nad tekstem, ja siadam do tłumaczenia gry na polski, podmieniłam ostatnie grafiki, przygotowuję teksty na tumblra i stronę gry na itch.io.

 

Oficjalna premiera Astral Nights odbędzie się 29 września 2018 roku o godzinie 12:00*.


W przyszłym tygodniu raport też się nie pojawi, bo będę pracować nad tłumaczeniem/stresować się czy gra się wszystkim spodoba/czy gry innych będą ciekawsze (hej, zaczyna się ostatni tydzień wrzucania swoich pracy, ostatnie dwa dni pewnie będą zawalone nowymi grami).

*i tak wrzucę notkę w dniu premiery, nie myślcie sobie :P

sobota, 15 września 2018

Astral Nights - raport tygodniowy (#3)

10.09, poniedziałek:
Dzień dobry, moi drodzy! Mam do nadrobienia 400 słów z mało produktywnego piątku, 400 słów za ta środę, bo razem z Silentem robimy sobie wolne (i montujemy szafki), 400 słów za dzisiaj. Ale przynajmniej mam lemoniadę grejpfrutową. Dzięki sobotniemu wypadowi na ryby mam pomysł na w miarę logiczne wprowadzenie do gry Ariel, naszej drogiej pani przewodniczącej.
Ariel, nasza droga pani przewodnicząca
Proszę państwa, 5500 słów, mamy już połowę demo :D! Plus piątek i dzisiaj odrobione, zostaje tylko środa. Silent obiecał też zerknąć na grę w wolnym czasie, więc może uda się również zrobić mini-gierkę w stylu point and click, którą od początku chciałam zaimplementować. A jak się nie uda, to trudno, zrobię to w prostszy sposób.

11.09, wtorek:
Dzisiejszy dzień minął na poprawianiu sceny w domu Lucasa. Zamiast 5665 słów spadłam do 5320, ale przynajmniej mam już to za sobą. Dzięki poprawkom scena nie jest sztucznie rozwleczona, chaotyczna i drewniana tak, jak była wcześniej. Teraz pozostaje mi tylko wyrobić dzisiejszą normę plus najlepiej jeszcze normę za środę (bo jutro mam wolne).

12.09, środa:
Wolne, wolne, obijam się, nic nie robię, nie ma mnie /o/!

13.09, czwartek:
Wczoraj udało mi się poświęcić chwilę na dopieszczenie gry, więc pouzupełniałam muzykę w większości brakujących fragmentów. Będę jeszcze musiała poszukać kilku kawałków do sceny wspomnień Rei itp., ale zawsze to coś więcej, niż było dnia poprzedniego. Znowu mam masę słów do nadrobienia (wtorkowej normy nie udało się wyrobić + jeszcze środa + dzisiaj), także trzymajcie kciuki, a ja idę pisać.
Czwartek mija również pod znakiem frustracji - przyszła w końcu pora na szukanie brakujących sprite'ów i muzyki do gry. Ciągle nie mogę znaleźć odpowiedniego obrazka na odpowiedniej licencji, który mógłby zostać graficzną reprezentacją babci Rei.
Uff. mamy 16:33, dobiłam do ponad 6600 słów, odrobiłam zaległości z wtorku, środy, dzisiaj + mam jeszcze dodatkowe 100 słów zapasu. Naprawdę, jestem z siebie dumna. Idę się byczyć przez resztę dnia.

14.09, piątek: 
Niesiona pozytywnym nastawieniem po wczorajszym dniu, dziś ponownie zasiadam po pracy. W czwartek wieczorem udało mi się pouzupełniać muzykę w taki sposób, że żadna z napisanych scen nie ma już ciszy w tle. Jutro startuje Ren'Py Jam (i Dzień Batmana, i DC Universe). Do całej tej imprezy zgłosiło się już 75 osób, zobaczymy, ile z tego dostarczy jakiekolwiek gry.
W trakcie weekendu prawdopodobnie Silent przysiądzie do gry, więc od razu będę wiedzieć, ile trwa przeciętna rozgrywka + co muszę koniecznie poprawić. Może do tego czasu znajdę w końcu grafikę dla babci Rei.


***

Tak w  ogóle to wesołego Dnia Batmana, rybki! :D

środa, 12 września 2018

Urodziny bloga

Ojej, dzisiaj temu blogowi stuka 5 lat, a ja nie mam zielonego pojęcia, co napisać. Może po prostu zarzucę was informacjami i ciekawostkami, to zawsze dobry plan.

Blog został założony (patrząc po postach) 12 września 2013 roku. Tak naprawdę stało się to o wiele później, a licznik jest taki, a nie inny, bo wrzuciłam tu od razu wszystkie notki z poprzednich blogów. Patrząc po komentarzach, powinnam je obchodzić 25 października, ale nie ma szans że w nowym roku akademickim będę o tym pamiętać.

Na tego bloga składają się:
- bardzo stare Shadows of Love, które traktowało o Jinx, Wallym i później Goth Girl.
- blog, którego nazwy już kompletnie nie pamiętam, znany też jako Seria V/ Odpowiedzi. Głównie Rachel i Nightwing w tamtym czasie. Muszę je w końcu znaleźć i podlinkować w zakładce "starocie".
- Thunderbird.

Seria III (Pokolenie Wojny/pytania) nigdy nie została napisana. Ba, nawet wymyślona.

Na blogu znajduje się 59 postów (wliczając ten oraz sobotni, dotyczący Astral Nights. Dobrze wiedzieć, że 60 wybije pod koniec września).

Razem napisaliśmy 167 komentarzy (z czego ja 70).

W tym czasie zdążyłam 2 razy zmienić nick. Z For na AmericanCookie, a później na Aris (i to ostatnie tylko dlatego, że YouTube tego zażądał).

Odwiedzono bloga ponad 10 800 razy. Dziękuję!

Na dzień dzisiejszy mam 8 obserwatorów na blogu i 12 na Google+. 

Obserwuję 35 innych blogów, z czego 4 (o Tytanach) są ciągle aktywne, a 1 zakończony (Megan, tęsknię, wróć kiedyś do pisania ;_; ).

No i co ja wam mogę więcej powiedzieć. Blog w jakim stanie jest, każdy widzi, na razie skupiam się na grze, a nie na pisaniu czegokolwiek. Od października wracają studia, więc ciężko będzie wysmażyć cokolwiek. Mam mimo wszystko nadzieję, że dobrze bawiliście się ze mną przez te 5 lat i zostaniecie na kolejne 5, nawet jeśli nie będzie się tu działo nic ciekawego. Ja obiecuję zawsze sumiennie zaglądać na wasze blogi, wyszukiwać błędy (chyba, że nie chcecie, to wystarczy mnie wtedy kopnąć) i podziwiać wasze pisarskie dzieła :D. Trzymajcie się i do następnego!*

*następnego wpisu, rzecz jasna. Pojawi się w sobotę i będzie to przedostatni wpis dotyczący Astral Nights. 22 dostaniecie ostatni raport tygodniowy, a 29/30 - pełną grę. Trzymajcie kciuki :D!

niedziela, 2 września 2018

Astral Nights - raport tygodniowy (#1)

Dzień dobry :D!
Już jakiś czas temu pisałam, że na blogu oprócz opowiadań będą pojawiać się różne inne teksty dotyczące wszystkiego i niczego. Jedną z serii takich tekstów jest cotygodniowy raport postępów nad grą, którą zamierzam zgłosić na Ren'Py Jam we wrześniu. Chcę, żebyście wiedzieli, że nawet jeśli nie pracuję stricte nad opowiadaniami, to dalej robię coś kreatywnego. Kto wie, może akurat komuś ten tekst się spodoba? Ja sama uwielbiam zgłębiać się w procesy twórcze, które doprowadziły do powstania jakiegoś dzieła - nie ważne, czy to gra, opowiadanie, piosenka czy sztuka teatralna. Mam tez nadzieję, że na chwilę oderwę was o myślenia o szkole, która przecież zaczyna się już jutro.
Bez dłuższego rozwlekania się, rozpocznijmy tą jakże szaloną opowieść!

***

27.08, poniedziałek:
Cały dzień zleciał mi na walce z programem do robienia filmików, bo chciałam coś wysłać na konkurs o Fran Bow. Wygrać nie wygrałam, ale przynajmniej nie miałam jak sobie wyrzucać, że nawet nie spróbowałam :D. Już teraz wiadomo, że następny konkurs będzie zorganizowany z okazji Halloween, więc powoli szykuję pomysły.

28.08, wtorek:
O godzinie 13:00 dołączyłam do Ren'Py Jamu z myślą "co ma być, to będzie, niebo znajdę wszędzie, przynajmniej będę miała zajęcie na resztę wakacji". Zdecydowałam, że grą, nad którą z tej okazji popracuję, będzie Doll Dating Simulator, bo dlaczego by nie? Korzystam z udostępnionych z odpowiednimi licencjami grafik, muzyki itp., nie potrzebuję pomocy nikogo innego (no dobra, oprócz bug testerów i ludzi do ewentualnego wyłapywania błędów w tekście), więc dam radę to zrobić. Historia Rei zostanie rozbudowana, bo planuję ok. godzinny gameplay (a nie 10 minutowy  jak do tej pory).
Początkowo Rea miała być czarownicą zimy i wraz z innymi postaciami miała przeżywać bliżej nieokreślone przygody. Mieli pojawić się także Podszywacze (Imposters), tajemnicze kreatury zagrażające ludzkości oraz inne Bardzo Złe Rzeczy.
Teraz Rea nie jest związana z magią, a z duchami. Dodatkowo przyjdzie jej stawić czoła nie tylko Podszywaczom, ale także konkurencyjnej organizacji, która chce "wygryźć ją z biznesu" i posłać wszystkich do piekła. Co sprawia, że duchy nie mogą spokojnie udać się w zaświaty i zostają na ziemi? Jak powstają Podszywacze? Dlaczego są zagrożeniem dla zwykłych ludzi? Jak przeprowadzić swoje własne, domowe wywoływanie duchów rodem z "Dziadów" Mickiewicza? O tym wszystkim będziecie mogli przekonać się, grając w to cudo :D!

29.08, środa:
Dzień poprawiania interfejsów, grafik, przycisków i ogólnego wyglądu całej gry. Nie jestem do końca zadowolona ze wszystkiego, co zrobiłam, ale wolę na razie skupić się na rozbudowywaniu fabuły, a ewentualne poprawki kosmetyczne wprowadzać, kiedy pod koniec września oddam grę Jester, by mi ją przekopała wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu literówek. Zadecydowałam też, że dorobię polskie tłumaczenie do gry, ale dopiero po Ren'Py Jamie, ponieważ teraz traciłabym cenny czas, zamiast skupiać się na rozbudowie gry.
Razem z Gwiazdeczką mamy też kilka luźnych pomysłów dotyczących karcianki z NW. Chcę na nią popracować już w październiku, kiedy załatwię sprawy związane z grą, by mieć więcej czasu (no i wracam na studia, więc o wiele łatwiej będzie mi wtedy pracować nad grą karcianą niż nad grą komputerową).
Pozmieniałam również imiona niektórych bohaterów, by znaczeniowo bardziej pasowali do historii.

30.08, czwartek:
Do obsady dołącza Lucas! Panie i panowie, powitajcie nasz nowy nabytek:

Lucas jak na razie w większości chodzi i marudzi, ale później się na pewno do czegoś przyda. Jest on też pierwszą znaną nam ofiarą Podszywaczy. Rea i gracz zgadzają się mu pomóc z dziwnymi kreaturami, jednocześnie szukając poszlak dotyczących powstawania tych stworów.
Oprócz Lucasa wprowadziłam drobne poprawki kolorystyczne, jeśli chodzi o wygląd Rei, dopisałam nowe przedwczesne zakończenie, dwie nowe opcje dialogowe i lecę dalej z historią.
Ogółem ostatnie dwa dni minęły pod znakiem pracy i rozmów z Jester, która pomogła mi nakierować historię na właściwe tory i podsunęła kilka dobrych pomysłów (patelnia cieni!), za co serdecznie jej dziękuję :D.
A nasz cudowny kot zrobił sobie coś w łapkę, więc cały piątek spędza w domu.

31.08, piątek:
Mija właśnie dokładnie 72 godziny (mamy 13.00) od mojego dołączenia do całej tej zabawy. Mam zamiar dotrzeć dzisiaj z fabułą do końca pierwszego dnia. Zastanawiam się nad rozdzieleniem gry na rozdziały, z czego na rozdział pierwszy składałby się pierwszy dzień (randka z Reą + dalsze wydarzenia) i kilka następnych akcji. Ciekawe, czy po Ren'Py Jam będę miała siłę na dalsze rozwijanie tej historii. Według mnie ma ona potencjał i pomysłów mam sporo, pytanie tylko, czy starczy chęci i czasu.
Udało mi się w końcu wymyślić porządną nazwę dla gry, dlatego zrobiłam też pierwsze próbne logo gry:
Co myślicie :D?
Dobiłam do 2600 słów, nie jest źle.

01.09, sobota:
Jedyne, co udało mi się zrobić, to rozpisać do końca fabularnie prolog i kawałek pierwszego rozdziału. Głównie przez to, że w nocy kot postanowił zwymiotować nam na dywan i musieliśmy zabrać ją do weterynarza. Na szczęście nie jest jej nic poważnego, po prostu rana i duży siniak. Dostała maść, a po powrocie do domu focha na nas za to, że w ogóle mieliśmy czelność zabrać ją do weterynarza. Z tej okazji nawet ostentacyjnie zasnęła w umywalce, żebyśmy na pewno widzieli, że jest na nas zła.

02.09, niedziela:
Dziś niestety również dzień nie jest zbyt produktywny. Ogółem dotarło do mnie, że ze swojego planu na cały miesiąc powinnam wykreślić weekendy, patrząc na to, że każdy z nich aż do końca miesiąca jest zaplanowany. Jeśli uda mi się coś w tym czasie zrobić - świetnie. Jeśli nie, to nic na tym nie ucierpi.
Z tej okazji posty będą pisane przez cały tydzień (poniedziałek-piątek) i publikowane automatycznie w sobotę o 13.00.

***

Co myślicie o takiej rozpisce? Podoba się, jest fajnie, kompletnie niepotrzebna strata czasu? Dajcie znać, czy mam pisać tego więcej, czy raczej skupić się na robieniu gry.
Życzę miłego dnia i powodzenia jutro w szkole :D!


wtorek, 28 sierpnia 2018

Nic Wartego Przeczytania #1, czyli For wróciła z Księżyca

Ta notka jest pisana porcjami, od razu mówię. Będzie chaotycznie.

***

20.08
Usunęłam dzisiaj 5 blogów, które sobie wisiały w internetach przez długi, długi czas i nic z nimi nie zamierzałam robić, to po co marnować miejsce. Zabiorę się też pewnie za usuwanie niektórych notek z tego bloga (głównie organizacyjnych, bo na co one tutaj?).
Dobra, po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że zamiast usuwać pierdółkowate wpisy, po prostu oznaczę je etykietą Nic Wartego Przeczytania (NWP). W ten sposób nic nie zginie, ja będę dalej mogła tworzyć pierdółkowate i nic nie wnoszące wpisy, a wy od razu będziecie wiedzieć, czy warto jest tracić na czytanie mych wypocin czas, czy nie :D.

***

Kącik ciekawostek o Vanity:
1. Powstała przed 2013 rokiem (niestety konkretnej daty nie jestem w stanie podać, bo po jednym umarciu komputera i kolejnych dwóch przeprowadzkach komputerowych plik z pierwszym, oryginalnym tekstem o niej przepadł) i to głównie dlatego, że obserwując narastającą fascynację Jester postacią Harley Quinn wpadło mi do głowy: "Hej, a czemu by nie zrobić laski, która jest szurnięta tak sama z siebie, a jej działania nie są motywowane tylko i wyłącznie szaloną miłością?*". To oraz granie w Taerna, gdzie moją ulubioną profesją było Voodoo. Jej ikoniczna grzywka zasłaniająca oko też się stamtąd wzięła**.

* teraz zdaję sobie sprawę, że postać HQ jest o wiele bardziej rozbudowana, skomplikowana itp. itd. niż mi się wtedy wydawało, nie bijcie.
** tak jak to raz stwierdził Silent, w moich postaciach nie ma zbyt wiele oryginalności, to są zlepki wszystkich rzeczy, które uważam za fajne. Co poradzę.

2.  Pomimo, że Van istnieje już ponad 5 lat, dopiero w tym roku wymyśliłam jej normalne imię (bo Vanity to przydomek). Wy je poznacie dopiero, jak przysiądę fałdów i napiszę coś znowu o jej młodości. Ale zgadywać nadal możecie :D.

3. Skoro już o latach młodzieńczych mowa - w czasach nastolęctwa Van najchętniej słuchała My Darkest Days i Seleny Gomez (którą, tak swoją drogą, uważa za ideał równy bogom, jeśli chodzi o kwestie wyglądu i leci na nią bardziej niż na kogokolwiek innego).

4. W 2018 Van miałaby jakieś 26/27 lat. Pytanie tylko, po co ta stara koza się w takim razie interesuje młodszymi od niej nastolatkami (jak NW, a po kilkunastu latach Kaylą i całą tą wesołą bandą od Thunderbird).

5. I w 2018 nadal słuchałaby Seleny Gomez. Z MDD sprawa ma się trochę inaczej, bo w 2013 główny wokalista przeszedł do Three Days Grace i nie dają mu tam robić dobrej muzyki, nad czym obie bardzo ubolewamy.

6. Tu miało na pewno coś jeszcze być, ale nie pamiętam, co, dlatego musicie zadowolić się tylko 5 punktami.

***

Myślę o tym, by napisać AU (Alternative Universe) z bohaterami, którzy pojawili się w Thunderbird (oprócz Tytanów jak na razie, chociaż kto wie, może i dla nich znajdzie się gdzieś jakaś ciepła posadka). Historia działaby się w alternatywnym świecie, w którym żyją plemiona/nacje, a łączy je wiara w Stworzycieli. Każde plemię czci swojego boga bardziej niż innych, różnią się również kulturą, sposobem życia, ubioru i innymi takimi. Postacie, które się pojawią, to: Calma, Felix, Kayla, Madrid (bo wy tego dzieciątka jeszcze nie znacie, a ja ją lubię i mi jest przykro, że od samego jej powstania ją zlewam), Lucek, Van, Hope, Liam pewnie też, Lori, Red Helen. Zastanawiam się jeszcze, co zrobić z Fallenem, Roe, Lisą, Black Harpy i innymi dzieciaczkami, które mam tam poukrywane gdzieś w czeluściach umysłu.
W ogóle to ostatnio sobie przypomniałam o Benjaminie. Cała jego postać opierała się na tym, że umawiał się z syreną. Boże, świetny ze mnie autor.
Update: Haha, jednak Benjamin nie miał aż tak źle. C-38 (nie pamiętam, jaki numerek miała na końcu, to wstawiłam 38), jeszcze taka babka od jazdy na smokach i Blair, ulubiony tęczowy gej wzorowany na Rainbow Dash, a to wszystko zawarte w podróżach w czasie. Powinnam przeprosić swoje postaci.

***

28.08:
O matko, znalazłam pierwsze opowiadanie z Vanity! 26 stron cringe'u na mnie czeka. Nie ma to jak pisać jeden durny post ponad tydzień, brawo ja. Btw, ktoś byłby zainteresowany relacją naszej wielkiej lanzarockiej przygody?
Cały wczorajszy dzień walczyłam z filmikiem, który robiłam na konkurs z okazji rocznicy wypuszczenia Fran Bow. Zajęło mi to tyle czasu, bo mój komputer postanowił zostać idiotą i nie chciał mi wyrenderować projektu poprawnie. W pewnym momencie to już nawet wyłam z rozpaczy.
No i zgadnijcie, kto nie wygrał :D?

***

A tak w ogóle to zgłosiłam się do Ren'Py Jam'u, który trwa od 15.09 do 30.09. Z tej okazji ściągnęłam z internetu Doll Dating Simulator i na razie nie można go pobrać. Zamierzam wypuścić właśnie tą grę z poprawionym interfejsem, fabułą, nowymi postaciami i ogółem wszystko będzie nowe i piękne. I będą duchy! :D

poniedziałek, 30 lipca 2018

For wybiera się na Księżyc, czyli notka pogadankowa

Dzień dobry!
Mamy końcówkę lipca, piekielne upały, globalne ocieplenie i ambicje pisarskie, więc przyszła pora na rozplanowanie następnego miesiąca. Taki internetowy bullet journal, hihi.
Wydaliśmy NW jk w Google Play, jak chcecie sobie pograć, to zapraszam: klik! Pracując nad poprawkami do tej gry zaniedbałam trochę NW: Genesis i teraz muszę nadgonić prace przy jednym i przy drugim tytule. Pojawił się też trzeci projekt, który jak na razie ma zapewnić mi zaliczenie na trzecim roku studiów, a w dalszej perspektywie wylądować na Steamie.
Trochę trudno będzie z kodowaniem czegokolwiek, patrząc na to, że pierwszy weekend sierpnia mam zajęty (przyjeżdża do mnie osoba, której nie widziałam szmat czasu i jestem po prostu przeszczęśliwa), a tydzień po tym znikam na dłuższy czas, bo lecę na Księżyc (prawie dosłownie), a potem mam tydzień wolnego. Do zrobienia czegokolwiek zostaje mi więc ostatni tydzień sierpnia, który prawdopodobnie poświęcę na ogarnianie się i próby zrobienia czegoś pożytecznego ze sobą.
Swoją drogą: czy wiedzieliście, że po napisach końcowych w TTG!: To The Movies pojawia się scena z Tytanami z 2003 roku? Popłakałam się, jak mi bez ostrzeżenia internet rzucił nagraniem prosto w twarz. Polska premiera odbędzie się 10 sierpnia (a ja niestety ją przegapię -.-).


W sierpniu prawdopodobnie nie napiszę nic a nic, patrząc na to, ile mam rzeczy do ogarnięcia i zrobienia. Wrzesień może być odrobinę bardziej kreatywny z mojej strony, ale na ten moment nie jestem w stanie wam nic obiecać. 
Dobra, kicam robić rzeczy,a  nie tylko udawać, że je robię. Do następnego!
For
 
PS. Czy ktoś z was jest może zainteresowany czymś, co nazywa się "penpals"? Tak pytam z ciekawości.

środa, 18 lipca 2018

1. Lekomania? To tylko głosy w głowie!

Obudziła się jeszcze bardziej zmęczona niż zwykle. Nie dość, że zasnęła dopiero gdzieś po trzeciej nad ranem, to dodatkowo głosy urządziły sobie takie wycie, jakiego jeszcze nie słyszała. Przez pierwsze pięć minut leżała jak kłoda z twarzą wbitą w poduszkę, zastanawiając się, czy coś się stanie, jeśli wyrzuci budzik przez okno i wróci do spania. Dopiero rumor za ścianą przypomniał jej, że matka wychodziła dzisiaj później do pracy. Fantazje o wagarach mogła wyrzucić do śmieci.
Z trudem zwlokła się z łóżka, waląc po omacku w drący się niemiłosiernie budzik. Przetarła opuchnięte oczy wierzchem dłoni i podeszła do okna, potykając się przy okazji o pozostawioną na środku pokoju torbę. Odsunęła ciężkie zasłony, przeklinając w duchu świecące jej prosto w oczy słońce. Przez chwilę przyglądała się sąsiedniemu blokowi, mamrocząc pod nosem niewybredne słowa pod adresem świata i jego mieszkańców. W końcu podeszła do lustra zawieszonego na ścianie obok i uśmiechnęła się makabrycznie do własnego odbicia. Worki pod oczami, potargane fioletowe włosy sterczące na wszystkie strony, blada i zmęczona skóra. Panie i panowie, oto Van, chodzący żywy trup.
Wróciła się do łóżka, by spod szafki nocnej wyciągnąć nowe opakowanie leków przeciwbólowych. Mruknęła z niezadowoleniem na widok pustej szklanki. A no tak, przed snem brała przecież tabletki. Z ciężkim westchnieniem wbiła stopy w kapcie z doszytymi króliczymi uszami i opuściła swoją świątynię spokoju, by stoczyć kolejny krwawy bój z krzątającym się po kuchni potworem.
Matka najwyraźniej miała odpowiedni humor na zgrywanie perfekcyjnej pani domu. Nucąc pod nosem skoczną melodię, jedną ręką szykowała kawę, a drugą pakowała kolejne kromki chleba do tostera. Idealnie uczesana, z perfekcyjnym makijażem i przyklejonym do twarzy uśmiechem wyglądała bardziej na wytwór chorego umysłu niż osiągającą sukcesy bizneswoman. Chociaż kto wie, może według ludzi tak właśnie wygląda człowiek sukcesu.
W odpowiedzi na radosne powitanie dziewczyna mruknęła coś pod nosem. Chwyciła pierwszy lepszy wolny kubek i napełniła go wodą, starając się ignorować świergot matki. Z ulgą opadła na krzesło przy stole kuchennym, po czym z prędkością światła rozpoczęła połykanie kolejnych tabletek.
— Nie wiem, czy to mądre, żebyś… — zaczęła matka, ale ucichła pod wpływem spojrzenia córki.
— Już próbowałaś, odpuść sobie. — Połknęła ostatnią tabletkę i uśmiechnęła się ponuro. — Jestem pewna, że gdyby tego znachora od siedmiu boleści też tak bolało, kupowałby już sobie trumnę, a nie doszukiwał się lekomanii.
— Przesadzasz. — Potwór prychnął, wrzucając na talerz świeżo przypieczone tosty. — Takim marudzeniem psujesz sobie humor i sobie, i mi.
Van wzruszyła ramionami. Ona ma humor popsuty już od rana, niech reszta świata cierpi razem z nią. Wgryzła się w podane jej śniadanie, zastanawiając się, dlaczego jej tosty smakują niczym troty.
— O, jak późno! — Matka dopiła szybko resztę kawy i chwyciła torebkę. — Zjedz coś na mieście, bo lodówka pusta, czasu na zakupy nie było, a dzisiaj to w ogóle mam ważne spotkanie. Bądź w domu o czwartej, to jak tylko wrócę pójdziemy do fryzjera, może uda mu się coś zrobić z tą twoją abominacją, żeby się patrzeć na ciebie dało. — Pokręciła głową i cmoknęła z niezadowoleniem, patrząc na włosy córki. Ta tylko prychnęła pod nosem. — No, to do później!
— Adios. — Van machnęła ręką na pożegnanie, nie patrząc nawet na matkę. Ta natomiast pobiegła do przedpokoju. Po chwili dało słyszeć się stukot szpilek i trzask zamykanych drzwi. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Zgarnęła ze stołu talerz z niedokończonym śniadaniem i ruszyła w stronę pokoju. Trzeba się w końcu przygotować na cały dzień huku i upierdliwych dzieciaków.

***

Takie króciutkie coś o Van zanim jeszcze została Vanity. Ktoś byłby zainteresowany czytaniem opowiadania o niej? Bo jeśli nie, to mam jeszcze ewentualnie pomysł na fabułę z Shadow i Vanity. W każdej wersji szanse na pojawienie się Tytanów są dość małe (zmęczenie materiału, potrzebuję napisać w końcu coś nowego). Tak w sumie sobie pomyślałam, że o ile Vanity pojawia się w praktycznie każdym opowiadaniu, czegokolwiek by ono nie dotyczyło, tak nie dostała jeszcze swojego origin story (no dobra, było jedno, nieopublikowane opowiadanie, w którym była niepełnoletnią seksoholiczką i umawiała się z Duncanem, ale to było dawno i nieprawda i poza tym zgubiłam plik z tym wiekopomnym dziełem). 
Jeśli ktoś jest ciekawy, jak idzie gra (pewnie nikt nie jest, ale co tam, mój blog, to mogę się pochwalić), to mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o fabułę mamy już tak z 50% dzieła skończone (tzn. że 50% historii jest już grywalne i czeka tylko na podmianę grafik i muzykę). Kiedy premiera? Tego nie wie nikt, zobaczymy :D.
Pozdrawiam wszystkie rybki i wracam do haftowania, albo do udawania, że coś robię ze swoim życiem pożytecznego. Miłego dnia!

UPDATE: MAMY W KOŃCU TRAILER TITANS, o mój boru <3 jaram się jak włosy Star. Możecie go obejrzeć tutaj: klik!

środa, 20 czerwca 2018

#1 Drama-lama (dodatek do Thunderbird)

— Kay, ty… — Zacisnął pięści, przerywając w połowie. Spojrzał na nią błagalnie.
— Budzę się. Wiem — westchnęła, spuszczając wzrok. Głos roznoszący się po komnacie powoli zaczynał się wyostrzać tak, że można było rozróżnić już pojedyncze słowa. Moc Dona ześwirowała, strącając losowe książki z półek. — Prędzej czy później to musiało nastąpić.
Z gardła króla Nod wydobył się dziwny dźwięk, który przypominał trochę ryk zranionego zwierzęcia. Sam król odwrócił się, nie mogąc już dłużej spokojnie patrzeć na dziewczynę.
Oto Kayla Grayson - ta Kayla, która nie wiadomo jakim cudem znalazła się w jego odciętym od innych wymiarów świecie, która przewróciła jego życie do góry nogami, która wykryła ruch oporu w królestwie i udaremniła zamach na jego życie - oto teraz miała się obudzić w swoim świecie.
A to również oznaczało, że już nigdy więcej mogą się nie zobaczyć.
Znów warknął, sfrustrowany, próbując wymyślić coś, co mogłoby zatrzymać ją chociaż na chwilę. Książki w tym czasie zaczęły się otwierać, wzniecając coraz większe tumany kurzu. Kayla kichnęła, kryjąc twarz w dłoniach.
— Don...
“Nie, nie ma tak dobrze. Nie możesz tak po prostu stąd odejść.”
— Don, proszę. Pożegnaj się chociaż ze mną.
Podczas gdy głos z Tamtego Świata przybierał na sile, jej zaczął słabnąć. Ona sama poczuła, że zaczyna kręcić się jej w głowie. Pojawiły się również dźwięki respiratora.
— Dobra, chyba nie mam zbyt wielkiego wyboru. — Król wyciągnął z kieszeni jeansów kostkę do gry, którą zawsze przy sobie nosił. Podniósł ją do ust i dmuchnął na nią, po czym szybko się zamachnął, a kostka tradycyjnie zamieniła się w miecz, którym kiedyś Fiona pokonała Sadako. Ciął nim powietrze, otwierając portal.
— Don, co robisz? — W poszukiwaniu oparcia dziewczyna oparła się o regał. Zawroty głowy przybierały na sile. Zdawało jej się nawet, że przez chwilę słyszy swojego ojca… i kogoś jeszcze. Kogoś, z kim od bardzo dawna nie miała żadnego kontaktu.
Drzwi biblioteki zamknęły się z hukiem.
— Łamię wszystkie możliwe prawa, jakie sam kiedyś stworzyłem. — Król sięgnął dłonią w głąb portalu. Wyciągnął stamtąd niewielki medalion, po czym nie zawracając sobie głowy zamykaniem przejścia podszedł do Kayli i założył go jej na szyję. — Stworzyłem go, kiedy Fiona szukała sposobu, by móc wrócić do swojego świata. Kiedy wraz z Lią udało im się spotkać, obiecałem sobie, że już nigdy go nie użyję… aż do teraz. — Podniósł jej opadającą głowę i poklepał ją lekko po policzku. — Kay, skup się jeszcze przez chwilę. Ten medalion pozwoli ci otworzyć portal do Nod bez względu na okoliczności. Pewnie będzie potrzebował trochę czasu, by znów zacząć poprawnie działać, więc nie zdziw się, jeśli przez jakiś czas nie będzie reagował.
— Jak go użyć? — Ujęła jego dłoń, która cały czas spoczywała na rzemyku podtrzymującym błyskotkę.
— Tak samo, jak mój miecz. Już raczej wiesz, jak go używać. — Chwycił ją szybko w pasie, gdy dziewczyna zachwiała się na nogach, i przycisnął ją mocno do swojej piersi. — Idź, nie walcz już. Jestem pewien, że twój ojciec stęsknił się za tobą — mruknął, choć jego mocny uścisk świadczył o tym, jak bardzo nie chciał, by się obudziła.
— Tata… — westchnęła, zaciskając palce na jego kraciastej, tęczowej koszuli. Udało jej się z trudem podnieść głowę, by spojrzeć mu w oczy.
Przez chwilę wpatrywali się tak wzajemnie w siebie, nic nie mówiąc. Oboje szukali odpowiednich słów. Głos, który bezustannie im towarzyszył, stał się wyraźny — był to głos lekarki, która prowadziła leczenie Kayli. Przeplatał się on dodatkowo z głosem Richarda oraz kimś, kto mętnie plątał się gdzieś Kay po głowie, próbując jej przypomnieć o swojej obecności.
Kartki papieru zaczęły fruwać po pomieszczeniu wraz z kurzem — moc Dona szalała coraz bardziej z każdą minutą.
— Kay… — wydusił głosem ściśniętym od nadmiaru emocji. Podniósł ją trochę, gdy zaczęła mu się wręcz wyślizgiwać z rąk. Z każdą chwilą coraz bardziej opuszczała Nod. Król czule odgarnął za ucho pasmo włosów, które opadło na jej twarz.
— Nie rozklejaj s...ię — wydusiła z siebie, przymykając oczy. Ostatkiem sił dotknęła dłonią jego twarzy i przyciągnęła go do siebie, składając na jego ustach delikatny pocałunek. Don natychmiast go pogłębił, przytulając ją z całą mocą do siebie. Po jego policzkach spłynęły łzy. Żarówki w królewskich żyrandolach zaczęły pękać. Kawałki papieru i księgi wirowały wokół nich z zawrotną prędkością wraz z kurzem.
Don w końcu przerwał pocałunek, kiedy poczuł, że dziewczynie zaczyna opadać głowa. Cały zapłakany docisnął jeszcze wargi do jej czoła.
— Śpij — wyszeptał jeszcze, zaciskając dłonie w pięści na jej liliowej sukience. Kay zaczęła znikać w jego ramionach. Po raz ostatni wtulił nos w jej obojczyk, by móc zaciągnąć się jej zapachem. Jego ramiona zaciskały się na jej drobnym ciele coraz bardziej, podczas gdy dziewczyna coraz bardziej rozpływała się w powietrzu. Wraz z nią głosy, które słyszeli, zaczęły milknąć. W końcu zniknęły, zabierając ją ze sobą. Don został sam.
Upadł na kolana. Wraz z nim na podłogę opadły księgi, zwoje papieru i kurz, który natychmiast osiadł na jego mokrych od łez policzkach. Otarł je, pociągając nosem tylko po to, by po chwili wybuchnąć jeszcze bardziej spazmatycznym płaczem.
Drzwi biblioteki zostały wyważone, a do pomieszczenia wpadł jak burza elitarny oddział wojska, który zajmował się ochroną koronowanej głowy. Dowódca błyskawicznie kazał rozejrzeć się ludziom po bibliotece, a sam podbiegł do króla.
— Panie! Co się stało? Nic ci nie jest? — Z największą ostrożnością pomógł wstać swojemu władcy. Zaniemówił, gdy zobaczył króla, zanoszącego się płaczem
— Ona nie wróci — wymamrotał Don, załamując ręce. — Przejścia są zamknięte. Nie wiem, jak to zrobiła ostatnim razem… nie wróci.
— Najjaśniejszy panie, co się stało? — Dowódca niepewnie poklepał swojego króla po ramieniu. Nikt go nigdy nie uczył, jak uspokajać napady paniki głowy królestwa bez naruszania etykiety i prawa.
— Kayla. Obudziła się.


***


Teraz jak na to patrzę, to się bardzo cieszę, że jednak nie kontynuowałam tej dramy. Ogółem przepraszam, że wyciągnięte z czeluści dysku, niepoprawione i takie słodkopierdzące, ale po takim czasie chciałam wam dać coś do poczytania, a nie miałam siły i czasu napisać coś nowego/lepszego/przerobić tego starocia. Poza tym grzebanie w plikach może być fajne. Znalazłam właśnie fragment, jak dwaj naczelni geje (wbrew pozorom nie Lucek i Felix) napierdzielają się na cegłówki. Quality content.
O, jest nawet Zosia i Morze Snów! Zapomniałam o tym kompletnie. Nie ma to jak pisać opowiadanie na podstawie teorii spiskowych dotyczących Krainy Grzybów i Blue Whale Challenge.
Nie przedłużając, pora na ogłoszenia parafialne:
1) Zaliczam się do grona szczęśliwców, którzy przetrwali pierwszy rok :D (a to spory wyczyn jeśli spojrzeć na to, że z 28 osób zostało nas 14? 12?). Jutro jadę oddać indeks i można oficjalnie nazwać mnie wolnym człowiekiem. Żadnych więcej prac naukowych przez następne trzy miesiące, o nic więcej nie mogłabym prosić.
2) Haft krzyżykowy liczony rządzi i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.
3) Gra: fabuła jest już napisana, a część z Shadow opiera się na Geologach. Nie będzie to jednak kropka w kropkę przeniesienie z bloga, a coś całkiem nowego (głównie dlatego, że Shad już nie jest motylkiem, a przez Geologów poznaje NW). Prawdopodobnie pojawią się też Mort jeszcze przed staniem się Mortem i Sadie, ale tu jeszcze nie jestem pewna. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić was do zagrania w to wiekopomne dzieło :D.
4) Co w takim razie z blogiem? To jest bardzo dobre pytanie. Przyznaję się bez bicia, że nie wiem, co dalej z tym wszystkim począć. Nie mam na razie pomysłu na żadną "zastępczą" czy dodatkową historię, którą mogłabym napisać i tu wrzucić. Wiem, były prośby o Children of the stars, ale niestety nie pamiętam ani trochę, co tam się miało dziać, o co chodziło i co w tym wszystkim miała robić Aris. Może kiedyś coś z tego wyjdzie, ale nic nie mogę obiecać. Jak tylko na coś wpadnę, to na pewno wam o tym powiem. Na pewno chciałabym się skupić na pisaniu krótszych, bardziej zwartych i przede wszystkich skończonych historii, a nie tworzyć kolejne 40 rozdziałowe dzieło, które zostaje porzucone po 5 rozdziałach. Nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy pojawi się tu cokolwiek, co nie będzie całą listą rzeczy do zrobienia, a opowiadaniem. Mam jakieś luźne pomysły dotyczące np. wyjazdu Shad do wioski, z której pochodzi po tym, co będzie działo się w grze, czy nową wersję Thunderbird (portale i przenoszenie się w czasie, kto by tego nie lubił?), ale żaden z nich nie nadaje się w obecnej formie na opowiadanie. No nic, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
5) Bardzo się obrazicie, jeśli następne opowiadanie nie będzie dotyczyło Tytanów?

Na razie pozdrawiam was cieplutko i życzę wam, byście wypoczęli sobie przez wakacje :). Do napisania! 

sobota, 21 kwietnia 2018

Pora na ogłoszenia

Dzień dobry! Dawno się nie odzywałam, rozdział miał być na Wielkanoc, a tu klops, notki nie ma, ja zniknęłam, co się dzieje? Zacznijmy od początku.
Dostałam ocenę od Wspólnymi Siłami (za którą jeszcze raz serdecznie dziękuję, jeśli jesteście zainteresowani, możecie przeczytać ją tutaj), która otworzyła mi oczy na całą masę błędów, o których nie miałam pojęcia. Chcę, żeby ta historia była jak najlepsza i by jak najprzyjemniej się ją Wam czytało, a czytając ocenę zorientowałam się, jak bardzo chaotyczne i niedopracowane są te moje wypociny.
Dodatkowo po jakże wielkim (hehe) sukcesie gry prima aprilisowej (cały czas możecie ją pobrać tutaj, a ten post nie zamienia się właśnie w jedną wielką linkownię i autoreklamę zarazem) powstał pomysł, by komiksy NW zamienić na gry w stylu visual novel. Pierwsza z nich ma się skupiać na Shadow. I tu powstaje problem, o którym zaraz się rozpiszę.
Bardzo lubię tą historię i chciałabym ją Wam jak najlepiej przedstawić. Pisanie rozdziałów jest czasochłonne, męczące i wymaga sporo samozaparcia, żeby notki pojawiały się w miarę regularnie (a sami widzicie, jak mi to wychodzi). Chciałabym wrócić do samego początku, przemyśleć kilka wątków, popracować nad postacią Shad, by nie była taką denerwującą mimozą, jaką jest w tym momencie. Jedną z rzeczy, która mi w tym wszystkim przeszkadza, są studia, ciągłe zaliczenia i zbliżająca się sesja (niby zostało dwa miesiące, a ja już zaczynam się stresować). Drugą jest fakt, że cała fabuła z tego opowiadania może zostać przeniesiona do gry.
W tym momencie będę musiała tak czy tak przysiąść do jej przerobienia (bo np. trzeba wywalić Tytanów, a na ich miejsce wstawić NW), by pasowała do ogólnego założenia i możliwości silnika, na którym pracuję. Oczywiście, studia dalej są przeszkodą, ale mimo wszystko proces przerabiania fabuły i pisanie gry jest o wiele szybsze niż praca nad rozdziałem. Dodatkowo jako gracze macie o wiele większy wpływ na to, co stanie się z bohaterami, niż jako czytelnicy.

Skracając i podsumowując, mamy do wyboru kilka opcji:
  1. Shadows of love zostaje w takiej formie, w jakiej znajduje się teraz - tzn. zatrzymuję pracę nad pisaniem kolejnych rozdziałów, zanim nie przemyślę i nie poprawię tych już istniejących, ja piszę rzadziej ze względu na natłok obowiązków, a gra dostaje własną fabułę (przez co historia z bloga przestaje być kanoniczna, bo nie jestem w stanie w tym momencie napisać gry, która nawiązywałaby do opowiadania i jednocześnie nie spoilerowała... cóż, wszystkiego)
  2. Przenoszę trochę zmienioną fabułę opowiadania do gry, a na blogu będą pojawiać się różne one-shoty (w tym obiecane Rae x Rob) oraz prawdopodobnie kontynuacja któregoś z wcześniej porzuconych dzieł, jak Children of The Stars lub Children of The Storm (na to drugie mam już nawet dosyć konkretny pomysł). Opowiadania dalej będą pojawiać się rzadziej.
  3. Teoretycznie mogę prowadzić jednocześnie bloga i pisać grę o tym samym, ale nie widzę w tym za bardzo sensu.
  4.  Nie mam pojęcia, jaka może być czwarta opcja, ale czekam na Wasze komentarze, pomysły i propozycje.
 Moim nadrzędnym celem jest sprawianie Wam radości - czy to pisząc, czy tworząc grę, dlatego chcę usłyszeć Wasze opinie i sugestie. W każdym z wyżej wymienionych punktów pisanie rozdziałów niestety zostanie spowolnione, bo to raczej jasne, że nie mogę zawalać studiów, a czas na ukończenie pierwszego szkicu fabuły gry mam do końca czerwca (a przynajmniej tak sobie założyłam, bo chcę się zdyscyplinować i dać czas grafikom na malowanie moich wymysłów).
Mam nadzieję, że zrozumieliście cokolwiek z tego mojego paplania i że razem dojdziemy do rozwiązania, które zadowoli wszystkich. Tymczasem żegnam się na ten moment i życzę miłego weekendu :D!

niedziela, 1 kwietnia 2018

Mała niespodzianka Wielkanocna

Z rozdziałem, jak widać, nie udało mi się wyrobić (patrząc na obecny plan zajęć na studiach, to w sumie nie ma się co dziwić), ale mam dla Was życzenia świąteczne, a dla tych, którzy nie zaglądają na TitansGo.pl - małą niespodziankę. Otóż okazało się, że w niecałe trzy dni da się zrobić grę o Nightwatch. Nie jest to nic wielkiego, ale jestem z tego dzieła bardzo dumna, jako że sama siedziałam i klepałam kod tej gry jak szalona. Możecie ją pobrać tutaj: klik!
(Kliknięcie na link od razu rozpocznie pobieranie gry, więc nie bądźcie jak ja i nie pobierzcie 40 razy tego samego).
Wesołych świąt :)


I prima aprilis ;).

czwartek, 18 stycznia 2018

Krótkie pytanka

Jestem zawalona pracą przed zaliczeniami i nie ma już raczej szans na to, bym zdążyła napisać + zredagować ten masywny rozdział, nad którym pracuję, by ukazał się 4 lutego. Mam z tej okazji dla Was pytanie: podzielić rozdział na dwie części i opublikować pierwszą z nich właśnie 4 lutego, a drugą w okolicach 25.02/04.03, czy wolicie poczekać ok. 2-3 tygodnie (dajmy na to do 18-ego lub 25-ego) na całość? Osobiście wolałabym podzielić rozdział, byście nie musieli czekać na niego ponad 2 miesiące (od 22.12 do 18.02/25.02 to sporo czasu), plus w międzyczasie mogłabym zacząć też pracę nad Cieniem V, ale wybór pozostawiam Wam.
A, jeszcze jedno. Czy lubicie zagadki? :D Bo zastanawiam się nad rozpoczęciem zostawiania Wam różnych ciekawostek etc. na temat fabuły i bohaterów w formie osobnych plików do pobrania/zdjęć/grafik/puzzli etc., by podsycać Waszą ciekawość, pomóc Wam lepiej zrozumieć świat przedstawiony tak dla zabawy :D. Co wy na to?
Dziękuję, pozdrawiam, miłego dnia!

wtorek, 10 stycznia 2017

Children of The Storm

W ramach zadośćuczynienia za to, co napisałam we wstępie (który znajduje się na końcu, bo tych na początku nikt nie czyta), dzielę się z wami kawałkiem obiecanego opowiadania, z którego jestem najbardziej dumna:

☾

Rozejrzała się na wszystkie możliwe strony, podnosząc się z klęczek. Oprócz wszechogarniającej czerni jedyne, co mogła zobaczyć, to dębowa podłoga, ciągnąca się we wszystkie strony i ginąca w mroku. Wymachiwanie lampą w kształcie pięcioramiennej gwiazdy również nie pomogło jej odkryć czegoś wartościowego. 

Otrzepała jeansy z kurzu, wyciągnęła z ciemnych włosów zaplątany w nich patyk, po czym przetarła podkrążone ze zmęczenia oczy. Spróbowała krzyknąć, by sprawdzić, czy ktoś jej towarzyszy, lecz z jej gardła zamiast słów wydobyła się melodia, przypominająca dźwięki harfy. Zaskoczona dziewczyna zatkała dłonią usta, po czym po chwili konsternacji znów spróbowała coś powiedzieć - z tym samym skutkiem.

“Okej, w ten sposób raczej nic nie zdziałam.” - pomyślała. Mocniej chwyciła metalowy, zdobiony uchwyt lampy, po czym ruszyła do przed siebie w poszukiwaniu wyjścia z niecodziennego otoczenia, uważnie rozglądając się na boki.

Przez bardzo długi czas nie mogła znaleźć niczego, co pomogłoby jej przynajmniej ustalić, gdzie jest. Dopiero gdy od mocnego ściskania lampy poczuła ból w palcach i zwolniła trochę uścisk, dostrzegła wirujące wokół niej drobinki, podobne do płatków śniegu. Migotały w podobny sposób, co kryształki lodu, lecz nie były zimne w dotyku ani nie roztapiały się podczas kontaktu z rozgrzanym przez świecę przedmiotem. Podczas dalszej wędrówki drobinki rosły, unosiły się w powietrzu coraz bardziej leniwie, aż w końcu przemieniły się w kartki papieru o przeróżnych wielkościach, które po prostu zawisły w przestrzeni. Ustępowały z drogi pod wpływem ruchu powietrza, jaki wywoływała swoim spacerem dziewczyna. Każda z nich była zapisana drobnym, lekkim pismem, gdzieniegdzie można było dostrzec kawałki starych, poniszczonych map lub szkiców. Wszystkie one jednak były zbyt daleko, by dziewczyna mogła konkretnie powiedzieć, co przedstawiają.

Zaciekawiona, spróbowała złapać pierwszy lepszy skrawek papieru, lecz ten rozpłynął się, nim zdążyła w ogóle dotknąć go opuszkami palców. Drugi poderwał się do góry i odpłynął niczym liść niesiony przez wiatr, a trzeci zaczął składać się w pół i robił to dopóty, dopóki nie stał się na tyle malutki, by zniknąć intruzowi z oczu.
- Niech to diabli - mruknęła pod nosem, co poskutkowało kolejnymi dźwiękami harfy. Brak możliwości wyrażenia swoich myśli jeszcze bardziej sfrustrował upartą brunetkę. Pomimo sennej i relaksującej atmosfery panującej dookoła dziewczyna z każdą chwilą była coraz bardziej poddenerwowana. Nieznane otoczenie tylko ją drażniło i niepokoiło.

Uniosła lampę w górę, próbując dostrzec tekst na jednej z kart, lecz tym razem jej uwagę przykuło coś innego. Gdzieś przed nią rozbłysło mocne, niebieskie światło. Oprócz niego pojawił się także powiew ciepłego, letniego wiatru, który rozproszył kartki i zmusił je do ponownego wirowania. Jedna z nich przykleiła się do twarzy nastolatki. Ta zerwała przeszkadzający jej materiał, by móc dostrzec kilka metrów od siebie niewielkie hebanowe drzewko. 

Siedział na nim ogromny, niebieskopióry ptak, wyglądem nieco przypominający orła. Dookoła niego powiewały na wietrze ozdobne zakończenia jego własnego ogona i to one były źródłem niespodziewanego światła. Na jego szyi kłębiły się delikatne piórka, które przypominały szaroniebieskie chmury. Ptak na chwilę rozłożył skrzydła, a wtedy pomiędzy lotkami przemknęło kilka wyładowań elektrycznych. 

Zaskoczona brunetka podeszła bliżej, by móc dokładnie przyjrzeć się niezwykłemu stworzeniu. Choć zwierzę było o wiele większe od niej, nie czuła strachu, gdy wyciągnęła ku niemu dłoń, by móc go pogłaskać. Ptak uważnie śledził jej ruchy i nie zareagował w żaden sposób na nieśmiały dotyk. Po chwili niepewnego głaskania piór lekko odtrącił dziobem dłoń dziewczyny, po czym kiwnął na nią głową i wzbił się do lotu. Ruch jego skrzydeł spowodował napływ kolejnych ciepłych podmuchów powietrza, pachnącego świeżo skoszoną trawą, mokrą ziemią i kwiatami maciejki. 

Kayla wciągnęła głęboko powietrze do płuc, rozkoszując się miłym zapachem. Ufnie ruszyła za ptakiem, który zostawiał za sobą ciemnoniebieską smugę, przypominającą poranną mgłę. Owa mgła co jakiś czas rozbłyskiwała w losowych miejscach, a chwilę później można było usłyszeć grzmot. Dopiero wtedy dziewczyna zorientowała się, że podąża za mitycznym Ptakiem Grzmotem, który według niektórych indiańskich legend był duchem burz, a jego przybycie zwiastowało potężne sztormy. 

Nastolatka zdawała się kompletnie nie zwracać uwagi na to, że wędruje za ogromnym, legendarnym stworem pośród burzowych chmur, a jej lampa gdzieś znikła. Dotychczas lewitujące kartki papieru postanowiły opaść na podłogę, która nie wiadomo kiedy przekształciła się z paneli w… trawę. Zaskoczona Kay przez dłuższą chwilę wpatrywała się w soczystą zieleń pod jej stopami. Oprzytomniała, gdy usłyszała grzmot nad swoją głową. Podniosła ją i ujrzała kołującego nad nią Ptaka. Jego skrzydła pociemniały, a błyskawice coraz częściej rozbłyskiwały między piórami. Unosił się na tle nieba, po którym powoli sunęły ciężkie, burzowe chmury. 

Dziewczyna znajdowała się teraz w nieznanej jej dolinie. Oprócz trawy i kilku drzew dostrzegła mały domek, stojący na niewielkim wzniesieniu. Grzmoty przybierały na sile, a na horyzoncie pojawiły się pierwsze błyskawice. Kayla puściła się biegiem w stronę budynku, chcąc schronić się przed burzą. Udało jej się dobiec do drzwi na chwilę przed spadnięciem pierwszych kropel deszczu. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi, po czym rozejrzała się po wnętrzu.
- Jak tyś tu wlazł? - mruknęła na widok przechodzącego się po kominku Ptaka Grzmota. Wtedy również odkryła, że jej głos, choć nadal pobrzmiewał dźwiękami harfy, był już o wiele bardziej zrozumiały dla niej samej. 

Ptak pochylił głowę i zaczął drżeć na całym ciele, a jego pióra lekko się nastroszyły. Z jego gardła wydobył się cichy skrzek. Kay miała wrażenie, że się z niej po prostu śmieje. 
- Bardzo zabawne, boki zrywać. - Chciała podejść do zwierzęcia, lecz Ptak zeskoczył na podłogę i wesoło pomaszerował do pokoju obok. - Po dzisiejszym już chyba nic mnie nie zaskoczy - westchnęła, podążając za legendarnym stworzeniem. 

Myliła się - następne pomieszczenie zaparło jej dech w piersiach, choć było prawie puste. Na środku pomieszczenia stała oszklona gablota, w której znajdowała się podniszczona kartka, przypominająca bardziej papirus niż papier. Najciekawsze w pokoju były jednak ściany - zostały pomalowane w taki sposób, by imitować las nocą. Malowidło było dopracowane w najmniejszych detalach, a Kayli wręcz wydawało się, że naprawdę wylądowała w lesie. Rozglądając się uważnie dookoła, podeszła do gabloty. Obejrzała ją dokładnie z każdej strony, doszukując się wskazówki, która pomogłaby jej dostać się do środka. Niestety, wszystkie jej próby pozbycia się szkła kończyły się fiaskiem.

- Może byś tak pomógł, co? - zwróciła się uprzejmie do ptaka, który leniwie szybował nad jej głową i próbował złapać świetliki, migotające na ścianach. Stworzenie zwróciło się ku dziewczynie i zamachnęło się mocno skrzydłami. Silny podmuch wzbił w powietrze kurz, które przekształciły się podczas lotu w zeschłe liście. Kayla osłoniła rękami twarz, chroniąc się przed wiatrem. W tym samym momencie rozległ się również grzmot. Pomiędzy piórami ptaka błysnęła błyskawica, która przeskoczyła po całym ciele zwierzęcia, by móc uderzyć w gablotę. Ta rozprysnęła się na miliony drobinek, które błyskawicznie zniknęły, porwane przez wiatr. Większe z nich zdążyły poharatać nieosłoniętą skórę dłoni dziewczyny. Ta krzyknęła, spanikowana.

Kiedy w końcu wszystko się uspokoiło, a wiatr stracił na sile, przerażona brunetka opuściła w końcu ręce i przetarła dłońmi oczy, by pozbyć się łez. Ptak spokojnie zajął miejsce na stojącym przed nią piedestale i czyścił dziobem swoje pióra. Rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym kiwnął głową w stronę podniszczonej karty. Kay niepewnie podeszła do tajemniczego przedmiotu, a krew spływająca z jej dłoni skapywała leniwie na kruszące się pod jej nagimi stopami liście. Wyciągnęła rękę, by dotknąć podniszczonego papieru. W tym samym momencie zatrzymała się, a cała jej krew przestała na chwilę płynąć, by po chwili zacząć formować się w coś w rodzaju wstęg. Spanikowana dziewczyna mogła tylko przyglądać się, jak czerwony płyn, który wypłynął z jej żył, pełznie powoli po jej ręce, by rozlać się po kartce. 

W tym momencie nastąpiło kilka rzeczy jednocześnie. Ptak wydał z siebie potworny odgłos, Kayla upadła na kolana, z trudem łapiąc oddech, a kartka wybuchła oślepiającym blaskiem, który ogarnął cały pokój. Zanim dziewczyna zemdlała od nadmiaru wrażeń, zdążyła usłyszeć jeszcze kobiecy głos, szepczący cicho w jej głowie: “Dary stworzone z promieni słonecznych nigdy nie zostaną zapomniane.”

☾

Moja ukochana As-t-modeusz już dawno temu opuściła swojego bloga, czego nie mogę odżałować.
Megan ostatnio zakończyła swoje opowiadanie, a ja, głupia koza, od pół roku ponad nie miałam nawet czasu, żeby przeczytać i skomentować któryś z jej rozdziałów (za co serdecznie przepraszam i biję się w pierś).
Obiecałam też kolejne opowiadanie od nowego roku. Tja... Problem jest taki, że 
a) "Ale jak to tak? Jakie święta/ferie/wolne/weekendy/godzina czasu dla siebie raz na tydzień? Ja sobie tego nie wyobrażam! Wy przecież piszecie maturę!" i za karę dostaje się takie 12 zestawów maturalnych do zrobienia
b) znowu zmienił mi się koncept opowiadania. Serio, jak nie przestanę wymyślać nowych rzeczy, to możecie mnie trzasnąć patelnią.
c) jestem leniem
d) klawiatura mi strasznie krzaczy w komputerze - czasem tak bardzo szaleje, że nie idzie się nią w ogóle posługiwać i muszę od czasu do czasu przeskakiwać na tą ekranową.
Niestety, każdy z tych punktów wpłynął dosyć mocno na moją twórczość - tak mocno, że chyba bodajże we wrześniu coś ostatnio pisałam. Potrzebuję roku wolnego po tym, co teraz mam w tej wylęgarni patologi zwanej szkołą.
Co mogę wam obiecać? W sumie to wolę nie robić nikomu znowu nadziei, bo wszyscy doskonale wiemy, jak to się kończy - dwoma rozdziałami w lipcu, kiedy już jestem wypoczęta po roku szkolnym i tak się nudzę, że nie mam co robić i biorę się za pisanie. Wiem, to źle, bo cały mój warsztat i całe te lata spędzone na bazgraniu odejdą w zapomnienie, a ja od nowa będę musiała się wszystkiego uczyć. 
Dobra, teraz mi się trochę uleje: nie widzę też za bardzo sensu w tym wszystkim. Kiedyś pisałam dla zabawy, by przekazać wam historię, którą widzę w głowie, która mi się podoba; pisałam po to, by się rozerwać, by mieć zajęcie i być w czymś dobrą. Potem dopadło mnie szczegółowe planowanie fabuły, zaczęło mi za bardzo zależeć na tym, jak tekst wygląda i jak się go czyta, a zapomniałam kompletnie, że przecież chodzi w tym wszystkim o rozrywkę dla czytelników. Usłyszałam też kilka razy, że o ile ja widzę to, co piszę, tak czytelnik nie ma zielonego pojęcia, o kim/czym mówię i trudno mu się do czegokolwiek odnieść, przez co źle się czyta te moje bohomazy. Na dysku mam pełno rozpoczętych opowiadań - zostawionych do poprawienia, po czym porzuconych, gdy zobaczyłam po kilku miesiącach, jakie głupoty wypisywałam. 
Jestem zbyt zgorzkniała, by pisać i czerpać z tego radość. Potrzebuję odpocząć od ciągłych obowiązków, stresów, nerwów i jadu, w którym aktualnie przebywam. Potrzebuję znowu poczytać trochę dobrych, zabawnych książek (a nie biegającego z siekierą Rodiona i kochanego Józefa K. z innym cholernym Józiem, nienawidzę Gombrowicza i Kafki za te ich wymiociny umysłowe), obejrzeć kilka filmów, rozluźnić się. Znaleźć czas na robienie amv, pisanie, tworzenie bujo (bullet journal).
Tja. To chyba na tyle. A teraz miłego dnia, wracam do nauki historii :D!
Podpowiedzi do pytania głównego: Don, Nod, Lia, Rosalarian. Dacie radę, wystarczą wam Google.

wtorek, 25 października 2016

Remont generalny

Wybaczcie, jeśli do końca roku (przynajmniej tak planuję, zobaczymy, jak to wyjdzie, ale od przyszłego roku chcę z tym startować i nie ma zmiłuj) będzie tu trochę zamieszania, próbnych szablonów i ogółem bajzel. Porządkujemy, poprawiamy, lecimy z tą imprezą. Pierwsze zmiany wprawne oko już może wyłapać ;). Mam nadzieję, że to, czym was poczęstuję w najbliższym czasie, przypadnie wam do gustu bardziej niż obecne opowiadanie.
Stay tuned!