środa, 18 lipca 2018

1. Lekomania? To tylko głosy w głowie!

Obudziła się jeszcze bardziej zmęczona niż zwykle. Nie dość, że zasnęła dopiero gdzieś po trzeciej nad ranem, to dodatkowo głosy urządziły sobie takie wycie, jakiego jeszcze nie słyszała. Przez pierwsze pięć minut leżała jak kłoda z twarzą wbitą w poduszkę, zastanawiając się, czy coś się stanie, jeśli wyrzuci budzik przez okno i wróci do spania. Dopiero rumor za ścianą przypomniał jej, że matka wychodziła dzisiaj później do pracy. Fantazje o wagarach mogła wyrzucić do śmieci.
Z trudem zwlokła się z łóżka, waląc po omacku w drący się niemiłosiernie budzik. Przetarła opuchnięte oczy wierzchem dłoni i podeszła do okna, potykając się przy okazji o pozostawioną na środku pokoju torbę. Odsunęła ciężkie zasłony, przeklinając w duchu świecące jej prosto w oczy słońce. Przez chwilę przyglądała się sąsiedniemu blokowi, mamrocząc pod nosem niewybredne słowa pod adresem świata i jego mieszkańców. W końcu podeszła do lustra zawieszonego na ścianie obok i uśmiechnęła się makabrycznie do własnego odbicia. Worki pod oczami, potargane fioletowe włosy sterczące na wszystkie strony, blada i zmęczona skóra. Panie i panowie, oto Van, chodzący żywy trup.
Wróciła się do łóżka, by spod szafki nocnej wyciągnąć nowe opakowanie leków przeciwbólowych. Mruknęła z niezadowoleniem na widok pustej szklanki. A no tak, przed snem brała przecież tabletki. Z ciężkim westchnieniem wbiła stopy w kapcie z doszytymi króliczymi uszami i opuściła swoją świątynię spokoju, by stoczyć kolejny krwawy bój z krzątającym się po kuchni potworem.
Matka najwyraźniej miała odpowiedni humor na zgrywanie perfekcyjnej pani domu. Nucąc pod nosem skoczną melodię, jedną ręką szykowała kawę, a drugą pakowała kolejne kromki chleba do tostera. Idealnie uczesana, z perfekcyjnym makijażem i przyklejonym do twarzy uśmiechem wyglądała bardziej na wytwór chorego umysłu niż osiągającą sukcesy bizneswoman. Chociaż kto wie, może według ludzi tak właśnie wygląda człowiek sukcesu.
W odpowiedzi na radosne powitanie dziewczyna mruknęła coś pod nosem. Chwyciła pierwszy lepszy wolny kubek i napełniła go wodą, starając się ignorować świergot matki. Z ulgą opadła na krzesło przy stole kuchennym, po czym z prędkością światła rozpoczęła połykanie kolejnych tabletek.
— Nie wiem, czy to mądre, żebyś… — zaczęła matka, ale ucichła pod wpływem spojrzenia córki.
— Już próbowałaś, odpuść sobie. — Połknęła ostatnią tabletkę i uśmiechnęła się ponuro. — Jestem pewna, że gdyby tego znachora od siedmiu boleści też tak bolało, kupowałby już sobie trumnę, a nie doszukiwał się lekomanii.
— Przesadzasz. — Potwór prychnął, wrzucając na talerz świeżo przypieczone tosty. — Takim marudzeniem psujesz sobie humor i sobie, i mi.
Van wzruszyła ramionami. Ona ma humor popsuty już od rana, niech reszta świata cierpi razem z nią. Wgryzła się w podane jej śniadanie, zastanawiając się, dlaczego jej tosty smakują niczym troty.
— O, jak późno! — Matka dopiła szybko resztę kawy i chwyciła torebkę. — Zjedz coś na mieście, bo lodówka pusta, czasu na zakupy nie było, a dzisiaj to w ogóle mam ważne spotkanie. Bądź w domu o czwartej, to jak tylko wrócę pójdziemy do fryzjera, może uda mu się coś zrobić z tą twoją abominacją, żeby się patrzeć na ciebie dało. — Pokręciła głową i cmoknęła z niezadowoleniem, patrząc na włosy córki. Ta tylko prychnęła pod nosem. — No, to do później!
— Adios. — Van machnęła ręką na pożegnanie, nie patrząc nawet na matkę. Ta natomiast pobiegła do przedpokoju. Po chwili dało słyszeć się stukot szpilek i trzask zamykanych drzwi. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Zgarnęła ze stołu talerz z niedokończonym śniadaniem i ruszyła w stronę pokoju. Trzeba się w końcu przygotować na cały dzień huku i upierdliwych dzieciaków.

***

Takie króciutkie coś o Van zanim jeszcze została Vanity. Ktoś byłby zainteresowany czytaniem opowiadania o niej? Bo jeśli nie, to mam jeszcze ewentualnie pomysł na fabułę z Shadow i Vanity. W każdej wersji szanse na pojawienie się Tytanów są dość małe (zmęczenie materiału, potrzebuję napisać w końcu coś nowego). Tak w sumie sobie pomyślałam, że o ile Vanity pojawia się w praktycznie każdym opowiadaniu, czegokolwiek by ono nie dotyczyło, tak nie dostała jeszcze swojego origin story (no dobra, było jedno, nieopublikowane opowiadanie, w którym była niepełnoletnią seksoholiczką i umawiała się z Duncanem, ale to było dawno i nieprawda i poza tym zgubiłam plik z tym wiekopomnym dziełem). 
Jeśli ktoś jest ciekawy, jak idzie gra (pewnie nikt nie jest, ale co tam, mój blog, to mogę się pochwalić), to mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o fabułę mamy już tak z 50% dzieła skończone (tzn. że 50% historii jest już grywalne i czeka tylko na podmianę grafik i muzykę). Kiedy premiera? Tego nie wie nikt, zobaczymy :D.
Pozdrawiam wszystkie rybki i wracam do haftowania, albo do udawania, że coś robię ze swoim życiem pożytecznego. Miłego dnia!

UPDATE: MAMY W KOŃCU TRAILER TITANS, o mój boru <3 jaram się jak włosy Star. Możecie go obejrzeć tutaj: klik!

5 komentarzy:

  1. O Vanity nawet chetnie bym poczytala. Ten fragment jest dosyc spoko, poza kilkoma bledami. Ogolnie tez taka mroczna postac, z ciekawa przeszlosci i fajnym charakterem, plus to ze to twoje opowiadanie, takze czytac zawszs bede

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak bardzo utożsamiam się z Van, że to aż podejrzane. Jestem ciekawa i opowiadania i gry, więc będę czekać tylko z niecierpliwością.
    Też widziałam <3 Mam zaspamowany ig tym trailerem. DC jak zwykle ma mood "DARKER THAN DARK", ale Rae to im ślicznie wyszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli utożsamiasz się z Van, to wiedz, że jest źle xD Rae, Star, wszyscy wyszli bosko. Mogli tylko pokazać transformację BB w jakiegoś zwierzaka, a nie taki skok nie wiadomo po co xD

      Usuń