Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanity. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 września 2018

2. Skrzywienie na punkcie włosów

Szkolna stołówka była jak zwykle zatłoczona. Wesołe śmiechy i gwar rozmów zdecydowanie nie pomagał na walkę z rozsadzającym czaszkę bólem. Van westchnęła, po czym smętnie powlokła się do najbardziej oddalonego od wszystkich stolika. Zajęła miejsce, oparła głowę na dłoni i wbiła nieprzytomne spojrzenie w kupkę gotowanego groszku z dodatkiem ryżu i marchewki. Oddałaby wszystkie warzywa świata, byleby tylko móc wrócić do ciepłego łóżka i poleżeć sobie w ciszy.
Prychnęła cicho. Cisza, jasne. Głosy na pewno nie pozwoliłyby jej odpocząć.

— Dobra, jedno muszę ci przyznać, wyglądasz świetnie. Musisz mi dać namiary na swojego fryzjera. — Alex rzucił tacę z jedzeniem na blat, nie przejmując się bałaganem, który w ten sposób narobił. Van na dźwięk metalu uderzającego o stół syknęła. Posłała koledze mordercze spojrzenie, rozmasowując skronie.
— Jeszcze raz tak zrobisz, a cię zatłukę — ostrzegła. Chłopak nachylił się, by móc uważnie przyjrzeć się przyjaciółce.
— Co, znowu? — Chwycił sztućce i zaczął rozgrzebywać puree ziemniaczane, jakby co najmniej spodziewał się znalezienia w nim bomby.
— Ano. Już mnie szlag trafia. — Ziewnęła. — Całą noc nie spałam. Z każdym dniem jest coraz gorzej.
— Przerąbane masz. Byłaś u lekarza?
— Już ci mówiłam, ten konował stwierdził, że wszystkie moje problemy może rozwiązać odstawienie leków i joga. — Wywróciła oczami. Obiad Alexa najwyraźniej tym razem nie próbował go zabić, bo chłopak z markotną miną zabrał się jedzenie.
— Swoją drogą, nikt się nie rzucał o twoją fryzurę?

Dziewczyna przetarła zmęczone oczy, kręcąc głową.
— Matka tylko miała pretensje, ale to akurat nic dziwnego. Nauczyciele raczej mają to w nosie, jak każdy normalny człowiek.
Alex uśmiechnął się, wpychając do ust kolejny kawałek mięsa o niewiadomym składzie. Ten człowiek zdecydowanie uwielbiał igrać ze śmiercią.
— Ej, a tak w ogóle, to sobie o czymś przypomniałem — zaczął, kiedy skończył jeść. Van uniosła brwi, dziobiąc nietknięty posiłek widelcem. — Chyba znam kogoś, kto mógłby ci pomóc na te twoje bóle.
— Ta? Kogo? — Wyprostowała się, przerywając oddzielanie kawałków marchewki od ziarenek ryżu.
— Znaczy no, Alice zna. Kojarzysz ją?
— To jest ta twoja... kuzynka z jakiejś tam dalekiej rodziny czy coś takiego, nie? — Dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie, kim jest obiekt ich rozmowy.
— Tak. Powinnaś ją kojarzyć z wesela mojego brata. Purpurowa sukienka. — Alex uśmiechnął się pod nosem, widząc, jak wyraz twarzy Van ze zirytowanego zamienia się w rozmarzony.
— No, pamiętam. I co z nią?
— Mówiła, że zna taką zielarkę, znachorkę czy cholera wie co, która potrafi wytrzasnąć lekarstwo na wszystko. Podobno korzysta tylko z naturalnych metod, ale Al kazała uprzedzić, że interes z nią może być drogi w zależności od choroby. No, i nie zawsze legalny. — Chłopak wyszczerzył się od ucha do ucha. — A poza tym to cię pozdrawia. Mówiła, że nie może się doczekać, aż się znowu zobaczycie. Podobno ma ci coś do oddania?
— A, czyli to ona je zabrała. — mruknęła pod nosem Van. Przygryzła lekko wargę, wbijając wzrok w talerz. Alex roześmiał się, obserwując zmieszanie na twarzy przyjaciółki.
— Jak chcesz, to możemy się tam dzisiaj wybrać, to kwadrans jazdy autobusem z centrum. — Chwycił tacę i wstał. — Koło piątej ci pasuje?
— Pasuje, ale dopiero jutro. Dzisiaj muszę być w domu, mamusia kończy wcześniej i tym razem poświęci chwilę swojego cennego czasu mi, a nie temu fagasowi.. — Van uśmiechnęła się słodko, mrugając z częstotliwością karabinu maszynowego.
— Spoko, rozumiem. Serio, przestań tak robić, wyglądasz jakbyś była zdrowo rąbnięta.
Van roześmiała się tak donośnie, że kilka osób z sąsiadujących stolików zerknęło na nią podejrzliwie.
— Mój drogi Watsonie, przecież słyszę głosy w głowie. Czy to czasem już nie jest objaw porąbania?

***


Van połknęła po kryjomu kolejne kilka tabletek, kątem oka obserwując czerwoną ze złości matkę. Kobieta wymachiwała iście nieelegancko rękoma, próbując przymusić stojąca przed nią fryzjerkę do zmiany zdania. Sytuacja rozwijała w nadzwyczaj komiczny sposób.
— Pani chyba nie rozumie. Przecież nie może się tak pokazywać w szkole — cedziła przez zęby matka dziewczyny, wymachując rękami. Rose wykazywała się niezwykłą cierpliwością, próbując wytłumaczyć sytuację wściekłej kobiecie. Równie dobrze mogłaby w nią rzucić nożyczkami, byłoby weselej.
— Przykro mi, ale pani córka ma tyle lat, że może decydować za siebie i bez jej zgody nie mogę przefarbować jej włosów — powtórzyła po raz dwudziesty. Ciekawe, kiedy straci cierpliwość i wywali Szanowaną Panią Businesswoman na zbity pysk. — Przepraszam, ale klienci na mnie czekają…
— Czy pani wie, kim ja jestem?! — Van o mało nie parsknęła śmiechem, słysząc te słowa. Matka najwyraźniej musiała być już na skraju wytrzymałości, skoro sięgnęła po ten argument. No tak, bo przecież każdy drży ze strachu przed księgową pracującą w wielkim korpo. Drżyjcie, narody, bo inaczej zniszczę wasze faktury!
— Nie, co nie zmienia faktu, że nie mogę pani pomóc. — Rose westchnęła. To nie był dobry znak. — Proszę wyjść z mojego salonu, straszy mi pani klientów.
Matka nadęła się z oburzenia, ale zamiast rzucić we fryzjerkę obcasem, odwróciła się na pięcie i wyszła, ciągnąc za sobą Vannie. Dziewczyna zdążyła tylko na migi dać znać fryzjerce, że jej dziękuje, nim drzwi salonu zatrzasnęły się przed nią.
— Co za tupet! — warknęła kobieta, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu kluczy. — Jak można tak traktować klienta?!
— Wow, nie złamała prawa pozwalając ci na co tylko masz ochotę, no naprawdę, tragedia roku. — Van ziewnęła. Oparła się o zimną ścianę, przyglądając się swojej rodzicielce. — Napisz o tym do prezydenta, niech się lepiej tym zajmie! To przecież pogwałcenie twoich praw jako konsumenta i człowieka.
Matka posłała jej chłodne spojrzenie.
— Wiesz co, lepiej się przymknij i wsiadaj do samochodu. Znajdziemy kogoś innego.
— Jak tam chcesz. — Dziewczyna posłusznie wsiadła do pojazdu. Złośliwy uśmiech wpełzł na jej bladą twarz.
***

Dzień dobry państwu, witam w sobotę! Dawno nie było Van, no to łapcie i cieszcie się razem ze mną, że coś napisałam. Jeszcze większą radośc powinno sprawić nam wszystkim to, że Astral Nights jest już dostępne do pobrania! Mamy duchy, mamy rytuału, mamy liceum, mamy Lucasa (ale nie tego od Felixa) i mamy Reę (z którą, podejrzewam, Van mogłaby się zaprzyjaźnić). Grę możecie pobrać tutaj lub w zakładce "gry" na górze bloga. Nic, tylko brać i grać :D!
Trzymajcie się ciepło i do następnego!

środa, 18 lipca 2018

1. Lekomania? To tylko głosy w głowie!

Obudziła się jeszcze bardziej zmęczona niż zwykle. Nie dość, że zasnęła dopiero gdzieś po trzeciej nad ranem, to dodatkowo głosy urządziły sobie takie wycie, jakiego jeszcze nie słyszała. Przez pierwsze pięć minut leżała jak kłoda z twarzą wbitą w poduszkę, zastanawiając się, czy coś się stanie, jeśli wyrzuci budzik przez okno i wróci do spania. Dopiero rumor za ścianą przypomniał jej, że matka wychodziła dzisiaj później do pracy. Fantazje o wagarach mogła wyrzucić do śmieci.
Z trudem zwlokła się z łóżka, waląc po omacku w drący się niemiłosiernie budzik. Przetarła opuchnięte oczy wierzchem dłoni i podeszła do okna, potykając się przy okazji o pozostawioną na środku pokoju torbę. Odsunęła ciężkie zasłony, przeklinając w duchu świecące jej prosto w oczy słońce. Przez chwilę przyglądała się sąsiedniemu blokowi, mamrocząc pod nosem niewybredne słowa pod adresem świata i jego mieszkańców. W końcu podeszła do lustra zawieszonego na ścianie obok i uśmiechnęła się makabrycznie do własnego odbicia. Worki pod oczami, potargane fioletowe włosy sterczące na wszystkie strony, blada i zmęczona skóra. Panie i panowie, oto Van, chodzący żywy trup.
Wróciła się do łóżka, by spod szafki nocnej wyciągnąć nowe opakowanie leków przeciwbólowych. Mruknęła z niezadowoleniem na widok pustej szklanki. A no tak, przed snem brała przecież tabletki. Z ciężkim westchnieniem wbiła stopy w kapcie z doszytymi króliczymi uszami i opuściła swoją świątynię spokoju, by stoczyć kolejny krwawy bój z krzątającym się po kuchni potworem.
Matka najwyraźniej miała odpowiedni humor na zgrywanie perfekcyjnej pani domu. Nucąc pod nosem skoczną melodię, jedną ręką szykowała kawę, a drugą pakowała kolejne kromki chleba do tostera. Idealnie uczesana, z perfekcyjnym makijażem i przyklejonym do twarzy uśmiechem wyglądała bardziej na wytwór chorego umysłu niż osiągającą sukcesy bizneswoman. Chociaż kto wie, może według ludzi tak właśnie wygląda człowiek sukcesu.
W odpowiedzi na radosne powitanie dziewczyna mruknęła coś pod nosem. Chwyciła pierwszy lepszy wolny kubek i napełniła go wodą, starając się ignorować świergot matki. Z ulgą opadła na krzesło przy stole kuchennym, po czym z prędkością światła rozpoczęła połykanie kolejnych tabletek.
— Nie wiem, czy to mądre, żebyś… — zaczęła matka, ale ucichła pod wpływem spojrzenia córki.
— Już próbowałaś, odpuść sobie. — Połknęła ostatnią tabletkę i uśmiechnęła się ponuro. — Jestem pewna, że gdyby tego znachora od siedmiu boleści też tak bolało, kupowałby już sobie trumnę, a nie doszukiwał się lekomanii.
— Przesadzasz. — Potwór prychnął, wrzucając na talerz świeżo przypieczone tosty. — Takim marudzeniem psujesz sobie humor i sobie, i mi.
Van wzruszyła ramionami. Ona ma humor popsuty już od rana, niech reszta świata cierpi razem z nią. Wgryzła się w podane jej śniadanie, zastanawiając się, dlaczego jej tosty smakują niczym troty.
— O, jak późno! — Matka dopiła szybko resztę kawy i chwyciła torebkę. — Zjedz coś na mieście, bo lodówka pusta, czasu na zakupy nie było, a dzisiaj to w ogóle mam ważne spotkanie. Bądź w domu o czwartej, to jak tylko wrócę pójdziemy do fryzjera, może uda mu się coś zrobić z tą twoją abominacją, żeby się patrzeć na ciebie dało. — Pokręciła głową i cmoknęła z niezadowoleniem, patrząc na włosy córki. Ta tylko prychnęła pod nosem. — No, to do później!
— Adios. — Van machnęła ręką na pożegnanie, nie patrząc nawet na matkę. Ta natomiast pobiegła do przedpokoju. Po chwili dało słyszeć się stukot szpilek i trzask zamykanych drzwi. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Zgarnęła ze stołu talerz z niedokończonym śniadaniem i ruszyła w stronę pokoju. Trzeba się w końcu przygotować na cały dzień huku i upierdliwych dzieciaków.

***

Takie króciutkie coś o Van zanim jeszcze została Vanity. Ktoś byłby zainteresowany czytaniem opowiadania o niej? Bo jeśli nie, to mam jeszcze ewentualnie pomysł na fabułę z Shadow i Vanity. W każdej wersji szanse na pojawienie się Tytanów są dość małe (zmęczenie materiału, potrzebuję napisać w końcu coś nowego). Tak w sumie sobie pomyślałam, że o ile Vanity pojawia się w praktycznie każdym opowiadaniu, czegokolwiek by ono nie dotyczyło, tak nie dostała jeszcze swojego origin story (no dobra, było jedno, nieopublikowane opowiadanie, w którym była niepełnoletnią seksoholiczką i umawiała się z Duncanem, ale to było dawno i nieprawda i poza tym zgubiłam plik z tym wiekopomnym dziełem). 
Jeśli ktoś jest ciekawy, jak idzie gra (pewnie nikt nie jest, ale co tam, mój blog, to mogę się pochwalić), to mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o fabułę mamy już tak z 50% dzieła skończone (tzn. że 50% historii jest już grywalne i czeka tylko na podmianę grafik i muzykę). Kiedy premiera? Tego nie wie nikt, zobaczymy :D.
Pozdrawiam wszystkie rybki i wracam do haftowania, albo do udawania, że coś robię ze swoim życiem pożytecznego. Miłego dnia!

UPDATE: MAMY W KOŃCU TRAILER TITANS, o mój boru <3 jaram się jak włosy Star. Możecie go obejrzeć tutaj: klik!